Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju?

https://bialczynski.pl/slowianie-tradycje-kultura-dzieje/dzieje/adam-smolinski-dlaczego-rzymianie-mieli-taki-problem-z-przekroczeniem-dunaju-oraz-linki-do-zmijowego-plemienia-i-sprawy-wawelskiego-smoka/

Adam Smoliński – Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju?

Przy okazji informacji o Wałach Żmijowych pragnę przypomnieć o innym terminie związanym ze Żmijem Ogiennym. Był to rodzaj taktyki walki prowadzonej przez Sławian. Ognisty Smok lub Ognisty Żmij. Jednym ze sposobów walki taktycznej Słowian był nocny atak jazdy konnej z zapalonymi pochodniami. Większość ludów starożytnej Europy, odmiennych od Słowian, swoje bitwy prowadziło w czasie dnia. Atak nocny był dla nich zawsze zaskoczeniem, raczej nie potrafili walczyć w nocy. Słowianie tworzyli specjalne grupy wojowników wytrenowanych tylko do walki w nocy, zadające decydujące uderzenie, kończące bitwę w nocy. Taktyka ta była sławna wśród innych ludów Europy. Była dla nich przerażająca. Atakujący nocą Sławianie jawili się im jako demony, przed którymi nie ma obrony. Może stąd w bajkach i legendach innych ludów zawarta informacja, że smoki zionęły ogniem? Możliwe też, że w bitwie były używane przez Sławian miotacze ognia. Musieli oni znać właściwości ropy naftowej, która występowała w naturalnych kałużach, w Bieszczadach, jeszcze w czasach Łukasiewicza. Może tzw. „ogień grecki”, wcale nie był wynalazkiem Greków? Inną taktyką było symulowanie ucieczki z pola bitwy, a tym samym wciąganie w z góry zaplanowaną zasadzkę. Na ten wybieg Słowian nabierało się wiele armii, nawet jeszcze w XX w. Echa Ognistego Smoka oraz przerażenie, jakie on wywoływał można zobaczyć w filmie „Trzynasty wojownik” – w reżyserii Johna McTiernana – z 1999 r., na podstawie powieści Michaela Crichtona – Zjadacze umarłych. Nie jest to wcale powieść fantasy, to przypomnienie pewnych faktów historycznych. Raczej nieodbywających się nad Morzem Czarnym, lecz gdzieś w północno-zachodniej Europie, na styku Celto-germanów i Słowian – Wenedów (Wądów). Słowianie oczywiście przedstawieni są tu z pozycji propagandy germańskiej. Można tu zobaczyć, z jaką perfidią jesteśmy przedstawieni jako odrażający Wendole. Jak szczury żyjące w norach, zjadające odpadki i trupy własnych członków plemienia – kanibale. Wskazanie kogoś kanibalem zawsze propagandowo przynosi skutek odrazy. Celto-Germanie przedstawieni są oczywiście jako dzielni, cywilizowani bohaterowie, którzy zwyciężają odrażających Wendoli.
Jednak ta wraża propaganda pokazuje jeszcze inny aspekt sprawy, jak bardzo musieli się nas – Sławian, bać, że teraz tak nas opluwają, w zasadzie to normalne. Pomiędzy kłamstwami jest w filmie zawartych kilka prawd. Na przykład figurka Mokoszy przypisana jest Wendolom, czyli Sławianom.
Przy całej dyskusji o historii Europy, między Słowiany, Germany i Romajami; między allochtonistami i autochtonistami, należy zadać jedno podstawowe, długie pytanie. – Jeżeli ci wielce Grecy tworzyli wielkie imperium i zawładnęli Małą Azją i Persją; jeżeli ci wielcy Rzymianie tworząc jeszcze potężniejsze imperium, zajęli północną Afrykę, tereny dzisiejszej Francji, Hiszpanii, Grecji, Małej Azji; dlaczego oni wszyscy nie weszli poza granice Dunaju, Kaukazu i dzisiejszego Afganistanu; na północ? Dlaczego potężni Rzymianie zadali sobie tyle trudu, aby przepłynąć straszną cieśninę i zdobyć mało urodzajną wyspę Brytów? Dlaczego atakowali niby zaprzyjaźnionych Celtów i przyjaznych Germanów? Lecz jakoś nie przeszli Dunaju, a było bliżej?
Wiedzieli przecież, że na północy są zasobne lasy, zielone łąki i uprawne pola. Znali dobrze wartość bursztynu, równającą się często wartości złota. Wiedzieli gdzie ten bursztyn się wydobywa; wiedzieli też, że tam na północ od Dunaju są ogromne zasoby rud cyny, miedzi, ołowiu, żelaza i złota. Zadowolili się tylko kupowaniem tych dóbr. Żadna gorączka nie pognała ani Greków, ani Rzymian, za Dunaj, na północ, aby przyłączyć te tereny do imperium. Pytam dlaczego? Czyżby Dunaj był szeroką rzeką wrzącej lawy, nie do przebycia? Dunaj nazwali limesem – nie przekraczalną granicą. Tylko strach mógł być tą barierą.

Adam Smoliński

Tutaj link do filmu „Trzynasty wojownik” [1999]: https://youtu.be/KT84OaTGzGc

Reklamy

Dziewczyna żołnierza, czy dziewczyna żołnierz?

Wersja w j. chńskim:

 

Tekst piosenki:

Rascwietali jablani i gruszy,
Papłyli tumany nad riekoj.
Wychadila na bierieg Katiusza,
Na wysokij bierieg na krutoj.

Wychodiła, piesniu zawadiła,
Pro stiepnowo, sizowo orła.
Pro towo, kotorowo liubiła,
Pro towo, czi pisma bieriegła.

Oj ty, piesnia, piesienka diewiczja,
Ty lieti za jasnym sołncem wslied..
I bojcu na dalniem pograniczje
Ot Katiuszy pieriedaj priwiet.

Pust’ on wspomnit diewuszku prostuju,
Pust’ usłyszyt, kak ona pojot,
Pust’ on zemliu bierieżot rodnuju,
A liubow’ Katiusza sbierieżot.

Rascwietali jabłoni i gruszy
Popłyli tumany nad riekoj.
Wychodiła na bierieg Katiusza,
Na wysokij bierieg na krutoj.

„Katiusza” radziecka piosenka żołnierska. Skomponowano do niej muzykę, napisano słowa i po raz pierwszy odśpiewano w 1938 r. Jednak wbrew temu, co chce nam wmówić polskojęzyczna Wikipedia, nie powstała wtedy od zera. Jej twórcy inspirowali się ruskimi pieśniami i legendami opowiadającymi o Katiuszy, bohaterce, wojowniczce, która zakochała się w żołnierzu wrogiej armii. Oboje służyli swoim ojczyznom, strzegąc pogranicza, tylko po przeciwnych stronach. Jak widać autorzy tych filmików czują lub wiedzą, że ta piosenka nie opowiada o dziewczynie żołnierza, tylko o dziewczynie żołnierzu/żołnierce.

Katiusza, to nie jest żadna Kasia, czy Kasieńka.

Jusza to towarzyszka broni (patrz: towarzysz husarski), osoba należąca do związku wojowników. Podobnie, jak jej męski odpowiednik, to Jusz. Taki związek to „sojusz”.

Jusz, Jusza należą do sojuszu.

sojusz – sojusznik

so jusz – so jusz nik

przy czym:

so = razem, wspólnie, krąg, koło

nik = tworzący, uczestnik, czynownik (j. ros. wykonawca, (później) skazaniec ciężkich robót)

Końcówki rzymskich nazw: Juliusz, Gajusz, Winicjusz, Petroniusz, Marycjusz, Mariusz, patrycjusz, najwyraźniej mają słowiańskie źródłosłowy. Oznaczają ludzi przynależących do zbrojnego związku i takie są przecież mityczne początki protoplastów patrycjuszowskich (co oznacza człon „patro” możesz sprawdzić tytaj:  https://zapomnianalechia.wordpress.com/2017/11/27/nasz-jezyk-w-epoce-kamienia/) rodów.

„Kat” z pewnością nie jest imieniem, bo nie taka jest budowa imion słowiańskich. To pseudonim. Co może oznaczać?

Polskie – kot, niemieckie – katze, angielski – cat, białoruskie – koszka, kośka

kat

katować

katana – japoński miecz

cut – angielskie ciąć

katauti – hindi ciąć

Wszystkie wyżej wymienione słowa mają związek z cięciem. Kot tnie pazurami. Miecz tnie. Kat ścina głowę. Dlatego ten pseudonim można przetłumaczyć, jako tnąca.

Katiusza

Kat jusza

Tnąca towarzyszka broni.

Dragomira

Wiara Przyrody – japońskie Yokai

Dla wyznawców Wiary Przyrody cała natura tętni życiem, ma osobowość, a każda czynność jest przesiąknięta mistycyzmem. „Ich ziemia była świątynią, życie modlitwą” – to o Słowianach. My też niegdyś szukaliśmy kontaktu z bogami w świętych gajach, a nie zimnych kościołach. Dla nas też każde drzewo, jeziorko, czy strumyczek miało swoją istotę nadprzyrodzoną, sprawującą nad nim pieczę. U nas to powoli, na razie jeszcze niszowo, ale wraca. W Japonii przetrwało do czasów obecnych, chociaż i ich nie ominęła laicyzacja, jaka dotknęła cywilizowane społeczeństwa. W XIX i XX w. zdawało się wykształconym ludziom, że laicyzacja to odrzucenie bzdurnych zabobonów. Dziś, w XXI w., coraz więcej ludzi rozumie, że to nie jest zwycięstwo rozumu tylko odrzucenie morza wiedzy, która pomaga nam lepiej ten świat zrozumieć. W naturze są siły, których nowożytna, ciągle jeszcze raczkująca nauka jeszcze nie potrafi zbadać. To, że nie umiemy ich zważyć i zmierzyć, nie oznacza, że ich nie ma, a w mitach jest wiele mądrości.

Posłuchajmy o Yokai, japońskich duchach przyrody i zadumajmy się nad Wiarami Przyrody, jakie jest dla nich miejsce w świecie współczesnym. Myślę, że jest go dużo. Kappa (trochę podobna do naszych utopców) pojawia się w Harrym Potterze, w III tomie; wzorowano na nich żółwie ninja, jest tematem gier komputerowych, anime, powieści fantasy. Postacie ze słowiańskiej mitologii najbardziej rozpropagowała gra Wiedźmin, ale coraz częściej stają się bohaterami innych dzieł artystycznych, książek, gier, grafik, itp. Uważam, że to dobry kierunek. Sztuka i nie tylko może czerpać garściami z różnych odmian Wiary Przyrody, gdyż jest to nieprzebrana kopalnia motywów, postaci, wzorów, archetypów i mądrości życiowej.

Dragomira

Imieniny – prastary obyczaj

W siódmą wiosnę życia słowiańskiemu dziecku wyprawiano kosopleciny jeśli było dziewczynką lub postrzyżyny, jeśli było chłopcem. Była to bardzo ważna uroczystość. Nadawano mu wtedy imię, wcześniej używano przezwiska. Przydzielano też wtedy piastunkę i piastuna. Od tej pory dziewczynkę, matka i piastunka zaczynały uczyć zajęć kobiecych, a chłopca, ojciec i piastun, zajęć męskich. Uroczystości kosoplecin i postrzyżyn odbywały się w Jare Gody w dniach 22 – 25 marca. Później, co roku człowiek ten obchodził rocznicę nadaniu mu imienia, czyli imieniny. Cztery główne święta coroczne były kilkudniowymi pasmami uroczystości. Ba, nawet na jednym przyjęciu świętowano z wielu powodów. Np. postrzyżyn jednej z osób i imienin pozostałych. Dziecięcych lub później w dorosłości nabytych przezwisk Słowianie nierzadko używali do końca życia. Postępowali tak szczególnie wojownicy, prawdziwe imię zachowując tylko dla wiadomości bliskich. Wynikało to z przekonania, iż znając prawdziwe imię człowieka można uzyskać nad nim władzę i mu zaszkodzić.

Gdy na tereny współczesnej Polski przyszło chrześcijaństwo, starało się wyplenić słowiańskie imiona, zastępując je „chrześcijańskimi”. Spotkało się to z dużym oporem rycerstwa, które przeforsowało nadawanie synom słowiańskich imion rodowych, powtarzających się w rodzinie. Chłopi kombinowali. Nadawali słowiańskie miano, którego w rzeczywistości używano oraz miano chrześcijańskie, którym chrzczono. Potem wmawiali chrześcijańskim duchownym, iż miano słowiańskie jest zdrobnieniem od chrześcijańskiego. Długo, np. nie mogli się zdecydować, czy Jaśko jest zdrobnieniem od Jana, czy Jakuba. Co ma wspólnego Jaś z Janem? Jan zdrobniale, to przecież Janek.

Ponieważ w Polsce trudno było wyplenić obyczaj obchodzenia rocznicy nadania imienia, kościół wmówił wiernym, iż imieniny to dzień świętego patrona. Tu kłania się chrześcijańska zasada skromności, która w Średniowieczu prowadziła nawet do tego, że autorzy nie podpisywali się pod swoimi dziełami. chrześcijańska skromność nakazywała uczcić dzień poświęcony świętemu, a nie obchodzić dzień własnej rocznicy, własnego, ważnego wydarzenia. Oczywiście chrześcijanie w zamian za to spodziewali się opieki takiego świętego patrona. Zawsze byli ludzie, którzy nie mieli świętego patrona związanego z imieniem od chrztu. Doktryna chrześcijańska nie narzuca czczenia patrona od chrztu, można patrona od bierzmowania. Nie narzuca też szczególnego kultu jakiegokolwiek świętego, gdyż wszechmocny jest jedynie Bóg w trójcy jedyny prawdziwy. Chrześcijanin nie ma obowiązku obchodzenia imienin. Zwyczaj imienin jest kultywowany głównie w Polsce.

Upowszechnienie się kalendarza oraz laicyzacja społeczeństwa spowodowały dodawanie do kalendarza imion spoza grona chrześcijańskich świętych. Gdy w dwudziestoleciu międzywojennym rozwijał się ruch rodzimowierczy i prasłowiański, słowianofile wzorując się na znanych im zwyczajach, zaczęli tworzyć kalendarz imion słowiańskich. Te znane im zwyczaje były kalką obyczajów już chrześcijańskich.

Co ma zrobić współczesny człowiek?

Co chce, jak widać jest wiele możliwości?

Jak wszystko inne najlepiej zacząć od zastanowienia się, kim się jest, kim chce się być, dokąd zmierza, co chce osiągnąć?

Przykładny chrześcijanin polski najczęściej będzie adorować swojego patrona, chrześcijańskiego świętego, wybranego mu przez rodziców (imię o chrztu), bądź przez siebie samego (imię od bierzmowania), w przypisany mu dzień, obchodząc imieniny. Może też obchodzić dzień św. patrona swojego zawodu lub uderzyć w wysokie chrześcijańskie tony: wszechmocny jest jedynie Bóg, a kult świętych i przypisywanie im szczególnych mocy zalatuje pogaństwem i wielobóstwem.

Umiarkowani, laicy także mogą postępować rozmaicie. Obchodzić imieniny, bo to polska tradycja. Nie ma w kalendarzu Twojego imienia? To wybierz sobie dowolny dzień, który Ci odpowiada. Świętować urodziny, bo taka moda od jakiegoś czasu płynie z zachodu. Co chce? Chcesz urządzić przyjęcie? Pretekst zawsze się znajdzie. Nie chcesz? Mów, ze nie obchodzisz. To takie proste.

Rodzimowierca także nie jest skazany na jedna opcję. Myślę, że nie ma „obowiązku” urządzania kosoplecin i postrzyżyn w Jare Gody. Jednak dzieciom urządzałabym je właśnie wtedy, niedługo po 21 marca. Dlatego, że na naszej szerokości geograficznej jest to energetyczny początek dla całej przyrody. Jest to najlepszy czas dla rytuału przejścia, którym jest uroczystość oznaczająca rozpoczęcie wieloletniego procesu przechodzenia od dzieciństwa do dorosłości. Ludzie to czują. Zastanówcie się, jak odbieracie ten czas? Czy nie jest to czas, nowego, początku, odnowy?

Do bycia Rodzimowiercą nie jest niezbędne, ani słowiańskie imię, ani przejście jakichkolwiek rytuałów.

Jeśli ktoś jednak chce, to przecież w każdym wieku może wyprawić sobie obrzęd nadania słowiańskiego, prawdziwego imienia. W jakim dniu? W takim, jaki czuje, że jest do tego odpowiedni. To, iż mamy już imię w dokumentach, nadane niedługo po urodzeniu, w niczym nie przeszkadza. Tak, jak wcześniej pisałam, Słowianie nierzadko przez całe życie używali przezwiska (nadanego im w różnych okresach życia), a prawdziwe imię, nadane podczas kosoplecin lub postrzyżyn, zachowywali tylko dla bliskich, rodziny i przyjaciół. Pozostali znali jedynie ich przezwisko, przydomek, pseudonim. My, współcześni Rodzimowiercy możemy uznawać imię nadane po urodzinach za przezwisko, pseudonim, którym posługujemy się w kontaktach z obcymi, a prawdziwe słowiańskie imię przyjąć później i używać w gronie tych, którym ufamy, których lubimy. Właśnie tak mamy zamiar postąpić ja i Adam. Urządzić sobie kosopleciny/postrzyżyny i nadać sobie imiona. Dotychczasowe miana uważamy za przezwiska.

Jak widać, możliwości jest wiele. Do wyboru, do koloru. 🙂

Dragomira

Rodzimowiercy, Turbosłowianie, Odtwórcy – rozróżnienie pojęć

Rodzimowiercy

Są to wyznawcy wierzeń słowiańskich. Przy okazji podkreślam, że wiara Słowian współcześnie nazywana Rodzimowierstwem, Słowianowierstwem lub Wiarą Przyrody nie jest religią. Cechy religii to:

– założyciel,

– święta księga,

– system nakazów i zakazów regulujących życie wiernych,

– warstwa duchownych żyjących na koszt wiernych,

To uproszczony, skrócony opis, dokładniej wyjaśniam to w mojej książce: „ Co każdy Słowianin wiedzieć powinien – Zeszyt I „.

Religiami są na pewno Zaratustrianizm, Mitrianizm, Judaizm, Chrześcijaństwo i Islam.

Większość ludów, przez większość czasów wyznawała Wiary. Wiara jest to wiedza o świecie. To, co dla jednego jest wiedzą, bo to rozumie dla drugiego jest wiarą, bo nie zna się na tym, nie rozumie tego, więc wierzy komuś na słowo. Wiedza/wiara dotyczy każdej sfery zycia ludzkiego, wszystkiego, co go zainteresuje. Istnieją też kulty przez jednych zaliczane do religii, przez innych do wiar. Dzieje się tak dlatego, iż są niejednoznaczne, mają pewne cechy religii, ale nie wszystkie. Są to m.in. Hinduizm i Buddyzm. Buddyzm, tak właściwie jest filozofią, która tak, jak religia obrosła warstwą duchownych. Wiara towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów, od początków człowieczeństwa, od kiedy człowiek rozumny zaczął próbować zrozumieć ten świat i zaczął filozofować nad nim. Religie natomiast w skali dziejów ludzkości są ewenementem, który trwa dość krótko.

Neopoganie

Zbiorcza nazwa, używana przez chrześcijan na określenie współczesnych wyznawców wiar, na wyznawców kultów niebędących religiami. Określenie, przez wielu „pogan”, uznawane za obraźliwe. Przedrostek „neo” ma podkreślać nowość tych kultów, brak ich związków z pierwowzorami. Chrześcijanie często podnoszą argument, iż ciągłość wyznań (piszę w liczbie mnogiej, gdyż nazwą „neopoganie” określani są wyznawcy wiar: skandynawskich, celtyckich, bałtyjskich i innych, nie tylko słowiańskich) etnicznych (pogańskich) została przerwana przez chrześcijaństwo. Ludzie ci rozumują we właściwy sobie sposób, niechcący obnażając prawdę o religiach, że są zmyślone. Religiom, które opierają się na świętych księgach oraz innych tekstach teologicznych i zawartych w nich wymysłach, fantazjach tudzież fobiach istotnie zaszkodziłoby, gdyby te księgi zostały by zniszczone, a ciągłość przekazu ustnego została przerwana. Wówczas religie byłyby nie do odtworzenia. Z wiarami jest jednak inaczej. One są opisem rzeczywistości, jaka nas otacza. Wiedzą o prawach rządzących tym światem. Świat cały czas istnieje, dlatego nadal można go badać i zgłębiać. Nam, wyznawcom Wiedzy nic nie jest w stanie przerwać ciągłości.

Ciągłość nie została przerwana. Wiele przetrwało w naszych zwyczajach, tradycjach. Część z nich przyswoiło chrześcijaństwo. Jeszcze więcej zostało zachowane na wschodzie Europy i w Azji. Prawosławie było mniej agresywne w stosunku do Wiary Przyrody, dlatego tam, gdzie ono funkcjonowało, przetrwało z niej więcej. Pod panowaniem Mongołów jeszcze więcej uchowało się Wiary Przyrody, gdyż Mongołowie nie ingerowali w wiarę ani religię. Sami byli wyznawcami Wiary Przyrody. Dziś najbardziej powszechnym wśród Mongołów jest buddyzm tybetański, który przyszedł do nich dość próżno, w XIII w. po podboju Chin.

Zaś nasza mitologia zachowała się w baśniach legendach i podaniach ludowych.

Mała dygresja dla badaczy mitologii – bez znajomości fizyki, astronomii i ezoteryki, nigdy nie zrozumiecie mitologii, bo mitologia, to ubaśniowiona wersja tych dziedzin wiedzy oraz kilku innych.

Turbosłowianie

Ludzie bardzo zainteresowani dziejami Słowian, uważnie śledzący wyniki badań z dziedziny genetyki populacyjnej, odkrycia archeologiczne, badania językoznawców, studiujący kroniki itp.

Nazwa została wymyślona przez krytyków Turbosłowian. Konkretnie chyba po raz pierwszy użyta została w Gazecie Wyborczej. Jednym Turbosłowianom ona nie odpowiada i mówią, że są po prostu Słowianami. Drudzy sami jej używają argumentując, iż nie ma nic obraźliwego w określaniu kogoś mianem „przyśpieszony Słowianin”.

Odtwórcy

Osoby biorące udział w inscenizacjach, odtwarzaniu słowiańskich obrzędów, toczonych przez dawnych Słowian bitew oraz scen z ich życia codziennego.

 

Nie mylmy tych pojęć. Odtwórca może być chrześcijaninem i germanofilem. Może być Rodzimowiercą i germanofilem. O dziwo, wcale niemało jest takich. Turbosłowianin może być chrześcijaninem i zupełnie nie interesować się odtwórstwem. Większość Turbosłowian jest właśnie taka. Rodzimowierca nie musi być ani odtwórcą, ani Turbosłowianinem. Mnóstwo Rodzimowierców nie ma nic wspólnego z odtwórstwem. Większość Rodzimowierców nie interesuje się zbytnio historią Słowian. Ich poziom wiedzy o historii Słowian jest taki, że szanujący się Turbosłowianin sklasyfikował by ich wręcz, jako germanofilii.

Ja jestem Rodzimowiercą (Rodzimowierczynią?) i Turbosłowianką. Z odtwórstwem nie mam nic wspólnego, bo nie odczuwam potrzeby przebierania się. Gdy chcę zobaczyć, jak wygląda Słowianka, wystarczy, że spojrzę w lustro.

Dragomira

Przydatne słówka chińskie i koreańskie

Dalszy ciąg: https://zapomnianalechia.wordpress.com/2018/08/07/jezyk-polski-przyszlym-swiatowym-lingua-franca/

Chiński i koreański dla początkujących, czyli:

– czy j. chiński (mandaryński) jest trudny?

– przydatne dla turystów chińskie słówka,

– poprawna wymowa nazw chińskich i koreańskich firm, które wymawiamy żle,

– jak odróżnić alfabet chiński, koreański i japoński?

Dragomira

Język polski przyszłym światowym, lingua franca

W nawiązaniu do dyskusji, która odbyła się tutaj:

https://bialczynski.pl/2018/07/25/okiemmatki-joanna-choluj-jaka-jest-prawda-historyczna-narracje-niemiecka-zastapi-rosyjska-jak-nic-nie-zrobimy-polacy/#comments

Przekopiowuję niektóre komentarze, reszta pod wskazanym wyżej linkiem:

mk

25 lipca 2018 o 13:54 Odpowiedz

Myślę że powinniśmy stworzyć jakąś wspólną platformę ze Słowiańskimi (no w sumie nie tylko) krajami Międzymorza. Mimo podobieństwa naszych języków, fajnie byłoby mieć takie miejsce gdzie wszyscy moglibyśmy zamieszczać i się dzielić tłumaczonymi materiałami, bo wtedy byłyby dostępne także dla reszty świata. Ja bym spokojnie mógł od czasu do czasu przetłumaczyć kilka artykułów. Tylko razem będziemy mieli odpowiednią siłę przebicia, żeby zrównoważyć rosyjską narrację. Chociaż tłumaczenie na angielski może nie brzmi jakoś super, to duża zaleta byłaby taka, że każdy mógłby brać teksty z takiej strony i tłumaczyć na swój własny język, bo ciężko żeby nagle każdy tekst opublikowany po polsku tłumaczyć na wszystkie Słowiańskie języki, dla niektórych par językowych to jak znajdzie się kilku tłumaczy to i tak dobrze… 😉

  • Dragomira

25 lipca 2018 o 16:52 Odpowiedz

Pomysł stworzenia takiej platformy jest bardzo dobry. Wręcz wspaniały. Jednak pomysł tłumaczenia na angielski na słowiańskiej platformie, jest bardzo zły. To by było CHORE! Tworzenie z języka angielskiego lingua franca dla Słowian???!!!

    • Dragomira

25 lipca 2018 o 17:03 Odpowiedz

Słowianie lepiej, czy gorzej, ale rozumieją na piśmie swoje języki nawzajem. Na piśmie jest łatwiej zrozumieć inne języki słowiańskie. Oczywiście jest jeszcze kwestia alfabetu, jednak młodzi Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini, Bułgarzy znają już alfabet łaciński, a wielu Słowian z innych krajów zna również rosyjską grażdankę.

Lechosław

27 lipca 2018 o 08:50 Odpowiedz

Wspólnego języka Słowian właściwie nie musimy tworzyć, on istnieje, wystarczy ujednolicić zasady pisowni.

mk

26 lipca 2018 o 10:40 Odpowiedz

Zachód zachodem, a jak Węgrzy, Rumuni, Persowie, czy Hindusi chcieliby się czegoś dowiedzieć o historii i dziedzictwie Słowian, a po części to nasze WSPÓLNE dziedzictwo, to w jakim języku im to przedstawicie? A może chcielibyście po ROSYJSKU???

Tak swoją drogą, Chiny już wyrastają na światową potęgę, a kto jeszcze mówi po chińsku poza nimi? A przepraszam, ludzie mówiący po mandaryńsku i kantońsku nie bardzo potrafią się dogadać między sobą. A może Chińczycy powinni porzucić swoje plany bycia hegemonem świata, przestać się dogadywać z obcymi w ich językach i poczekać aż reszta świata nauczy się chińskiego? Nie, to z pewnością jest ostatni punkt ich planu światowej dominacji…

Trzeba najpierw zbudować jedność Międzymorza (a nie wszyscy w nim mówią po słowiańsku!) – obojętnie jakimi środkami – a później myśleć o propagowaniu języków słowiańskich. Dominacja angielskiego jest prostą wypadkową dominacji centrów finansowo-handlowych londyńskiego City i Nowego Jorku, kiedy zbudujemy tu alternatywną siłę, to będziemy mogli mówić o budowaniu siły języków słowiańskich jako języków ponadnarodowych. W tej chwili jest tylko jeden język słowiański za którym stoi jakaś większa globalna siła (co prawda jedynie surowcowo-militarna) a ja nie zamierzam się tego języka uczyć, ani nim posługiwać.

  • Dragomira

26 lipca 2018 o 13:32 Odpowiedz

Język słowacki, ponieważ powstał na styku Słowiańszczyzny wschodniej, zachodniej i południowej, jest zrozumiały dla wszystkich Słowian. Pozostali Słowianie rozumieją go tak jak my. Polak, który nigdy wcześniej nie zetknął się ze słowackim, od razu rozumie w tym języku 60%-70%. W ciągu kilku dni może go opanować. Pozostali Słowianie też tak mają ze słowackim. Ponadto Słowacy nie mają imperialnej przeszłości, więc nikogo nie gryzą. 🙂 Dlatego to słowacki lansowałabym na lingua franca Słowiańszczyzny. Polski jest najbardziej podobny do prasłowiańskiego więc najlepiej nadaje się do badań. Niestety nasza imperialna przeszłość sprawia, że nie wszystkim Słowianom on się podoba. Język rosyjski jest najmniej słowiański z języków słowiańskich, 30% rdzeni słów w rosyjskim jest niesłowiańskiego pochodzenia.
Wyobrażam sobie, że na takim słowiańskim portalu, te same teksty, byłyby w różnych językach słowiańskich i w różnych alfabetach. Pojawia się jakiś tekst, kto potrafi go przetłumaczyć na inny język, ten tłumaczy. Sprzyjałoby to wzajemnemu poznawaniu swoich języków , bo ludzie by porównywali, oraz w efekcie, wykształceniu się wspólnego dialektu.
Zrozumienie już jest. Czytałam w necie dyskusję Serba, Słowaka i Polaka. Każdy pisał w swoim języku, tylko w alfabecie łacińskim. Oni się rozumieli i ja ich rozumiałam. Pod filmem „Stara baśń. Kiedy Słońce było bogiem” (po serbsku „Stara prica. Kad je Suńce bilo boh”), znaczy pod polskojęzyczną wersją, było wiele wpisów w stylu: To jest po polsku? Jestem Serbem i ja to rozumiem.

    • Dragomira

26 lipca 2018 o 23:48 Odpowiedz

Hindusowi jest łatwo nauczyć się słowiańskiego, bo hindi i sanskryt są bardzo podobne. Łatwiej niż angielskiego. Aparat mowy Hindusów, Chińczyków, Koreańczyków, Wietnamczyków, Japończyków jest lepiej przystosowany do mówienia językami słowiańskimi, niż germańskimi. Lepiej nimi mówią niż Niemcy, Angole itp., bo mają podobne syczące dźwięki (chińskie sia, hinduskie si – piszę fonetycznie). Germanie mają z tym trudności. Inny aparat mowy. Rosyjscy uczniowie, jeśli podać im kilka zasad jak zmieniały się głoski, tłumaczą z sanskrytu na rosyjski. W drugą stronę też to działa.
Niektórzy Chińczycy i Koreańczycy uczą się polskiego, bo im się to przydaje w pracy, albo dlatego, że są zainteresowani polską kulturą i muzyką poważną. Gdyby w jednej trzeciej Eurazji, w tym ponad połowie Europy (taki kawał świata zajmują kraje słowiańskie), można było porozumieć się w jednym dialekcie, Chińczycy i inni uczyliby się go znacznie chętniej.
Wietnamczycy w Polsce jakoś potrafią nauczyć się języka.
W języku rumuńskim jest jeszcze wiele pozostałości słowiańskich (nema problema brzmi chyba znajomo). Po co w XIX w. sztucznie romanizowali sobie język? Niech to teraz odkręcają.
Węgry mogą być ze Słowianami albo wcale. Obawiam się że taka jest rzeczywistość geopolityczna. Skoro tak kochają Polaków to niech się uczą polskiego.

    • Dragomira

26 lipca 2018 o 23:57 Odpowiedz

Gdyby w krajach słowiańskich, można było porozumieć się w jednym dialekcie, masowo zaczęli by się go uczyć Chińczycy, Koreańczycy, Japończycy i Hindusi, a to są przodujące gospodarki, spowodowałoby to, wyparcie przez ten dialekt, języka angielskiego z roli języka międzynarodowego.
Przypominam, że to Chińczykom bardziej zależy na Międzymorzu i odtworzeniu Jedwabnego Szlaku.

      • Dragomira

27 lipca 2018 o 00:11

Ponadto, przez Chińczyków, Koreańczyków itp. Hindusów i Arabów, Słowianie i słowiańska kultura, są szanowane bardziej niż zachodnie.
Zjednoczone i dobrze zarządzane kraje słowiańskie, połączone wspólnotą interesów z Chinami… wiecie gdzie reszta Europy i Hameryka mogłyby nas pocałować? …po uprzednim umyciu zębów, oczywiście. 😀

Nie wierzcie mi na słowo, ale zobaczcie sami, jak mówią po polsku Chińczycy:

Koreańczycy:

Japończycy:

Dla tych, którzy chcieliby liznąć trochę chińskiego i koreańskiego:

https://zapomnianalechia.wordpress.com/2018/08/07/przydatne-slowka-chinskie-i-koreanskie/

Dragomira