Archiwa miesięczne: Lipiec 2018

Nasze lasy – nasz skarb

Niegdyś las nas żywił i bronił. Dostarczał budulca, drewna, opału, smoły, dziegciu, węgla drzewnego do wytopu metali, miodu, orzechów, przypraw (jałowiec, czosnek niedźwiedzi), grzybów, mięsa dzikich zwierząt, niektórych warzyw, jarzyn i owoców. Obcy nie zapuszczali się w nasze lasy, bo nie umieli się w nich poruszać, my, tak. My potrafiliśmy walczyć w lesie, w rozproszeniu, oni, nie. Ich styl walki był przystosowany do bezleśnych równin. W puszczach i bagnach robiliśmy zasadzki. Czailiśmy się w koronach drzew, w bagnach, gdzie oddychaliśmy przez słomki, kopaliśmy wilcze doły, zastawialiśmy pułapki. Niektóre nasze osady posadowione były na wyspach, a jedyną do nich drogą był pomost znajdujący się pod lustrem wody. Umieszczony był płytko, ale tak, aby był niewidoczny. Przeszedł nim tylko ten, kto wiedział, gdzie on jest. Po co budować twierdze, kiedy dysponuje się takim uwarunkowaniem terenu?

Taka właśnie jest przyroda Hiperboreii. Jeśli znasz jej prawa, rozumiesz ją i żyjesz z nią w symbiozie, zapewni ci wszystko, czego potrzebujesz. Nakarmi, ubierze, da ciepły dach nad głową, i jeszcze obroni. Jeśli natomiast, nie potrafisz się w niej poruszać, ona cię zabije.

To właśnie życie w takich realiach ukształtowało kulturę Słowian. Na Południu, albo susze, albo ulewy, kamieniste pustynie, wyschnięte stepy, skały, piaski, albo słońce nadmiernie praży i niszczy, zabija życie, albo nadmierne ulewy niszczą i topią, a jałowa ziemia mało rodzi. Słowem przyroda przychodzi z pałą i leje nią człowieka. Dlatego człowiek się jej boi i marzy, aby przyjść z większą pałą i przylać przyrodzie („Czyńcie sobie ziemię poddaną”). Dóbr nie starcza dla wszystkich. Jest mało ziemi uprawnej i terenów do wypasu, nie wystarczy dla wszystkich, więc trzeba o nie walczyć, zabijać rywali, aby przeżyć. W niektórych regionach Południa, nawet wody pitnej jest za mało, człowiek musi mordować, aby mieć do niej dostęp.

U nas było inaczej. Wszelkich dóbr było w bród, wystarczało dla wszystkich, a współpraca ułatwiała ich pozyskanie.

Przyroda dalszej Północy, Skandynawii (Nawii Skonu), była sroga (trochę za zimno) i skąpa  (ubogie gleby i skały). Dlatego ich kultura też była bardziej surowa, brutalna, wręcz okrutna, bo taki właśnie był ich świat. Świat, który ukształtował ich mentalność.

Wpływało to na mitologię, na wyobrażenia o bogach. Niegdyś przyroda dla wszystkich była bogiem. Bogów wyobrażano sobie takich, jakiej przyrody doświadczano. Dlatego inny charakter mają bogowie Słowian, inny Skandynawów, inny Semitów.

Lasy najpierw były wspólne, bo wśród przedfeudalnych Słowian nie istniała prywatna własność ziemi. Las w pobliżu wsi, z którego jej społeczność korzystała w codziennym życiu należał, tak jak teren osady oraz przynależne do niej łąki i pola, do całego sioła. Większe obszary lasów należały do rodów (kilka, kilkanaście siół) i plemion (kilka, kilkanaście rodów). Gdy na naszym terenie zainstalowało się chrześcijaństwo, a wraz z nim feudalizm, zaczęło się to zmieniać. Był to jednak proces powolny, trwał setki lat (to, co feudalizmowi zajęło setki lat, kapitalizm zrobił w kilkadziesiąt  😀  ). Kościołowi zależało na nadaniach ziemi. Ponieważ o wiele łatwiej je otrzymać, gdy może nią rozporządzać jedna osoba, kościół dążył do prywatyzacji ziemi. O tym, jak to było, wiemy właśnie głównie z donacji kościelnych. Początkowo, cały ród musiał podarować kościołowi (klasztorowi, biskupstwu itp.) ziemię, bowiem nie mogła nią rozporządzać pojedyncza osoba, gdyż nie posiadała jej na własność. Wspólnota plemienno – rodowa była u Polaków tak silna, że gdy już byli posiadacze ziemscy, nadal funkcjonowało prawo, iż prawo pierwokupu ma ród. To znaczy, że gdy ktoś chciał sprzedać ziemię, mógł odsprzedać obcemu dopiero, gdy nikt z jego rodu nie chciał jej kupić. Dlatego nawet z kupnem ziemi były w Polsce problemy. Co z tego, że ktoś ma pieniądze i chce kupić, kiedy nikt nie chce mu sprzedać?

Stara mentalność rugowała się ze świadomości Polaków bardzo powoli. Niedługo przed Grunwaldem uchwalono prawo, które zabraniało wycinki cisów osobom niebędącym właścicielem gruntu, na którym ten cis rośnie. Podkreślam, w epoce Grunwaldu tylko cisu nie było wolno wyciąć na nie swojej ziemi. O czym świadczy? O tym, że każde inne drzewo wolno było ścinać, a także zbierać chrust, grzyby, owoce, bo prawo mówiło tylko o cisie. Wybieralne głowy rodu zamieniono na dziedzicznych panów feudalnych, ale w relacjach międzyludzkich, wiele zostało po staremu, jakby nie dotarło, że świat się zmienił. Dalej zachowywano się, jak gdyby wszystko było wspólne. Działo się tak, gdyż w tamtych czasach rzadko, kto edukował się po za domem, a mediów nie było. Mentalność człowieka kształtowało jego najbliższe otoczenie, głównie to rodzinne, więc światopogląd dziedziczono z pokolenia na pokolenie.

Feudalizm w różnych krajach był różny, w zależności od tego, na jaki grunt padało to ziarno. Najgorszy w Europie panował we Francji, dawnej rzymskiej Galii, gdzie od czasów rzymskich było niewolnictwo. W XIII wiecznej Francji znaczna część ludności była niewolnikami, to znaczy, tak, jak wołu, czy krowę można było ich było sprzedać, kupić, a nawet zabić. Tam życie motłochu miało tylko taką wartość, jak zwierzęcia użytkowego. Rycerstwo podczas odwrotu tratowało własną piechotę. Dopiero pod koniec XIII w. Filip IV Piękny (to ten król, który zniszczył zakon Templariuszy) zaczął wykupywać ludzi z niewoli i czynić ich swoimi wolnymi poddanymi.

W Polsce, w miarę postępów kościoła w edukacji szlacheckiej młodzieży, feudalizm też robił postępy. Drastyczne przemiany dokonały się podczas zaborów, kiedy to zaborcy wprowadzili swoje prawa. Zgodnie z nimi wstęp do lasu miał jedynie właściciel i osoby który on na to pozwolił. Niewielu chłopów miało swoje lasy. Jeśli miało, to był to hektar, do kilku hektarów. Mieszczanom, natomiast, pomiędzy 1496 a 1791 r., prawo w ogóle zabraniało kupowania ziemi po za miastem.

O lasach, po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. opowiada film poniżej:

Dzisiaj „Lasy Państwowe” są największym i najbogatszym państwowym przedsiębiorstwem w Polsce.

Dragomira

Jacy byśmy byli, gdyby pozostała u nas Wiara Przyrody?

Jacy byśmy byli, gdyby pozostała u nas Wiara Przyrody?

Coś może nam o tym powiedzieć wiara i kultura Japonii.

Jest to bardzo cywilizowany kraj. Wysoko rozwinięta gospodarka. Na marginesie – jest to gospodarka w znacznej mierze zbieracko – łowiecka, bo jej główna gałęzią jest rybołówstwo. Zaraz po niej jest elektronika.

Wiara Przyrody (NIE RELIGIA), jaką jest Shinto (szintoizm), przetrwała tutaj w stanie niemal nienaruszonym, kształtując specyficzną mentalność Japończyków. Od VI w. n.e. nakłada się na nią powłoka buddyzmu, ale ponieważ buddyzm jest filozofią, a nie religią (wiarą też nie), to wręcz wzbogacił szintoizm, nie niszcząc jego istoty.

Gdy Wiara Przyrody mocno tkwi w świadomości człowieka ma on szacunek do przyrody oraz zdrowsze podejście do życia, śmierci i tragedii życiowych. U nas stosunek do śmierci bardzo zmieniło chrześcijaństwo, które epatuje śmiercią, łącząc ja z karą piekła.

Poniżej, najbardziej znana japońska świątynia, po której terenie spacerują jelenie i łanie (łania  to samica jelenia, a samiec to byk; sarna to osobny gatunek, gdzie samica to sarna, a samiec to kozioł; samica łosia to klępa, samiec to byk, a cielak w zależności od płci to łoszka lub łoszak).

Zapisane papierki, które Japończycy zostawiają w świątyniach, to odpowiednik naszych wstążek prośbowych (bajorków).

Dragomira

Zeszyt I został już wydany

Ukazała się już moja książka pt. „ Co każdy Słowianin wiedzieć powinien – Zeszyt I „.

Można ją kupić w sklepie internetowym „Armoryka”.

W internecie pojawiły się już pierwsze recenzje, ale najpierw odniosę się do recenzji p. Czesława Białczyńskiego, która została opublikowana w książce, jako wprowadzenie do niej.

„Wprowadzenie

Na wstępie tej krótkiej mojej opinii na temat książki Dragomiry Płońskiej „Co każdy Słowianin wiedzieć powinien” odniosę się do samego pomysłu napisania cyklu zbiorów wiadomości (kompendiów wiedzy) na temat Słowian i Słowiańszczyzny.

Uważam ten pomysł za bardzo dobry, wyjątkowo trafiony z kilku powodów. Wymienię tylko dwa z nich.

Po pierwsze mamy czas, kiedy Polacy poszukują wiedzy na temat swoich korzeni i takie wydawnictwo spełnia to zapotrzebowanie.

Po drugie żyjemy w czasach, kiedy nowe odkrycia naukowe przeobrażają gwałtownie dotychczasowe wyobrażenia historyczne o ludach i narodach oraz ich dziejach ukształtowane głównie w okresie formowania się zasady poznawczej zwanej metodą naukową, co miało miejsce na przełomie XVIII i XIX wieku.

Postęp nauki jest obecnie tak szybki, że dziesięć lat w danej dziedzinie powoduje postęp wiedzy odpowiadający dawnemu stuleciu. Dotyczy to wszystkich dziedzin nauki. Każdego dnia niemal dokonywane są nowe odkrycia nie tylko w dziedzinie technologii, medycyny czy astronomii, ale także archeologii, genetyki, językoznawstwa, antropologii czy historii.

Stąd dosyć częste korekty tej wiedzy naukowej powodują wręcz przymus publikacji okresowych podsumowań stanu owej wiedzy na dzisiaj. Że wiedza o starożytności, o pochodzeniu i życiu Słowian w starożytności i organizacji tego życia przyrasta gwałtownie, nie trzeba chyba nikogo przekonywać.

Spektakularne są tutaj przewartościowania naszego pojęcia o własnych korzeniach Polaków czy choćby długotrwałym zadomowieniu się ludu słowiańskiego nad Dunajem, Dnieprem, Bugiem, Wisłą, Odrą i Łabą, dokonane przez odkrycia genetyki genealogicznej. W ostatnich trzech latach archeologia przyniosła również w tym względzie odkrycia przełomowe np. kamienny gród i fortyfikacje sprzed około 4000 lat na Górze Zyndrama w Maszkowicach (Małopolska), czy mnogo usłane ciałami wojowników pole bitewne nad rzeką Tollensee (dawniej Dołęża) w dzisiejszych Niemczech, na dawnym słowiańskim Połabiu/Pomorzu Przednim, mniej więcej z tego samego okresu. Naukowcy porównują bitwę nad Tollensee do bitew toczonych w tym samym czasie między Imperium Hetytów a Egiptem faraonów. Wyniki badań wskazują jednoznacznie, ze w bitwie tej brali udział wojownicy o cechach genetycznych niemalże identycznych, jak mieszkańcy dzisiejszej Polski. Stosując uznaną powszechnie w procesach prawnych zasadę dziedziczenia, możemy ich w pełni uznać za naszych przodków, naszych pradziadów i czuć się ich pełnoprawnymi spadkobiercami. Konkludując tę część recenzji – w pełni popieram pomysł i zasadę wydawania po za grubymi podręcznikami aktualnej wiedzy, popularyzatorskich zeszytów tejże wiedzy stanowiących przegląd wiadomości z różnych dyscyplin nauki zgromadzonych wokół wiodącego tematu – tutaj Słowian i ich korzeni oraz życia w przeszłości.

Zeszyt Dragomiry Płońskiej, jak pisze sama Autorka we wstępie, nie pretenduje do bycia kompletną wiedzą o Słowianach ani nie udaje, dogmatycznego obiektywizmu. Jest to bardzo cenne, gdyż takie jest nasze obecne naukowe podejście do wiedzy – nic w niej nie jest stałe i nic nie jest niepodważalne, wręcz odwrotnie, główną zasadą obecnej nauki jest ciągłe podważanie utartych poglądów i poszukiwanie nowych rozwiązań, czy głębszych reguł rządzących mechanizmami Rzeczywistości. Tak zwany obiektywizm został zakwestionowany nawet w matematyce i fizyce, czyli w dziedzinach wybitnie ścisłych.

Autorka nie ukrywa, więc, że jest to jej własna wiedza, jaką czerpie z obserwacji odkryć naukowych i nie sili się na bycie wyrocznią we wszystkich poruszanych zagadnieniach, których jest tutaj całe mnóstwo. Na niektóre przedstawione zagadnienia można mieć odmienny pogląd (np. przedstawione etymologie, wciąż dyskutowane koncepty drogi Ario-Słowian z Azji do Europy itp.), niektóre chciałoby się głębiej rozwinąć (np. kosmogonię czy mityczny świat Słowian i jego powiązanie z kalendarzem i astronomią), inne być może potraktować bardziej skrótowo (np. zagadnienia związane z odżywianiem się Słowian), ale Autor ma prawo do dokonania własnej systematyzacji i skupienia się na wybranych przez niego, a nie przez czytelnika, zagadnieniach, a także do własnej interpretacji faktów naukowych. Ogólnie uważam przedstawioną tutaj wizję tematu Słowiańszczyzny starożytnej i jej ewolucji do czasów historycznych oraz mitologii, obrzędowości i innych zagadnień związanych z tym tematem, za poprawną.

Zeszyt ten musi być traktowany jako najogólniejszy, gdyż jest wstępem do bardzo rozległej dziedziny wiedzy. Potraktowano więc tutaj zarówno zagadnienia historyczne, lingwistyczne czy religioznawcze bardzo ogólnie. Jest to zrozumiałe nie tylko z tego powodu, że dzieło popularyzatorskie nie może być zbyt dogłębne i hermetyczne, ale też przez to, że musi ono być napisane w miarę potocznym językiem. Podoba mi się zwłaszcza zastosowana tutaj zasada stawiania popularnych pytań i udzielania na nie konkretnych odpowiedzi. Widać, że Autorka nie unika żadnej tematyki, nie ma dla niej zagadnień tabu i tak być powinno. Rozumiem też jako oczywiste, że wiedza dzisiaj będzie rozwijana w miarę nowych odkryć w kolejnych Zeszytach II, III, IV – a także będzie w nich uzupełniana o tematykę szczegółową np. archeologiczną, wiedzę duchową czy materialną, czy też o temat historycznego rozwoju Słowiańszczyzny.

Książka ta jest rodzajem przeglądu encyklopedycznego w wybranych obszarach i jako taka spełnia dobrze zadanie popularyzacji aktualnej wiedzy o Słowianach. Mogę ją z pełnym przekonaniem polecić zarówno Wydawcy, jak i Czytelnikom.

Wiedza na temat własnych korzeni kulturowych jest potrzebna każdemu z nas. Szczególnie jednak młode pokolenie Polaków, w dobie unifikacji i globalizacji powinno mieć dostęp do najnowszej wiedzy, która pomoże im zrozumieć dzieje ich narodu i miejsce, jakie on zajmuje pośród innych ludów Ziemi oraz rolę, jaka faktycznie odegrał w rozwoju cywilizacji od starożytności do współczesności. Drzewo bez Korzeni nie wyda nigdy Pełnych Kwiatów i Zdrowych Owoców.

Młode pokolenia Polaków są właśnie takim naszym Kwiatem i Owocem, owocem Prastarego Słowiano-Aryjskiego Drzewa, które rośnie już, od co najmniej dwudziestu tysięcy lat.

Czesław Białczyński”

Mitologia i kosmogonia słowiańska oraz ogólna wiedza ezoteryczna będą jeszcze rozwijane. W planach jest, aby jako element pojawiały się w każdym zeszycie. Zeszytów na ten moment zaplanowanych jest pięć, ale być może będzie ich więcej. Natomiast kwestia żywienia się Słowian, myślę, że w tej serii została już wyczerpana w pierwszym zeszycie. W kolejnych zeszytach znajdzie się wiedza o broni, wojskowości, konstrukcjach rolniczych, genetyce, archeologii, językoznawstwie i wszystko, co dotyczy dawnych Słowian.

Informacja o książce pojawiła się także na blogu p. Czesława Białczyńskiego.

Tak Joanno, tabele, słuszna uwaga. O wychowaniu i edukacji dzieci oraz młodzieży, w kolejnych zeszytach, na pewno będzie więcej. Słynna słowiańska równowaga pomiędzy wolnością jednostki, a wpólnotowością, niewątpliwie będzie się przewijała przez cały cykl, gdyż dotyczy prawie każdego zagadnienia związanego ze społecznością słowiańską.

Swoją opinię wyraził również Skryba. Odpowiadam na to w komentarzach na Jego stronie.

Lechosław Siewierski także opublikował na swoim blogu powiadomienie o wydaniu Zeszytu I.

Dragomira

Słowiańskie sztuki walki – 1

Hopak bojowy

Na podstawie tradycyjnych kozackich sztuk walki przekazywanych z pokolenia na pokolenie oraz tańca hopak, w latach 80-tych ubiegłego wieku powstała sztuka walki o nazwie „hopak bojowy”. Jest ona dostosowana do słowiańskiej fizjonomii, tak aby maksymalnie wykorzystać masę, zwinność i siłę słowiańskiego wojownika.

Utworzono też wersję dla kobiet, dostosowaną do warunków kobiecego ciała.

Hopak bojowy, to uderzenia rękami i nogami. Kopnięcia z wyskoku i w przysiadzie (specyfiką jest walka w parterze/przysiadzie). Używana jest też rozmaita broń, m.in.: kij, szabla, kosa przekuta na sztorc, sierp (hopesz) oraz bicz.

W Polsce na razie można jej uczyć tylko w Warszawie. Miejmy nadzieję, że rozprzestrzeni się bardziej.

Więcej można przeczytać tutaj: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Hopak_bojowy

 

 

 

Dragomira

Historia zapisana w tańcu – 2

Słowiańskie tańce wojenne: kozak, hopak, trepak

Ukraińskie tańce kozak, hopak (j. ukr. gopak), trepak niewątpliwie są tańcami wojennymi. Nie ma, czemu się dziwić, gdyż Kozacy są potomkami wojowniczych Scytów oraz wszystkich innych naszych armii, które stacjonowały na południowych granicach Słowiańszczyzny.

Do tańczenia tych tańców potrzeba niezłej kondycji i bardzo silnych nóg. Zarówno Scytowie jak i Kozacy nie mieli problemów z kondycją i nogami, jedni i drudzy dysponowali przecież doskonałą piechotą i konnicą.

Taniec hopak powstał na Siczy Zaporoskiej. Została w nim zakodowana technika walki, w której sporo jest kopnięć i podcięć przeciwnika. Na jego podstawie utworzono sztukę walki – hopak bojowy.

Natomiast taniec „pełzany” wyraźnie przedstawia sztukę skradania się do oddziałów wroga.

 

 

 

 

 

 

Dragomira