Archiwa miesięczne: Czerwiec 2018

Historia zapisana w tańcu – 1

Kujawiak, polonez, oberek, mazur i krakowiak.

Historia grup etnicznych zapisała się też w ich tańcach …

Niektóre tańce wojenne są bardzo oczywiste.

 

Inne tańce mają więcej finezji.

Czy gdyby nikt Ci nie powiedział, nie napisał, gdyby tancerki nie trzymały w rękach narzędzi związanych z walką, gdyby ręce były puste lub trzymały na przykład  chusteczki, domyślił byś się, iż jest to taniec wojenny? Kiedyś ludzie wiedzieli takie rzeczy. Jeszcze całkiem niedawno. Komunizm wiele wyrugował ze świadomości Polaków. Jedną z takich rzeczy jest wiedza o tym, co przedstawiają nasze tańce. Słowiańskie tańce są najczęściej tańcami wojennymi lub tańcami zwycięstwa.

Tańce wojenne, to na przykład mazur i oberek. Charakterystyczny sposób trzymania ręki, w której powinna być broń. Kiedyś dawno, dawno temu pewnie była. Tupanie, popisy sprawności, straszenie przeciwnika. Obroty partnerką, która w tym momencie jest bronią. W czasie bitwy czasami jeden wojownik robił za podporę, a drugi, opierając się o niego, kopał wrogów w głowy.

Tańce zwycięstwa, to na przykład polonez i kujawiak. Dostojne, pełne dumy (dumy ze zwycięstwa nad przeciwnikiem) oraz takiego pokazywania się. To są wręcz tryumfalne pochody.

Popatrzcie. Jako pierwszy przedstawiam kujawiak z oberkiem w wykonaniu rosyjskich tancerzy, bo doskonale im to wyszło. Rosyjska szkoła tańca jest jedna z najlepszych na świecie, a jako, że są Słowianami świetnie czują polskie tańce, ich charakter, ich ducha, który na ogół jest trudny do oddania dla obcokrajowców, niebędących Słowianami.

Kujawiak z oberkiem:

 

 

 

Mazur.

Zwróćcie uwagę na chusteczki w mazurze, bo one zastąpiły broń. Unoszona pusta ręka także kiedyś trzymała broń.

 

Piosenka „Jeszcze jeden mazur dzisiaj” wskazuje na to, iż jeszcze całkiem nie dawno łączono mazura z wojną, wiedziano, że jest tańcem wojennym.

 

Polonez:

 

(przepraszam tych, co nie lubią Warszawy, ale akurat tutaj zespół Mazowsze bardzo dobrze oddał charakter tego tańca)

Tańcem wojennym jest też krakowiak. Oni galopują, ten krok imituje galop na koniu. W wyciągniętej ręce powinna być broń. Lajkonik imituje wodza. Bajkę o tym, że lajkonik jest pamiątka po tatarskim najeżdzie wymyślono, aby to jakoś wytłumaczyć. Przyjrzyjcie się, co oni przedstawiają swoim tańcem.

 

Nie wiem, dlaczego poprzestawiano kolejność. Szlachta, każdy bal otwierała polonezem, a kończyła mazurem. Kujawiak też jest tańczony przed oberkiem. Logicznie najpierw jest taniec wojenny przed bitwą, a potem po zwycięskiej bitwie jest taniec zwycięstwa. Chociaż mogło to wynikać z tego, iż mazur i oberek kojarzył się z pożegnaniem (część ludzi poszła na wojnę), a polonez i kujawiak łączyły się z powitaniem (i co poszli na wojnę, zwyciężyli, wrócili, wkraczali w tryumfalnym pochodzie, witano zwycięzców).

Tańce góralskie będę omawiać osobno, więc Górale nie niecierpliwcie się, nie pominęłam Was. Innych tańców też nie pominęłam. To dopiero początek cyklu omawiającego tańce słowiańskie i nie tylko słowiańskie.

Drogomira

Boją się nas

Wykład na UJ:

Tak wynika z całego tego wykładu, którego połowa, to ohydne kalumnie o nas, Turbolechitach.

Po pierwsze:

Należy powiedzieć głośno, wyraźnie i dobitnie, iż pan Janusz Bieszk nie zapoczątkował nurtu turbolechickiego. On się jedynie pod niego podczepił. Nie zaczęło się to w 2015 r. tylko, co najmniej w 2009 r. lub jeszcze wcześniej. Najpierw była „Księga Popiołów” T.S. Marskiego, w wersji papierowej oraz elektronicznej. W necie Opolczyk i Blue Dragon, na swoich stronach wspominali o tym, że prawdziwa historia była odmienna od jej oficjalnej wersji. Jednak od turbosłowianizmu byli jeszcze bardzo odlegli, zwłaszcza Opolczyk.  W lipcu 2009 r. Czesław Białczyński założył blog „białczyński.pl”. Zaczęły się też pojawiać Jego książki: „Stworze i zdusze”, „Księga Tura” i „Księga Ruty”. Na stronie Gajowego Maruchy opublikowana została praca Tadeusza Millera „1000 lat Państwa Polskiego”. Początek 2014 r. (może w II połowie 2013 r.), Paweł Szydłowski ( od którego Turbolechici się odżegnują), wcześniej wypowiadający się na YouTube o biblii i chrześcijaństwie, zainteresował się słowiańskimi kronikami. W lipcu 2014 r. powstała strona „Wspaniała Rzeczpospolita” Kamila Dudkowskiego. We wrześniu / październiku 2014 r. założyłam swój pierwszy blog (już nie istnieje). W grudniu 2014 r. powstał blog „Słowianie – Wiara Przyrodzona. Niedługo po tym założyli swoje blogi: SKRBHa  oraz Sławek – Kroniki historyczne. Wtedy jeszcze żaden Turbolechita nie słyszał o panu Januszu Bieszku. W/w strony plus liczni komentatorzy, to trzon turbolechickiego ruchu, który zapoczątkowali T.S. Marski i Cz. Białczyński, a nie J. Bieszk, który jest jedynie podczepionym chwilowo satelitą. Jego turbolechicka kariera, owszem błysnęła, jak meteor, ale już dawno jest w fazie schyłkowej.

Po drugie:

Pan Adolf Kudliński jest przede wszystkim prepersem. Historie o zarzutach handlu bronią, czy tym podobnych, prawdopodobnie sam wymyślił, aby dorobić sobie legendę.

O Turbosłowianach dowiedział się dopiero w grudniu 2016 r., kiedy to prezes Zrzeszenia Słowian, Piotr Kudrycki przeprowadził z nim wywiad. Adolf Kudliński wyczuł koniunkturę i od tej pory rozpoczął uporczywe próby podczepienia się pod ruch słowiański. Turbosłowianie natomiast się od niego odżegnują.

Po trzecie:

Nie można przypisywać wszystkim Turbosłowianom kosmicznych fantasmagorii panów Szydłowskiego i Bieszka. Tym bardziej kabareciarza występującego pod pseudonimem Samjaja.

Ogólnie ten wykład pełen jest pomówień oraz insynuacji o negatywnych konotacjach (z Hitlerem włącznie). Warto obejrzeć. Czuć ich strach przed nami. Strach przed utrata posad i grantów badawczych.

Dragomira