Słowiańska wiedza o włosach

Pragnę przedstawić ciekawy artykuł zamieszczony na blogu: https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com

Jest to wiedza, która jest praktycznie mało znana wśród Słowian współczesnych. Wiedza, która mówi nam, jak bardzo ważne są włosy na ciele człowieka, jaką pełnią funkcję oraz jakie przynoszą korzyści swojej/swojemu właścicielce/właścicielowi.

Agnimir

***

Aby rozwiązać istniejące w naszym świecie problemy, najpierw trzeba przyznać, że wiele naszych podstawowych przekonań o realności jest błędnych. Na przykład, o włosach. Traktujemy je jak coś zupełnie zwyczajnego, coś, z czym można poeksperymentować, co można obciąć, zapuścić, pofarbować, zgolić, a jedyną tego konsekwencją jest to, czy się komuś (oraz sobie) w nowej wersji spodobamy. Nie rozumiemy podstawowych zasad działania energii, nie mamy na ten temat wiedzy i błądzimy jak we mgle, ustalając sobie zasady sami, często wbrew logice, wygodzie i naturze. Przyjęliśmy na przykład, że w przypadku kobiet włosy na głowie są w porządku, ale już pod pachami czy na nogach nie. Wyśmiewamy też tradycje religijne nakazujące przykrywanie włosów, nie interesując się, co za tym tak naprawdę stoi.

Tradycja natomiast to coś dużo głębszego, niż nam się wydaje. Nie przypadkiem dawniej dziewczęta nosiły długie warkocze i rozpuszczały je tylko przed mężem, nie bez znaczenia jest też fakt, że kiedyś do naszych włosów mógł dotknąć się tylko ktoś bardzo nam bliski. Włosy jak każda inna część ciała mają przyczynę do istnienia. Włosy to nasza siła życiowa, to przedłużenie systemu nerwowego. Są to niejako nerwy na powierzchni ciała, swojego rodzaju wysokorozwinięte wąsiki lub antenki, które przekazują ogromną ilość ważnej informacji do mózgu i układu krwionośnego.

WŁOSY I ENERGETYKA CZŁOWIEKA

Włosy to anteny, które wyłapują strumienie energii z otaczającego nas świata. Odgrywają ważniejszą rolę w życiu niż ręka czy noga. Owłosienie pojawiające się pod pachami czy w okolicach intymnych, a u mężczyzn również zarost na twarzy rozpoczyna dojrzewanie płciowe. To jest lustro odbijające stan organów płciowych, ich dojrzałość i siłę. Usuwając włosy na twarzy, pod pachami i z organów płciowych, niszczymy strefy projekcyjne i w ten sposób pozbawiamy organy płciowe energetycznego doładowania i osłabiamy ich funkcję. Nie ma projekcji, to znaczy że z czasem nie będzie i tego, kto ją tworzy. Świat jest jak lustro. Usuwając włosy z głowy zmieniamy kierunek i intensywność głównych energetycznych strumieni swojego ciała, które z kolei zmieniają naszą świadomość, duszę i rozum. Ludzkie włosy (włączając owłosienie na twarzy u mężczyzn) nie tylko bezpośrednio “ładują” mózg informacją, ale także wypromieniowują energię z mózgu do otoczenia. Udowodniono to za pomocą efektu Kirliana, kiedy człowieka fotografowano najpierw z długimi włosami, a potem po strzyżeniu. Gdy włosy są podcięte to przyjmowanie i wysyłanie sygnałów od i do otoczenia jest utrudnione, człowiek nieświadomie podchodzi do życia, jest mniej wrażliwy w relacjach z innymi i trudniej mu osiągać satysfakcję (również seksualną).

SKUTKI OBCINANIA I FARBOWANIA WŁOSÓW

Włosy rzeczywiście są przewodnikami energii, ale żeby tak się działo powinny mieć min. 7 cm długości. Razem z włosami obcinamy nie tylko swoją intuicję, ale też pamięć i przeżycia emocjonalne. Dlatego właśnie człowiekowi, który przeżył olbrzymi ból radzi się ostrzyc włosy. Z tej samej przyczyny nie wolno obcinać włosów małym dzieciom. Jest takie wierzenie, że dziecko trzeba koniecznie ostrzyc kiedy ma roczek. To totalna bzdura. Dziecko aktywnie poznaje świat, uczy się w każdej sekundzie, a my tak po prostu bierzemy i obcinamy mu pamięć. I musi zacząć uczyć się od nowa. Dlaczego dziewczynki rozwijają się szybciej? Dlatego, że zwykle się ich nie strzyże. Włosy na ciele człowieka pełnią te same funkcje, co na głowie. Przy szczególnej konieczności człowiek może usuwać negatywną energię nagromadzoną we włosach strzygąc je i takim sposobem uwalniając się od przeszkadzających jego rozwojowi energii – w tym jest sens strzyżenia zakonników. Ostrzyżone włosy i paznokcie należy spalać, ponieważ jeśli wyrzucone części ciała człowieka gdzieś gniją, to wpływa to na cały organizm.

Współczesna kobieta przestała na poziomie podświadomym widzieć przed sobą mężczyznę – widzi ogoloną głowę, bez wąsów i brody, często z papierosem w ustach i kolczykiem w uchu. Taki nienaturalny wygląd drażni kobietę na poziomie podświadomym, powoduje brak szacunku i niechęć do takiego mężczyzny. Kobieta łatwo pozwala sobie na oskarżanie go i poniżanie. Taki mężczyzna nie jest w stanie być głową rodziny i czeka, aż kobieta będzie nim zarządzać, tym bardziej, jeśli wyrósł bez ojca i wychowywała go matka. Weźcie koguta, obetnijcie mu ogon, wyskubcie wszystkie najdłuższe odróżniające go od kury pióra. Zobaczycie, że takiego koguta nie dopuści do siebie żadna kura. Zaczną go bić, a inne koguty traktować go jak kurę i włazić na niego. Mężczyzna bez wąsów i brody to ani kobieta ani mężczyzna, to jak chłopczyk z niewykształconymi organami płciowymi.

Włosów w żadnym wypadku nie wolno farbować. Wszyscy uczyliśmy się fizyki w szkole i znany jest nam fakt, że kolor powstaje głównie w procesie absorpcji fal. Czerwone naczynie wygląda na czerwone dlatego, że absorbuje wszystkie pozostałe kolory i odbija tylko czerwony. Kiedy mówimy: ta filiżanka jest czerwona, mamy na myśli, że skład molekularny powierzchni filiżanki jest taki, że absorbuje wszystkie promienie świetlne, oprócz czerwonych. Tak więc wasze włosy mają określony kolor, jak wiemy czystych kolorów nie ma, odcienie włosów są różnorodne i bardzo złożone. Włosy absorbują strumienie niezbędnej dla nas energii z określonej długości fali. Kiedy farbujemy włosy, organizm zaczyna otrzymywać obcą dla niego energię, co skutkuje zaburzeniami i chorobą. Dobrze więc pomyślmy, zanim pofarbujemy siwiznę. A przy okazji, Francuzki uchodzące za ideał stylu i smaku nigdy nie farbowały siwizny. Praktycznie wszystkie farby zawierają bardzo silnie działającą chemię, która niszczy strukturę włosów sprawiając, że stają się one martwe, po czym przestają spełniać swoje funkcje związane z gromadzeniem energii.

Czytaj dalej:  https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/2018/01/15/slowianska-wiedza-o-wlosach/

Reklamy

Opowieść Łysogórska

Nie, nie, nie odbiło mi. 🙂 Nie mam zamiaru propagować pustynnej zarazy.

Chcę pokazać, z jakim mozołem i podstępami pustynna zaraza próbowała zindoktrynować Słowiańszczyznę.

Proponuję interesującą opowieść beletrystyczną o działalności misyjnej Cyryla i Metodego wśród Słowian. Co zaś najważniejsze, to wynik tej wyprawy. 

Szkoda, że wszyscy Słowianie tak nie zareagowali na indoktrynację pustynnej zarazy.

Jeżeli wydaje Wam się, że ta indoktrynacja pustynna zakończyła się, to jesteście w głębokim błędzie.

To wszystko nadal trwa i pustynna zaraza zrobi wszystko, aby zdobyć nowe zaczadzone owieczki – barany przynoszące pieniądze na tacę.

Nasz opór jest nadal niezbędny.

Agnimir

Było to w czasach, gdy na Morawach panował renegat Słowiańszczyzny, Rościsław Mojmirowic. Jak jego poprzednik tępił świętą wiarę praojców i umacniał panowanie krzyża. Skłócony z wschodniofrankijskim królem Ludwikiem II Niemieckim, wypędził Rościsław z Moraw łaciński kler przybyły od Niemców i ściągnął z Konstantynopola podstępnych krzewicieli nadjordańskich guseł odprysku bizantyjskiego, Metodego i Cyryla. Ci dwaj wpadli na iście podstępny pomysł – aby przyciągać Słowian do nadjordańskich guseł wymyślili słowiański alfabet, przetłumaczyli żydowską biblię na język słowiański i gusła ku czci nadjordańskich bałwanów odprawiali w mowie słowiańskiej. Przez co nadjordańskie gusła i nadjordańskie bałwany miały sprawiać wrażenie obrzędów i bogów słowiańskich, swojskich. Gdy w roku 864 Ludwik Niemiecki najechał Morawy, Metody i Cyryl uciekli na północ do kraju Wiślan, zresztą za poradą Rościsława. Miał on nadzieję, że ci dwaj „nawrócą”Wiślan i przekonają ich do oddania się pod jego władzę.

Obaj podstępni misjonarze dotarli nad Wisłę i zatrzymali się w grodzie wawelskim. Tam usłyszeli o powszechnie znanej i szanowanej świętej pogańskiej górze zwanej Łysą Górą lub Łyśćcem, na której znajdował się pogański chram. Postanowili udać się tam, aby w tym powszechnie szanowanym pogańskim sanktuarium zasiać nadjordańską nową wiarę.

Nasza opowieść zaczyna się właśnie w momencie, gdy Metody i Cyryl dotarli do opola u podnóża świętej dla pogan Łysej Góry. Zbliżało się święto Kupały. Mieszkańcy opola zbudowanego w kształcie kolistego grodu, otoczonego rowem i wałem ziemnym z podwójną palisadą pracowali na łąkach i polach otaczających opole. Gdy zauważyli nadciągających obcych, najstarszy wiekiem Dobrosław wyszedł im naprzeciw i powitał ich zawołaniem – goście w dom, bogi w dom. Przez bramę w wale wprowadził gości do wnętrza opola. Oni rozejrzeli się ciekawie i zauważyli, że wszystkie domostwa, a było ich ze trzydzieści, były podobnej wielkości i żadne nie wyróżniało się okazałością. Widząc to przybysze wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenie – poznali, że są u Słowian, do których obce nowinki, w tym dominacja jednych nad drugimi, jeszcze nie dotarły.

Dobrosław zaprosił gości do swego domostwa, ale oni poprosili, by usadził ich w podcieniu, gdzie wiał przyjemny lekki wietrzyk. Nakarmiono i napojono ich. Nasyceni goście zaczęli po posiłku wypytywać o sprawy miejscowe. Dobrosław opowiedział, jak tu żyją i że w pobliżu jeszcze trzy podobne opola są, a wszyscy ze wszystkimi rodziną się czują lub powinowatymi. Na koniec zaprosił ich do wspólnej wyprawy na Łysą Górę, gdzie akurat udać się mieli wszyscy mieszkańcy pobliskich opoli. Goście zgodzili się, gdyż paliła ich ciekawość pogańskiego chramu, znanego wszystkim Wiślanom i Chrobatom, a nawet dalszym plemionom.

Wyruszono w drogę, gwarząc przy tym. Mieszkańcy opoli, choć wielu obcych już widywali, ciekawi byli przybyszów ubranych w dziwaczne suknie jak niewiasty. Często ciągnęli tędy na północ po jantar kupcy z dalekiego Bizancjum, Italii a nawet Arabii, którzy przynosili wieści o tym, co słychać w świecie szerokim. Stąd i mieszkańcy opoli pod Łyścicem świadomi byli spraw światowych. Wiedzieli, że w Konstantynopolu rządzi cesarz, że w Romie urzęduje papież, że wadzą się ze sobą, choć głoszą tę samą nową wiarę, która podbija coraz więcej ludów, także tych mówiących słowem. Goście szybko zrozumieli, że towarzyszącym im miejscowym, choć najchętniej doma siedzą, nieobce jest to, co dzieje się w innych krajach.

Wreszcie dotarli na szczyt. Widok chramu zaskoczył obcych. Był to raczej duży dwuspadowy dach z desek, bez ścian, na słupach jeno oparty. Pod dachem stały posągi przedstawiające różnych bogów, a nad chramem potężne konary rozpościerał prastary dąb.

– U nas, skąd pochodzimy, ku chwale naszego boga stawiane są ogromne kamienne chramy cerkwiami lub kościołami zwane – powiedział starszy z przybyłych.
– Są one domami bożymi – dodał młodszy.

Na to odparła stara mądra Grzymisława, wiedźma:
– U nas też niektórzy używają kamienia do budowy domów czy murów wokół opoli. Ale dom z drewna cieplejszy jest zimą, chłodniejszy latem, a i pachnie w nim przyjemniej niż w kamiennym. Dlatego chętniej używamy do budowy drewno niż kamienie. Mur kamienny, nawet na trzy łokcie gruby, taran pokruszy. A wał ziemi, na dole na dwadzieścia łokci szeroki taranem nie przebijesz. No i uszkodzoną drewnianą palisadę łatwiej naprawić niż pokruszony kamienny mur. A bogom naszym chwałę głoszą góry, rzeki, jeziora, chmury i wiatr, błyskawice i deszcze pojące pola, łąki i lasy. Dom naszych bogów jest w Prawi, ale i na całej Matce Ziemi mieszkać mogą – w świętych jeziorach, drzewach, na świętych górach. Oni nie chcieliby mieszkać w sztucznych kamiennych domach, wznoszonych nie ku ich chwale, a ku chwale kapłanów i władców kamienne chramy budujących.

W międzyczasie, gdy obcym odpowiadała mądra wiedźma, żercy złożyli przed posągami przedstawiającymi bogów dary – jadło i miód. Miodem polali też pień świętego dębu, osłaniającego konarami chram. Zaraz też niedaleko chramu rozpalono ognisko, wokół którego opasując je wieloma kręgami, zgromadzili się wszyscy przybyli pod chram mieszkańcy opoli, nawet białki z małymi dziećmi. Po krótkiej grzecznościowej wymianie zdań poproszono gości o wieści ze świata.

Czytaj dalej: https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/2018/01/31/opowiesc-lysogorska/#more-14627

Cyryl i Metody

Wikipedia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Cyryl_i_Metody

Święty Cyryl, właściwie Konstantyncs. Rawnoapostolnyj Kiriłł, uczitiel Słowienskij (ur. ok. 827 w Tesalonice, zm. 14 lutego 869) i Święty Metody, właśc. Michałcs. Rawnoapostolnyj Miefodij, uczitiel Słowienskij (ur. ok. 815, zm. 6 kwietnia 885), Bracia Sołuńscymisjonarze. Prowadzili w IX wieku misje chrystianizacyjne, m.in. na ziemiach zamieszkanych przez Słowian. Twórcy rytu słowiańskiegoświęci Kościoła katolickiego i prawosławnego nazywaniapostołami Słowian (gr. Άγιοι Κύριλλος και Μεθόδιος ιεραπόστολοι των Σλάβων) i apostołami Bułgarii.

Cyryl-Konstantyn nazywany też Filozofem pochodził z wielodzietnej, chrześcijańskiej rodziny wysokiego,bizantyjskiego urzędnika[1]. Był bratem Metodego i najmłodszym z siedmiorga rodzeństwa[1][2]. Niektóre późne biografie podają słowiańskie pochodzenie matki[3][4][5]. Z tego powodu rodzice mieli posługiwać się biegle językiem słowiańskim i znać obyczaje Słowian[6]. Według innych źródeł, wszyscy ówcześni mieszkańcy Tesaloniki – Sołunia mieli biegle znać mowę słowiańską.

-/-

Bizancjum, w czasie wojen ze Słowianami, łapało czasami posłańców słowiańskich do innych plemion słowiańskich. Posłańcy ci, nawet na torturach nie ujawniali, jakie nieśli przesłanie dla adresata. Bizantyjczycy nie brali pod uwagę, że posłańcy nigdy nie znali wiadomości, które przenosili. Byli tylko niejako „listonoszami”, zaś sam list jest dla nieświadomych, po prostu nie widoczny.

Po pewnym czasie, Bizantyjczycy zorientowali się, że przy każdym posłańcu odnajdywali dziwne wisiorki, gdzie na głównym sznurku były przywiązane inne sznurki z zawiązanymi supełkami. Początkowo uznawano to za pewien rodzaj ozdoby, jednak później, Bizantyjczycy zaczęli się domyślać, iż może to być jakaś zaszyfrowana wiadomość. Mimo wielu prób deszyfracji, nie udało się odczytać wiadomości.

Ponieważ bracia Cyryl i Metody biegle posługiwali się językiem słowiańskim, zostali wysłani, jako szpiedzy bizantyjscy do krajów słowiańskich w celu poznania tajemniczego zapisu sznurkowego.

Ich działalność misyjna była tylko przykrywką prawdziwego celu wywiadowczego.

Cyrylowi i Metodemu nigdy nie udało się odkryć tajemnicy zapisu na sznurkach.

Był to jeden z najstarszych zapisów słowiańskich, zwany „zapisem kobalnym”, od słowa „koba” – litera. Taki pęk sznurków z zapisem kobalnym, w j. słowiańskim nazywał się „wici”, czyli „wieści”, a samo słowo „wici” oznacza „słowa”.

Tu warto przypomnieć sobie scenę z filmu „Krzyżacy”, kiedy na pomost w Spychowie wjeżdża galopem posłaniec i rzuca pęk płonących sznurków. To były właśnie „wici”, czyli rozkazy zgrupowania wojów.

Zatem, jeszcze w XV w. nadal funkcjonował zapis kobalny – sznurowy. Przynajmniej w tajnych rozkazach wojennych.

Zupełnie możliwe, że i A. Mickiewicz w „Dziadach” nawiązuje do zapisu kobalnego.

W powszechnie znanym zwrocie: ” Miałeś chamie złoty róg. Miałeś chamie czapkę z piór. Ostał ci się jeno szur”. Stracił wszystko, a jednak pozostał mu sznur z zapisem kobalnym, wiadomości o dziejach.

Zapis kobalny w czasach Cyryla i Metodego był tak ściśle tajny, jak Enigmat w czasie II wś., jednak jeżeli Cyryl i Metody udali by się do Indii, to z pewnością poznaliby ten zapis w postaci tzw. devanagari – zapisu kobalnego na płaszczyźnie, papierze.

Zapis kobalny do Indii przynieśli Ariowie, zatem, jest to zapis istniejący jeszcze przed wyjściem Ariów z Europy Środkowej, ok. 4300 lat temu.

Tak została zapisana Mahabharata, największy/najobszerniejszy epos świata, historia podboju Indii przez Ariów.

Zagadka, co takiego pokazuje św. Metody i św. Cyryl, na można powiedzieć, piktogramie (wyżej z Kodeksu Zografskiego z końca Xw.) stoją na tle pisma głagolicy z wyciągniętej ręki Metodego zwisa pęk sznurków, są one centralnie wyeksponowane w tym rysunku. Inaczej, co umknęło bizantyjsko – cesarsko – prawosławnej cenzurze. Rozumny człowiek odpowie, że to kod(wł. coda-ogon-chwostek) notacji węzełkowej, który posłużył za wzorzec głagolicy (pisanej).

To niby opracowanie alfabetu słowiańskiego przez Cyryla i Metodego jest kłamstwem propagandowym chrześcijańskiego Bizancjum. Cyryl i Matody tylko wyretuszowali już istniejące runy słowiańskie i przystosowali go do zapisu języka greckiego.

Słowiański zapis głagolicowy jest bezpośrednią pochodną zapisu kobalnego – węzłowego.

Dlatego też od tych węzłów, mamy ruskie pismo zwane więzy.

Albowiem, po przeniesieniu Bizancjum do Moskwy, jeszcze raz zmodyfikowano cyrylicę, z czego powstała tzw. „grażdanka”, którą znamy, jako litery alfabetu rosyjskiego.

Nie można głagolicy wyprowadzić z alfabetów greckich, ale odwrotnie z głagolicy można wyprowadzić pismo arabskie, devanagari, cyrylicę, alfabety greckie, itd. Sznurek to materiał, na którym utarła się głagolica, stąd jej kształty i zapętlająca się struktura, a sznuropodobne struktury są na urnach w Polsce od 7 tyś lat.

http://svasti.org/cd/Izwor/Leledrag.htm

Oto artykuł opowiadający o działalności Cyryla i Metodego:

Wstęp do tego artykułu dodałem ponieważ autor nie uwzględnił wszystkich aspektów działalności bizantyjskich szpiegów, Cyryla i Metodego.

Agnimir

“Jak to było z Cyrylem i Metodym”

Źródło – http://my.opera.com/bbc-poland/blog/2013/01/23/jak-to-bylo-z-cyrylem-i-metodym

 nie istniejący już blog.

„Wy byliście dzikimi barbarzyńcami, odzianymi w skóry zwierząt, ganiającymi po lasach za zwierzyną. Kulturę i pismo przyniosło wam chrześcijaństwo. To święty Cyryl stworzył wam alfabet i pismo. Bądźcie wdzięczni za niesienie kultury i oświaty.”

Ostatnio robi się coraz głośniej o chrystianizacji Słowian. Cały więc polega na tym, że świat nauki prawie od początku chrześcijaństwa jako instytucji z siedzibom w Watykanie sprowadził słowiaństwo do poziomu człowieka dzikiego, krwiożerczego barbarzyńcy. Dzieci w naszych szkołach uczy się, że słowiaństwo za czasów Imperium Rzymskiego było jeszcze na etapie leśnego życia w szałasie, zaś okres około 1000 roku n.e. to wspólnoty plemienne na półdzikie. Taki też mamy podawane w szkołach opis wczesnego słowiaństwa, jak to biskupstwo niemieckie ze swoim żołdactwem wkraczało na ziemie Słowian przynosząc im cywilizację, pismo i wiarę w Boga. Tego typu bzdury możemy przeczytać prawie wszędzie a pod tym wszystkim podpisują się wielkie autorytety historii i archeologii.
Jak sprawa wygląda w rzeczywistości? – całkiem odwrotnie i to na korzyść Słowiaństwa. Powiedziałbym nawet, że mamy rewolucję prawdy. Systematycznie odkrywana szczególnie na terenach rosyjskich (kościoła prawosławnego) tam gdzie macki Watykańskie nie dały rady wszystkiego zniszczyć, co słowiańskie.

Dzisiaj zajmiemy się sprawą wielkiego sukcesu Watykanu w sprawie chrystianizacji Słowian. Mianowicie chodzi tutaj o największe kłamstwo ówczesnych hierarchów kościelnych i ich podwładnych tamtego okresu.
Sprawa dotyczy Cyryla i Metodego. Każdemu chyba w szkole wbito do głowy, że Cyryl i Metody dwaj braciszkowie zakonni wprowadzając chrześcijaństwo na terenach wschodniej Europy (dzisiejsza Rosja i Ukraina) musieli dla prymitywnych Słowian stworzyć pismo dla ich rodzimego języka, bo Słowianie coś tam mówić potrafili, ale byli nie piśmienni. Jak wiemy z podstawówki Cyryl stworzył pismo i tym pismem napisał Biblię w słowiańskim języku.
Oczywiście był to największe kłamstwo kultywowane przez Watykan i współczesną naukę.

Jak to było z Cyrylem i Metodym naprawdę.
Aby ruszyć ten temat należy najpierw przedstawić tło historyczne tamtego okresu.
W księgach kościelnych już od czasów średniowiecza po dzień dzisiejszy, można znaleźć poglądy, że słowiaństwo nagminnie krytykuje stolicę apostolską czyli papieża, za nierówne traktowanie ich w stosunku do innych nacji. Ten problem stał się stałym elementem wielu homilii wygłaszanych do wiernych z kościelnych ambon. Zagadnienie to, od tysiąca lat nie straciło na swojej ważności, uzyskując wręcz formę „prawa kanonicznego”.
Na czym to prawo polega? A no na tym, że przynajmniej raz w roku w każdym kościele na ziemiach słowiańskich ogłasza się, że chrześcijaństwo obrządku rzymsko-katolickiego uważa Słowian za „braci równych w wierze” w stosunku do innych nacji, oraz że już nigdy nie będzie stosować wobec nich szykan, jakich doznawali w wiekach poprzednich.
Mimo że minęło tysiąc lat słowa są wciąż takie same. Jeśli w tych homiliach wciąż podkreśla się słowo „szykany” to czego one dotyczyły i wciąż dotyczą pomimo upływu tysiąca lat?
Odpowiedź na to pytanie nie jest trudna. Większość hierarchów kościelnych (zwłaszcza obrządku rzymsko-katolickiego) pochodzących z Europy zachodniej, – powiedzmy wprost – traktuje Słowian jak chrześcijan drugiej kategorii (w najlepszym razie!), a część nawet dzisiaj, uważa Słowian, za społeczność niegodna by traktować ich jak chrześcijan.
Ci hierarchowie dopiero od XIV-XV wieku oficjalnie uznali część słowiańskich możnowładców za godnych miana „chrześcijanina”, natomiast nigdy nie zaakceptowano, a zwłaszcza nie dopuścili w sensie prawnym, by tym mianem określać całą ludność takich krajów jak Polska, Czechy czy Węgry itd. Tę prawdę ukrywa się nawet dzisiaj, kiedy obserwujemy kompletny upadek chrześcijaństwa zachodniego a papiestwo funkcjonuje jedynie dzięki żarliwej religijności wyżej wymienionych społeczeństw słowiańskich.
Pogląd sprowadzający Słowian do społeczności drugiej kategorii wyznawany jest nie tylko przez elity ale także przez większość społeczeństw Europy Zachodniej.
Jak powstała taka niechęć. Aby dowiedzieć się jak narodziła się ta niechęć do narodu słowiańskiego trzeba cofnąć się do V-VI wieku. Papiestwo tego okresu z rezydencją w Rzymie posiadało tylko lokalnych reprezentantów oddziałujące jedynie na „prymitywnych barbarzyńców” na zachodzie Europy. Po rozpadzie Imperium Rzymskiego na poszczególne terytoria podległe ówczesnym zarządcom, powstały nowe „księstwa”. Ich władcy na fundamentach istniejących strukturach administracyjnych tworzyli własne struktury nowej państwowości. Rzymski fundament powstałej zachodniej społeczności był dobrą glebą pod wiarę chrześcijańską która bardzo szybko zaczęła rozprzestrzeniać się na tamtym terenie.
Tutaj należy zauważyć konsekwentnie przemilczaną historię ekspansji terytorialnej Imperium Rzymskiego. Poszczególni Rzymscy władcy bez problemu zdobyli tereny z narodami ponoć o wyższej kulturze niż te znajdujące się za Łabą i Dunajem (początkowo za Renem i Dunajem). Nasuwa się jedno pytanie: Dlaczego Imperium Rzymskie nigdy nie zajęło terenów na wschód od Łaby i północ od Dunaju skoro w szkołach uczy się młodzież, że te tereny zajmowały niezorganizowane prymitywne ludy słowiańskie.
Imprium Rzymskie

Z tego, co wiemy, Rzymianie wielokrotnie próbowali zająć te tereny. Takowe próby kończyły się dla najeźdźców tragicznie gdzie byli wybijani prawie w „pień”. Słowianie byli mistrzami w prowadzeniu wojen na terenach leśnych organizowaniu zasadzek oraz w prowadzenia walk nocnych. Tereny te budziły postrach i były omijane przez wojska rzymskie. Niemniej trzeba zauważyć, że pomiędzy Rzymianami i Słowianami dochodziło do kontaktów handlowych, czego przykładem mogą być znajdowane na terenach Polski, monety i inne wyroby pochodzące z cesarstwa rzymskiego. Świadczy to o tym, że obie kultury musiały być na podobnym stopniu cywilizacyjnym. Odmienność kultury słowiańskiej oraz innych charakter ustroju społecznego, w którym każdy był wolnym człowiekiem a społeczność była zorganizowana na bazie poszczególnych samodzielnych plemion. Wcześniej schrystianizowane terytoria zachodnie oparte na ustroju pan-niewolnik w słowiańszczyźnie opartej przede wszystkim na rolnictwie widziały tylko niewolniczą siłę roboczą. Słowiaństwo spostrzegano jako ludy barbarzyńskie. W tych czasach status Słowianina był opłakany. Krew słowiańska nie miała w swoich genach zła, przemocy, grabieży, czy mordu dlatego też była uległa w stosunku do najemców. W ksenofobicznym społeczeństwie bizantyjskim panowała powszechny pogląd że lepszy od Słowianina jest każdy barbarzyńca a nawet prymitywny koczownik. Podboje ościennych słowiańskich plemion zachodnich i południowych zaczynały przybierać na sile. W VI-VII wieku cała rolnicza ludność zachodniej części imperium bizantyjskiego składała się już z niewolników słowiańskich. W kodeksach prawnych tamtego okresu a przede wszystkim w prawie wojennym pojawił się punkt mówiący jasno, że Słowiańskich wojowników nie można traktować honorowo tak jak innych jeńców wojennych.
Armia bizantyjska skrupulatnie przestrzegała tego punktu nawet wtedy gdy w jej składzie służyło wielu Słowian. Ze szczególnym okrucieństwem obchodzono się ze Słowianami którzy w jakiś sposób zbuntowali się. Wszelkie regulaminy wojskowe nakazywał w tamtych czasach takich Słowian bezwzględnie zgładzić nawet z całymi rodzinami. Były to czasy niezwykle brutalne. Wielu żołnierzy wiary chrześcijańskiej miało opory moralne co do takiego traktowania Słowian. Twórcy regulaminu przewidzieli to ujmując w regulaminach zapis, że Słowianie to nie ludzie, wobec czego nie ma grzechu w ich zabijaniu. Hierarchia kościelna musiała się jakoś do tego problemu ustosunkować. Szybko dopracowano się wzorca postępowania ze Słowianami. W skrócie brzmiał on mniej więcej tak:
Słowianie poganie nie są ludźmi, wobec czego zabijający ich żołnierze nie narażają się na grzech. Zapis ten dotyczył zarówno ludności cywilnej jak i Słowian wojowników. Było to bardzo ważne ponieważ w myśl ortodoksyjnego Kościoła Prawosławnego każde zabójstwo nawet wroga na wojnie nie było grzechem. Idąc dalej należy przytoczyć inne zasady:
– Słowianie żyjący w cesarstwie nawet, jeśli przyjęli chrześcijaństwo nie mogą być traktowani jako równi bracia w wierze.
– W śród Słowian nie prowadzi się w zasadzie akcji misyjnej. Kościół nie obchodzi czy są oni poganami czy też wyznają wiarę chrześcijańską ( nawet, jeśli są to osoby pracujące w ich dobrach)
– W zasadzie Słowianom-poddanym nie udziela się sakramentów. ( Robili to tylko nieliczni członkowie Kościoła Prawosławnego)
– Słowianie –chrześcijanie nawet, jeśli byli nawet jednostkami wybitnymi nie mieli prawa zajmować jakichkolwiek urzędów kościelnych.
Działania zaczepne cesarstwa spowodowały, że wokół wyrosły silne państwa słowiańskie.
Nie zmieniło to wcale stosunku do Słowian a kościół dodał do swojego „kanonu” kolejne punkty:
– Państwo słowiańskie należy ochrzcić (jeśli nie można go zniszczyć) lecz hierarchię kościelna powinni Stanowic wyłącznie duchowni bizantyjscy.
– W słowiańskim państwie hierarchia kościelna powinna ze szczególną troską dbać o to aby do jej grona nie wniknęli Słowianie( nawet na najniższe stanowiska)
– W państwach takich należy zwalczać idee powstania niezależnego Kościoła, a jeszcze bardziej próby wytworzenia się niezależnych słowiańskich elit intelektualnych.
Kanon ten stosowany przez wieki, Kościół Rzymsko-katolicki dobrze znał i akceptował w pełni.
Karol Wielki traktował słowiaństwo bardzo instrumentalnie jako sojuszników w walce ze wschodnimi wrogami. To, że byli poganami nie miało znaczenia. Oczywiście po pokonaniu wrogów ( głównie Sasów i Longobardów) Słowianie przestali być potrzebni. Karol był przebiegłym i cynicznym politykiem nie miał zamiaru wszczynać ze Słowianami „wojny za wiarę”. Wykorzystał Słowian w kolejnym podboju – zniszczeniu chanatu awarskiego.
Karol zapędzał się coraz bardziej na wschód i mimo nalegań papieża próbował przy pomocy miecza rozszerzyć dalej religie rzymskokatolicką. Boje ze Słowianami toczył sporadycznie.
Pod koniec jego życia Kościół namawiał go, aby rozszerzył swoje imperium na wschód w „imię wiary chrześcijańskiej”, lecz on odmówił wiedząc, że taki wyczyn przerasta jego możliwości militarne.
Państwo słowiańskie, z którym graniczył było zbyt ogromne by schrystianizować je mieczem.
Oczywiście w sferze ideologicznej traktował Słowian w myśl kościelnego kanonu wypracowanego wieki temu. Ciekawą rzeczą jest to, że Karol Wielki do końca życia wyznawał pogląd że kraje słowiańskie w dziedzinie polityczno-religinej leżą w sferze bizantyjskiej i nigdy tego zdania nie zmienił. Dla Kościoła Rzymsko-katolickiego miało to doniosłe konsekwencje szczególnie po śmierci Karola Wielkiego. Słowian w miarę możliwości należało chrystianizować i w tym celu wytypowano z diecezji bawarskiej leżącej najdalej na wschód cesarstwa trzy zespoły misyjne: salzburską, passawską i ratyzbońską.
Ich działalność jednak przyniosła mierne efekty gdyż ich akcja nie była wspierana przez biskupstwa siłą militarną. Po śmierci Karola pozostawione same sobie marchie, graniczące ze słowianami były zbyt słabe militarnie, aby poszerzyć swoje władztwo. Naddatek papiestwo tego okresu ( IX wiek) zazdrosne o korzyści, jakie chrystianizacji Słowian może przynieść arcybiskupstwo bawarskie odebrało mu przywilej misyjny i ustanowiło sobie dla siebie zależną misję zwaną „scytyjską”. Plany te pokrzyżowały wewnętrzne kłótnie i wzmocnienie państwowości Słowiańskiej i odrodzenie Awarskiej. Papiestwo traciło swoje przyczółki misyjne co było dla Rzymu bolesnym ciosem moralnym, natomiast na tym polu coraz większe sukcesy odnosiło biskupstwo bawarskie którego działalność misyjna była wiek wcześniej zablokowana. Bawarczycy, bowiem nigdy decyzji papieskich nie przyjęli do wiadomości a w praktyce nawet je sabotowali. W IX wieku wśród niemieckich biskupów wykrystalizował się zupełnie nowy pogląd filozoficzno-religijny dotyczący samej istoty funkcjonowania kościoła. Po śmierci Karola jego imperium rozpadło się najpierw na trzy części później na jeszcze więcej. Nacja Niemiecka stanowiła w tym rozpadzie zdecydowaną większość zarówno pod względem demograficznym, terytorialnym oraz militarnym. W tym właśnie chaosie pojawił się pogląd polityczno-filozoficzny mający zapewnić mu supremacje co w praktyce oznaczało wybranie ze swojego grona „cesarza” najważniejszego władcy świeckiego panującego nad wszystkimi chrześcijanami. Pogląd ten był akceptowany nie tylko przez szerokie grono ówczesnych możnowładców, ale i kler. Dla tych ludzi wywodzących się nie do końca z cywilizowanych społeczeństw germańskich, już poprzednia władza świecka była ważniejsza niż duchowa władza papieża. Biskupa na dany teren powoływał papież lecz od czasów Karola Wielkiego w praktyce był nim kandydat przez niego zaproponowany.
Także wybór hierarchy był uzależniony całkowicie od władcy danego terytorium. Tak wiec po śmierci Karola kler na terenach germańskich składał się praktycznie z osób najbliższych władcy. Czasy te były niespokojne elity germańskie dążyły do uniwersalistycznego cesarstwa centralizującego całe chrześcijaństwo. Cesarstwo Karola rozpadło się właściwie na trzy państwa Niemcy, Francję i Italię. W X wieku Niemcy cała swoja strukturę państwową opierali na strukturze kościelnej. Oznaczało to w praktyce ze poszczególnymi terytoriami władali biskupi a nadgranicznymi duchowni najbardziej zaprawieni w potyczkach militarnych. W tych czasach powszechnej anarchii taka polityka niemieckich możnowładców miała aprobatę całego społeczeństwa. Pograniczne starcia ze Słowianami były udręka niemieckiej ludności, dlatego też wraz z biskupem i proboszczem na takie terytorium wkraczali zawodowi wojskowi chroniąc ją przed napadami sąsiadów. Należy tutaj dodać, że w ówczesnych Niemczech biskupami zostawali możnowładcy mający za sobą owocną karierę wojskowa. W Bawarii jak wynika z tamtejszego spisu kościelnego z IX wieku wszyscy rycerze wystawiający na wyprawę wojenną więcej niż jednego konia byli duchownymi. Były oczywiście tez swoiste przetargi na stolec biskupi, kiedy władca nie miał swojego kandydata na ten stołek. Kandydata wybierano na zasadzie wygrywa ten, kto na wyprawę wystawił więcej zbrojnych. Oczywiście poziom intelektualny takich kandydatów był porażająco niski.
Dopiero ok. 860-865 roku papież Hadrian II nakazał, aby ci niemieccy biskupi wyuczyli się na pamięć pacierza i liturgii mszy świętej. Osób umiejących pisać i czytać w tym gronie praktycznie nie było (tacy pojawili się dopiero w X wieku i to bardzo nielicznej ilości). Dopiero na przełomie XII-XIII wieku zaczęła obowiązywać zasada, że biskupem może zostać tylko piśmienna osoba. Słowianie przed kapłanami ubranymi w purpury i obwieszonymi dewocjonaliami żywili wyraźny lęk i unikali ich jak mogli. Ten fakt był wykorzystywany w wyprawach wojennych na Słowian gdzie znaczna część wojskowych była obwieszona słowiańskimi dewocjonaliami. Biskupi niemieccy w pełni posługiwali się kanonem bizantyjskim w postępowaniu ze Słowianami, czyli zasada ze Słowianie nie są w stanie zrozumieć założeń wiary chrześcijańskiej, wobec czego należy ich fizycznie zniszczyć w celu przejęcia ich ziemi dla własnych poddanych. Niestety mając odczynienia z silniejszymi militarnie i politycznie organizmami państwowości słowiańskiej (państwo Samona, Kocela czy Wielkomorawskie) nie mogli otwarcie zwalczać słowiańszczyzny. Akcja eksterminacji Słowian przebiegała dwuetapowo.
Najpierw na ich terytorium kierowano misjonarzy, aby przeciągnąć na stronę chrześcijańska słowiańskich władców. Wielka role w tej misji odgrywały mariaże. Słowiańskim władcom celowo podsyłano księżniczki germańskie, aby dzięki temu uzyskać silny przyczółek na tamtejszych dworach. Jeszcze za czasów imperium Karola Wielkiego pojawiły się specjalne „szkoły zakonne”, w których szkolono dziewczęta do wykonywania tego typu zadań u pogan. Dopiero niedawno otwarte archiwa Watykanu pokazują nam jak wielka wagę przywiązywał do niej kościelny episkopat i jak wielkie łożono na to sumy.
„Szkoły zakonne” były wręcz „modelowymi zakładami indoktrynacji propagandowej”, w których szkolono starannie wyselekcjonowany „materiał kobiecy”. Uczono tam nie tylko wiary stosując iście drakońskie metody powodując, że szkolenie nie wytrzymywało ok. 50% adeptek kończąc w ten sposób swój żywot. Szkołę taka opuszczały tyko kobiety po całkowitym „praniu mózgu”, które w istocie były już automatami bez reszty oddanymi narzuconej im ideologii.
Słowiańskim władcom zawsze chodziło o poślubienie nie pierwszej z brzegu Niemki, lecz ściśle określonej księżniczki. – małżeństwa były tez swego rodzaju aktem politycznym.
Małżeństwa w tym okresie były koligacone także słowiański książę nie widział swojej przyszłej żony. Archiwa Watykanu udowadniają podejrzewany już przed wiekami przez Słowian fakt, że wiele podsyłanych im „księżniczek” takowymi nie były, lecz dawano im najbardziej „zdolne w fachu szpiegowskim”. Z archiwów Watykańskich także wiemy ze w szkołach tych oprócz zasad wiary uczono szyfrowania korespondencji, metod wywiadu agenturalnego, a także trucicielstwa i skrytobójczych mordów. Jak twierdza niektórzy badacze szkoły te przetrwały nawet do dziś.
Kobiety w destrukcji narodu słowiańskiego odgrywały ogromna role ponieważ to one przygotowywały grunt do akcji misyjnej której ukoronowaniem miło być przyjęcie przez dana społeczność słowiańską chrześcijaństwa. Po takiej udanej misji od razu na danym terytorium pojawiała się siatka administracji kościelnej, której zawsze należało się 10% dochodów. Już za czasów Karola Wielkiego wypracowano wzorzec pobierania dziesięciny.
Przelicznik dziesięciny tak był skonstruowany, że Słowianin płacący podatek w rzeczywistości musiał oddać 10x więcej. Zachowane kroniki z Połabia pochodzące z IX wieku niedwuznacznie wskazują, że Słowianin poddany takiej taksacji, oddawszy nawet cały swój majątek, często był jeszcze zadłużony, za co groziło mu niewolnictwo.
Jak opisują księgi kościelne do X wieku takie akcje chrystianizacyjne dawały niewielki rezultat. Słowianie częściowo je przejrzeli a ponadto byli zbyt silni militarnie a siłową ekspansję. Marchie posuwały się w głąb ziem słowiańskich bardzo wolno. Do takiego chrześcijaństwa w wydaniu niemieckim Słowianie byli wrogo nastawieni – choć zapewne nie zdawali sobie sprawy jak perfidną i zakrojona na ogromną skalę akcje skierowano przeciwko nim.
Skorzystali na tym Bizantyjczycy wprowadzając odmienna politykę misyjną stwierdzając, że należy zerwać z dotychczasową akcją misyjna na rzecz masowej chrystianizacji Słowian.
Wcześniejsza polityka misyjna doprowadziła do katastrofy na ziemiach zamieszkałych przez Arabów. Arabowie dzięki stworzeniu własnej religii pozbawili Bizancjum połowy ziemi.
Niewielu było ludzi mogących podjąć się takiego zadania misyjnego (masowej ewangelizacji)
Tego typu misjonarzami byli dwaj bracia Konstantyn i Metody, którzy w 855 roku z polecenia cesarza Michała III udali się do państwa Chazarów. Oczywiście misja zakończyła się fiaskiem, ponieważ ten koczowniczy lud sprzyjał bardziej judaizmowi. Natomiast zanotowali sukces wśród Słowian zamieszkujących przyległe do Chazarów tereny. Zapewne do takowego sukcesu przyczyniła się przez Metodego znajomość języka słowiańskiego.
W Konstantynopolu znajomością języka słowiańskiego oprócz Konstantego i Metodego mogło się poszczycić zaledwie kilka osób.
Tutaj mamy kilka zbiegów okoliczności, które ze zwykłych misyjnych braci zrobiły wręcz gwiazdy tamtejszego chrześcijaństwa. Pierwsza rzecz to fakt znalezienia przez braci bezcennej dla chrześcijan relikwii – grobu papieża Klemensa. Relikwie znaleziono w 861 roku na jednej z wysp Morza Czarnego. Następny zbieg okoliczności to taki, że 863 roku na dwór konstantynopolski przybyło poselstwo od Rościsława władcy państwa Wielkomorawskiego, będącego najsilniejszym organizmem politycznym pogańskiej jeszcze słowiańszczyzny.
Posłowie chcą przyjazdu chrześcijańskich misjonarzy znających słowiańską mowę oraz by przywiozły oni ze sobą księgi pisane w słowiańskim języku.
Chodzi tu o księgi zapisane pismem słowiańskim zwanym obecnie pismem runicznym.
Oczywiście walka o wpływy kościelne pomiędzy Rzymem a biskupstwem niemieckim doprowadziła do sytuacji że ówczesne europejskie chrześcijaństwo przypominało bardziej piekło niż Królestwo Boże o jakim nauczał Isus. biskupi niemieccy zgotowali gehennę nie tylko Rościsławowi ale prawie całemu słowiaństwu.
Więcej można przeczytać w książce Andrzeja Michałka „Słowianie Zachodni- Początki państwowości”

Oczywiście cała opowieść o Cyrylu (Konstantyn) i Metodym jak to stworzyli dla Słowian pismo jest ideologicznym kłamstwem jakie nam zaserwowano ponad 1000 lat temu.

Czy głagolica a później cyrylica została stworzona do zapisu słowiańskiej mowy przez Metodego i Cyryla?

Cyryl z pochodzenia Grek prawdopodobnie znał język słowiański za sprawą słowiańskiej niani( inne źródła mówią że jego matka była Słowianką) Sprawa ta jest mało istotna. Faktem jest to ze taki język był mu znany. Znajomość filozofii stawiała go w szeregu uczonych. Jak wiemy w 855 r został oddelegowany do państwa Chazarów by zaszczepić tam chrześcijaństwo. W jakim języku rozmawiał z Chazarami historia milczy. Jak wiemy nic z tej misji nie wyszło. Ponieważ ten koczowniczy lud przyjął już judaizm. Wracając do cesarstwa przez kraje słowiańskie dowiaduje się, że ludność miejscowa zna prawdziwego Boga. Wnioski jakie wyciągnął to takie, że są to chrześcijanie kroczący złą drogą. Zapewne zaczął nauczać i był chętnie słuchany a nawet uwielbiany. Przetłumaczył „Biblię” na język słowiański używając pisma słowiańskiego i udał się do papieża. Biblia była napisana nieznanym alfabetem. ( dzisiaj wiemy że było to upiększone pismo runiczne) Problem pojawił ponieważ bliski kler papieżowi uznał tę księgę dzieło szatana. Wizja odniesienia sukcesu na terenach słowiańskich oraz przywiezione relikwie św. Klemensa były dla papież argumentem odparcia zarzutów co do pisma jakimi zapisano Pismo Święte.
Papież wysłał Cyryla i Metodego na misję do Słowian. Bracia nawet otrzymują przydomek „Apostołów Słowian”. Więcej w książce Z. Kossak-Szczuckiej „Troja Północy”.

Wydawać by się mogło, że pierwszym biskupami Słowian byli Metody i Cyryl. Okazuje się, że długo wcześniej przed naszymi braćmi takim biskupem był ktoś inny a mianowicie Ulfilas.

Co wiemy o Ulfilasie i jego pracy.
Ulfilas – ariański biskup (goc. Ulfilas, łac. Vulfila), żyjący w latach 311-383, zwany Apostołem Gotów?, dokonał zapisu mowy gockiej(Goci posługiwali się pismem runicznym). Przełożył on na gockiNowy Testament. Opracowując logiczny system 27 znaków wzorował się on częściowo na alfabecie greckim. Wpływy pisma runicznego jest bardzo widoczny bo ponad połowa znaków pochodzi z tego pisma. Obok run (którymi posługiwano się od ok. III wieku po Chrystusie na Półwyspie Jutlandzkim) pismo Ulfilasa stanowi ciekawy przykład najstarszej próby zapisu głosek zwanych niefortunnie dzisiaj germańskimi. Do dziś zachowało się niewiele gockich zabytków rękopiśmiennych, a najsławniejszy z nich to Codex Argenteus. Według książki Wilhelma Streitberga Gotisches Elementarbuch, alfabet ten przedstawia się następująco (pod wartościami fonetycznymi podałem wartości liczbowe, bo alfabet gocki służył też do zapisu cyfr):

Należy się jeszcze kilka uwag na temat wymowy gockich głosek. Czytanie gockich
tekstów nie powinno sprawiać wam większych trudności, bo najogólniej wymowa ta jest
zbliżona do polskiej. Uwadze nie powinny jednak ujść pewne różnice w wymowie liter:

Ulfilas, zmarł ok. 382 w Konstantynopolu, Chrześcijański biskup i misjonarz, który ewangelizował Gotów, rzekomo stworzył Gocki alfabet, i napisał najwcześniejsze tłumaczenie Biblii na język źle dzisiaj określany jako germański. Mimo, wielu fragmentów pochodzących z zapisów kościelnych historyków z IV-tego i V-tego wieku jego życie nie można w całości odtworzyć.
Poniżej pismo runiczne wystarczy porównać z twórczością Ulfilasa aby stwierdzić, że właściwie po za kosmetyką nie dokonał żadnych rewolucyjnych działań.
Pismo runiczne
Słowo Goci zostało zakreślone na czerwono ponieważ Ulfilas tak naprawdę nie ewangelizował Gotów tylko powstały już na obecnych terenach etnos jako mieszankę haplogrupy R1a1, R1b1 i I2 czyli Słowian, Celtów i ludów staroeuropejskich którzy zajmowali północne tereny środkowej części Cesarstwa Rzymskiego. Goci (ludy germańskie w tym czasie znajdowały się na terenach dzisiejszej Skandynawii. Mit ewangelizacji Gotów( germanów) powstał chyba na potrzeby dorobienia Niemcom rodowodu germańskiego. Niestety Niemcy nie posiadają rodowodu ani Aryjskiego (Słowiańskiego), ani Celtyckiego (Francja) ani Germańskiego (Skandynawowie) . Także Ulfilas ewangelizował mieszankę Celtycko-Słowiańską z dodatkiem etosu Staroeuropejskiego. Mieszanka zasiedlająca dzisiejsze tereny państw niemiecko i anglojęzycznych to nierasowa mieszanka Celtycko-Słowiańsko–Germańska.
Źródło: http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-tradycje-kultura-dzieje/dzieje/o-pangermanskim-szowinizmie-i-nacjonalizmie-o-nieustannych-probach-naciagania-faktow-i-anglo-niemieckich-manipulacjach-przy-y-dna/

Więcej o Ulfilasie w linkach: 
Źródło: http://www.britannica.com/EBchecked/topic/613200/Ulfilas
Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Ulfilas

Tak naprawdę to Ulfilas nie stworzył ani języka Gockiego, ani pisma Gockiego bo takowe Goci już posiadali. Pismo Gockie zostało przez Ulfilasa tak zmodyfikowane aby jak najbardziej przypominało pismo łacińskie co pozwoliło na akceptacje kościoła na dokonanie przekładu biblijnego w tym piśmie.

Cyrylowi i Metodemu działalność Ulfilasa była znana, więc próba dokonania podobnego przekładu lecz już trochę różniącego się pisma słowian północno-wschodnich miała duże szanse powodzenia. Bracia Cyryl i Metody zastosowano praktycznie tę samom metodę działania przepisując biblie na istniejący język korzystając z pisma słowiańskiego.

W tym miejscu pojawia się pytanie: Czy alfabet słowiański, zwany Głagolicą, był dziełem Cyryla, czy nie?

Jeżeli był jego dziełem, czemu litery tak skomplikował?

Jeżeli był jego dziełem, czemu niektórzy biskupi uznali to za płód Szatana?

Spróbujcie zapamiętać ten alfabet i za chwilę go zapisać.

Jest to niemożliwe w przeciwieństwie do run polskich.
Po jednym wykładzie większość słuchaczy potrafi zapisać około sześćdziesięciu znaków, jedynie dlatego, że zapoznała się z zasadą budowy run. (Niektóre runy są rysowane w różnych ujęciach, stąd ich wielość).
Dopóki nie poznamy zasady budowy głagolicy, będziemy mieli zawsze ten problem.
Przypuszczam, że wykorzystano „sposób” egipski. Litery są rysunkami po rozpoznaniu których, czytamy jedynie pierwszą głoskę. Musimy poznać, jaką nazwę noszą rysunki i w jakim języku. Wątpię by to było możliwe, ale warto spróbować.
Należy sobie uświadomić jeszcze jedno.
Celem każdej ideologii jest zapanowanie nad światem i wszystkimi ludami.
Podstawą ideologii jest zapanowanie nad ludzkimi myślami, a właściwie zastąpienie ich odczuciami. Odczucia mają zdominować rozum, do tego stopnia, że człowiek walczy i ginie jako sterowalny cyborg.
Ideologię dobiera się w zależności od zastanej kultury narodu, który chcemy opanować.
Takim czynnikiem w średniowieczu, była religia. Nieważnym było bóstwo i zasady. Jeżeli potrzeba tego wymagała, ideologia potrafiła dostosować się do zastanych wierzeń, przejąć je jako własne razem z miejscami kultu.
Podstawą każdej ideologii jest niszczenie zastanej kultury. Podstawowym wrogiem chrześcijaństwa było pismo i historia narodu. Tam, gdzie wchodziła inkwizycja narodowe pismo, jako „płód szatana”, szło na stos. Doszło do tego, że wytępiono znajomość pisma i wśród narodów Europy. Pismo stało się orężem ideologii. Największy rezun chrześcijański, Karol Wielki, nigdy nie nauczył się pisać.
Po ideologii chrześcijańskiej nastało panowanie ideologii Karbonariuszy, które rozpoczęto od wyrżnięcia księży, akcjonariuszy chrześcijaństwa i niszczenia osiągnięć kultury Chrześcijan. Palono i wysadzano kościoły i cerkwie w Rosji opanowanej przez ideologię komunistyczną.
Wraz z niszczeniem zabytków i kultury niszczy się historię i pamięć narodu.
W tej chwili świat jest podbijany przez nową ideologię, która jak to zwykle bywa, neguje zastaną. Zasady jednak pozostają.
Przed kamerami telewizji w czasie wizyty na UJ w Krakowie, wypowiedział się jeden z „prezydentów zaprzyjaźnionego kraju”: „Polaków nie należy uczyć historii”. W innej pracy „zaprzyjaźnionego” wyczytałem myśl: „Polaków nie należy uczyć czytania i pisania. Wystarczy im telewizja”.
Te same zasady panowały tysiąc lat temu. Zniszczono polskie pismo do tego stopnia, że tzw. „uczeni” zastanawiają się , czy w ogóle istniało.
Głagolica ocalała jedynie dlatego, że tym alfabetem zapisano ówczesny fetysz, który nie spłonął ponieważ zaakceptował go ówczesny papież. Dzięki pracy, wymowie i zabiegom Metodego i Cyryla ocalała część dziedzictwa słowiańskiego. Gdy nie udało się zniszczyć słowiańskiego pisma, wymyślono nową bajeczkę na użytek podbitych…. „Wy byliście dzikimi barbarzyńcami, odzianymi w skóry zwierząt, ganiającymi po lasach za zwierzyną. Kulturę i pismo przyniosło wam chrześcijaństwo. To święty Cyryl stworzył wam alfabet i pismo. Bądźcie wdzięczni za niesienie kultury i oświaty.”

  1. велесовицаhttp://ole82467200.ya.ru/replies.xml?item_no=181
    2. кириллица X-XI в.
    3. византийский унициал IX-X в.
    4. глаголица болгарская

Źródła:
http://bialczynski.wordpress.com/2011/05/26/winicjusz-kossakowski-glagolica-ideologiczne-klamstwo-sprzed-tysiaca-lat/
http://bialczynski.wordpress.com/tag/runy-slowianskie/
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/10/28/

Turbosłowiańska puszka Pandory – do Libertarian

Drodzy bracia i siostry, Libertarianie!

Nie wolno Wam słuchać, czytać, ani oglądać turbosłowiańskich bredni, ponieważ może się to skończyć bardzo źle dla Waszych idei.

Libertarianie:

Precz z komuną!

Precz z socjalizmem!

Niech Państwo sobie pójdzie i zostawi nas wolnych ludzi w spokoju.

Zero podatków.

Pełna prywatyzacja, włącznie z drogami.

Twierdzimy, iż niegdyś ludzie byli wolni, radzili sobie bez państwa, które jest opresyjnym totalitaryzmem, pętającym wszelką inicjatywę i hamującym wszelki rozwój.

Tak przecież dzielni pionierzy kolonizowali Dziki Zachód. Dopiero później przyszło państwo, reżim, totalitaryzm, ograniczenia wolności, podatki i biurokracja.

Każdy powinien radzić sobie sam. Jak niedojda sobie nie radzi, to jego wina. Ot, niedorobiony, ślepa uliczka ewolucji. Muszą być biedni ludzie, bo inaczej, kto zapierniczałby na bogaczy? Sytemu nie chce się pracować, dlatego bieda jest konieczna do rozwoju cywilizacyjnego.

Tymczasem z badań genetycznych rozpowszechnianych przez Turbosłowian wyziera przerażający wniosek, iż zalążki państw powstawały na bazie rozrastających się rodzin, które łączyła wspólnota kultury, interesów, pamięć pochodzenia z jednego pnia i związane z tym poczucie więzi. Dopiero później jedne grupy ludzi zaczęły podbijać inne i narzucać im swoją władzę.

Ponad to, przedfeudalni Słowianie żyli we wspólnotach. Nie istniała prywatna własność ziemi. Ziemia należała do całej wsi (teren wsi, przynależne do niej pola, pastwiska, las w jej pobliżu), rodu, plemienia (ważne grody). Pola i stada bydła były wspólne, całego sioła. Każdy zdolny do pracy przez pięć dni tygodnia pracował na rzecz wspólnoty, w której żył. Tylko w sobotę miał czas na pracę w swoim obejściu. Oczywiście, ziemia pod jego chałupą i tym obejściem była wspólna, sioło mu je użyczało. Nikt im tego nie narzucał, sami się tak urządzili i nie kolidowało to z silnym słowiańskim umiłowaniem wolności. Obowiązywała zasada, iż nikogo nie zostawia się bez pomocy. Po za tym, w tych układach społecznych, cała wieś miała interes w tym, żeby wszystkim jej mieszkańcom dobrze się powodziło. Długo, bo aż do późnego Średniowiecza wychodzono z tego chorego systemu.

Dopóki dotyczyło to niecywilizowanej bandy małpoludów, nie istniało zagrożenie dla naszych szczytnych idei. Jeśli jednak okaże się, iż społeczeństwo żyjące w takich układach było przodującą cywilizacją europejską, posiadało kopalnie, olbrzymie zakłady metalurgiczne i włókiennicze, budowało potężne grody, było zamożne, piśmienne oraz zwyciężało feudalne imperia, to uwali to nasze libertariańskie idee. Dlatego nie wolno nam libertarianom czytać, słuchać, ani oglądać, a tym bardziej rozpowszechniać w jakikolwiek sposób turbosłowiańskich wypocin.

Dragomira

Była libertarianka (błędy młodości)

Lechickie zasoby naturalne – prof. Ryszard Kozłowski

Bardzo interesujący i wart wysłuchania wykład pana prof. dr hab. inż. Ryszarda Kozłowskiego o polskich złożach.

Otóż moi drodzy, Polska ma olbrzymie pokłady surowców. Samo wykorzystanie złóż geotermalnych uczyniłoby z nas, najbogatszy kraj Europy. Ponad to posiadamy dwa razy większe złoża ropy i gazu niż Kuwejt. To dopiero początek listy. Są jeszcze złoża: miedzi, ołowiu, uranu, metali ziem rzadkich, antracytu, węgla brunatnego, rudy żelaza, tytanu, wanadu, molibdenu, wolframu, złota, srebra, selenu, niklu, cynku, siarki, soli kamiennej, bursztynu. Od lat 60-tych wie o tym każdy „polski” rząd. Wykorzystanie tych zasobów sprawiłoby, że stalibyśmy się państwem niezależnym. Dlatego nie wydobywa się ich dopóki jest nas tu aż tyle. Tylko stara się nam wmówić, że Polska oraz Słowiańszczyzna to dno i muł, najlepiej jest stąd wyjechać.

Profesor niestety niepotrzebnie popisuje się swoją „wiedzą” na tematy, na których się nie zna. Dlatego jego wypowiedzi o Wielkiej Lechii należy słuchać z przymrużeniem oka. Niepotrzebnie też wtrąca wątek relacji polsko – ukraińskich. Polacy też święci wobec Ukraińców nie byli, ale jest to temat na zupełnie inną okazję. Słusznie natomiast przypomina, że według polskiej konstytucji, suwerenem jest naród.

Dragomira

Nasz język w epoce kamienia

Padre

j. angielski – kapelan

j. asturyjski – ojciec

j. hiszpański – ojciec, rodzic, ksiądz

j. portugalski – kapłan, ojciec

j. włoski – ojciec, rodzic, twórca, sprawca

etymologia łacińska – pater – ojciec; zakonnik mający święcenia kapłańskie

łacińskie – pater pochodzi od łacińskiego patronus (rzekomo łacińskiego, bo końcówka wskazuje na grekę)

Patron

https://pl.m.wiktionary.org/wiki/patron

j. polski – opiekun; w dawnym prawie polskim zastępca procesowy, adwokat (mecenas to też opiekun); szef pułku w armii Imperium Rosyjskiego; nabój historycznej broni; szablon wykonany z tektury, metalu, drewna

wyrazy bliskoznaczne: patronować, patrol

j. angielski – stały klient; gość w hotelu, restauracji; mecenas sztuki

j. czeski, j. francuski, j. hiszpański, j. włoski – opiekun

j. norweski – nabój

j. szwedzki – nabój, ładunek, wkład; właściciel ziemski, ziemianin, gospodarz; opiekun

etymologia łacińska – patronus

Patria

https://pl.m.wiktionary.org/wiki/patria

j. polski – ojczyzna, kraj rodzinny

wyraz ten w j. polskim był w powszechnym użyciu aż do końca XVI w. kiedy to wyparł go wyraz ojczyzna

wyrazy pokrewne: patriotyzm, patriotyczny, patriotycznie, patriota, patriotka, patriarcha, Patria, Patrya

j. hiszpański – ojczyzna

j. łaciński – ojczyzna, kraj ojczysty

j. włoski – ojczyzna, miasto rodzinne

etymologia łacińska – patria

Nazwy miejscowe:

Patria, Patrya – szczyt w paśmie Lubomira i Łysiny Beskidzie Wyspowym

Patria – szczyt w paśmie Brańsko we wschodniej Słowacji

Patria – szczyt w Górach Lubowelskich na Słowacji

Patra, Patros – miasto w Grecji; Peloponez, Grecja Zachodnia, region Achaja, gmina Petros, nad Zat. Patraską

Petra (Jordania) – ruiny wykutego w skale miasta Nabatejczyków

petrus (łac.) – kamień, fragment skały

etymologia – greckie – petra – skała

petros (grec.) – kamień, fragment skały

Patroszyć

patro, patra – to kamień, skała, ojciec

szyć – to nie tylko łączyć, ale i przebijać

igła najpierw przebija materiał

szyje z łuku

przeszył go mieczem/strzałą

przeszył go na wylot

przeszył go strach

patroszyć – to szyć/przebijać kamieniem

Dawno, dawno temu, epoce kamienia (mezolicie, paleolicie (grec. litos – kamień)) ludzie sporządzali narzędzia z kamienia, kości, ości, poroży i drewna. Szczególnie poszukiwanymi rodzajami kamieni były krzemień i obsydian, ponieważ są łatwe w obróbce i ostre. Dlatego świetnie nadawały się do patroszenia upolowanej zwierzyny. Gdzie są kopalnie krzemienia i obsydianu? Przede wszystkim w Górach Świętokrzyskich. W Krzemionkach Opatowskich odkryto kopalnie krzemienia, które eksploatowano w czasie ok. 3900 – 1600 lat p.n.e. Znajdowały się tu warsztaty produkujące z krzemienia siekiery i noże, sprzedawane w całej Europie. Takie kopalnie i warsztaty w Górach Świętokrzyskich powstawały już 5000 lat p.n.e. Inne miejscowości to: Świeciechów, Tomaszów i Ożarów.

Drugim takim ośrodkiem są Góry Kaczawskie (polska kraina wygasłych wulkanów). Tam wydobywano obsydian i przetwarzano go, również od ok. 5000 lat p.n.e.

Inne kopalnie krzemienia w Europie z tego czasu, to: Włochy (np. Defensola), Hiszpania (Casa Montero), Anglia (Grimes Graves, Chuch Hill, Cissubry i in.), Belgia (Spiennes), Holandia (Rijckholt – St. Geertruid), Francja (Jablines), Dania (Hov), Białoruś (Krasne Sioło).

Nowożytna lingwistyka uważa, że rdzeń PTR – patro, patra, patria pochodzi z łaciny. Nam j.w. wyszło, że z greki. Ale czy na pewno z greki? Słowo patroszyć przeczy temu. Przeczy temu też określenie patron – nabój.

Co było pierwszym nabojem?

Kamień rzucany ręką. Potem kamień miotany z procy. Następnie strzała wypuszczana z łuku. Z czego robiono groty strzał (grot – grota)? Z kamienia (krzemień, obsydian) lub kości.

Patronować

patro – kamień

wać – słowo (zachowało się w sanskrycie watti – słowo)

patronować – to kamienne słowo

patronować – to przewodzić

A co ma przywódca?

ostatnie, czyli kamienne słowo

patron, to nie tylko skała, ale i opiekun

padre (ojciec) i patron (opiekun, kamień, skała) mają ten sam źródłosłów

Co wspólnego ma ojciec, opiekun i skała, kamień?

petros, petrus tłumaczy się też jako opoka

opoka to skała, ale i fundament

fundamenty wykonywano niegdyś z kamienia

słowo skała w dawnym j. polskim też było wieloznaczne, tak, jak dzisiejsze opoka

ojciec to opoka, fundament rodziny

Parta u m.in. Słowaków, Chorwatów i Łużyczan to kobiece nakrycie głowy, coś w rodzaju korony, diademu. Jest to symbol patronki, opoki, fundamentu rodziny, bo u Słowian była nim również kobieta.

Jak widać te pojęcia i skojarzenia, na podstawie, których je tworzono, powstały w głowie człowieka z epoki kamienia. Jak wyglądał jego świat? W jego świecie najtrwalsze, niezmienne były kamienie i skały. Wszystko dookoła się zmieniało wraz ze zmieniającymi się porami roku, dojrzewaniem, wzrostem, starzeniem. Puszcza inaczej wyglądała wiosną, inaczej latem, inaczej jesienią, inaczej zimą. Człowiek w ciągu swojego kilkudziesięcioletniego życia widział, jak kiełkuje mały dąbek, wzrasta wraz z upływem lat, aby w końcu przemienić się w rozłożyste drzewo. Obserwował, jak ludzie rodzą się, rosną, dojrzewają, starzeją się i umierają. Rzeka wiosną, przy roztopach rozlewała szeroko swe koryto. Potem je zwężała. Czasem nawet bardzo, jeśli było suche lato. Jeśli zaś było ulewne, wylewała z brzegów. Zimą pokrywała ją kra. Wszystko dookoła ulegało przemianom w nieustającym cyklu życia i śmierci. Tylko kamień, jak stał, tak stał, niezmienny. Dlatego to on dla człowieka prehistorycznego punktem odniesienia.

lata – roki odmierzano kamieniami (rock)

rok (przedział czasu) – rock (kamień)

Czas jest kamienny, nieubłagany, niewzruszony.

I skałę, i czas możesz sobie błagać, prosić, to nic nie da. Nic nie zmieni. Możesz się siłować ze skałą. To ty się zasapiesz. Ona nie drgnie na milimetr. Możesz się próbować ścigać z czasem. To nic nie da. Nic nie zmieni. To ty się zasapiesz. Czas będzie płynął w swoim rytmie, w swoim tempie, niewzruszony, nieubłagany, jak głaz. Stąd skojarzenie czasu z kamieniem.

Patroszyć, patron, patronować, to nie są łacińskie, ani greckie słowa, tylko słowiańskie. Stąd wniosek, że sam rdzeń PTR oraz słowa: patra, patro, patria nie są greckiego, ani łacińskiego pochodzenia.

Dlaczego nowożytna lingwistyka (jak również historia oraz archeologia) są zakłamane, wyjaśniałam pokrótce tutaj, ale jak to się stało, że w łacinie i grece są słowa pochodzenia słowiańskiego? Cóż, to długa, zawiła, ale i ciekawa historia.

Dragomira