Archiwum kategorii: Litwini

Klasówka z polnych duchów? Neopoganie jak katolicy

Dziwne, że akurat taki artykuł znalazł się na stronie TVP TYGODNIK, pisowskiej, o proweniencji katolickiej. A tu dość rzetelny i ciekawy artykuł o rodzimowiercach litewskich i bliskiej rejestracji związku wyznaniowego Romuva na Litwie.

Autorstwa Wojciecha Stanisławskiego.

Litwini mają szczęście pod tym względem. Chrześcijaństwo narzucono im dopiero w XIV w., a jak się okazuje, nie do końca. Stara wiara przodków przetrwała w Litwinach i teraz się odradza coraz mocniej.

Jednak skatoliczona Polonia litewska próbuje przeciwdziałać odradzaniu się pogaństwa na Litwie. To jest prawdziwy powód konfliktów Litwinów z Polonią. Polscy katole tradycyjnie pchają się z nawracaniem i swoją chorą moralnością, jednocześnie pokazując Litwinom swoją wymyśloną wyższość. Kto długo wytrzyma, gdy mu gość w domu meble przestawia według własnego upodobania?

Wiem to z pierwszej ręki, znajomego Litwina.

Polakom jeszcze daleko do Litwinów, pod tym względem. Jeszcze długo będą klęczeć w syndromie sztokholmskim, zaczadzeni pustynną zarazą. Widać to po ostatnich wyborach do parlamentu euro-kołchozu.

Ale do rzeczy, oto artykuł:

https://tygodnik.tvp.pl/38756036/klasowka-z-polnych-duchow-neopoganie-jak-katolicy

Ignas, Eigintas, przestańcie gadać! Ostatni raz pytam: jak ma na imię bóg mórz, Bankutys czy Praamžius? Egle, pamiętaj: na środę referat o Vakarinė! I uprzedzam całą klasę: będę pytała ze wszystkich duchów polnych, od Nuogalisa do Raudongerklisa, nie myślcie sobie, że przez Zimowe Przesilenie wam się upiecze…

To, co powyżej, to na razie taka trochę political, a trochę pedagogical fiction, „Wspomnienia niebieskiego mundurka” skrzyżowane z Pratchettem. Ale w rozpoczynającym się, a najdalej w przyszłym roku szkolnym można już będzie usłyszeć podobny monolog znużonej nauczycielki w niejednej litewskiej szkole.

Wileński Sejmas czeka tylko na opinię ociągających się trochę komisji, by ostatecznie przegłosować oficjalnie uznanie neopogańskiego związku religijnego Romuva za oficjalnie uznaną wspólnotę religijną. Szanse są duże – podczas debaty w maju tego roku za posunięciem tym opowiedziało się 67 posłów przy 10 głosach sprzeciwu (19 wstrzymało się od głosu).

Od chwili uznania zaś „rodzimowiercy” będą cieszyć się nieporównanie większymi przywilejami niż sto kilkadziesiąt małych związków wyznaniowych, zarejestrowanych przez litewskie Ministerstwo Sprawiedliwości.

Na wniosek rodziców będą mogli prowadzić zajęcia z religii w szkołach państwowych i prowadzonych przez samorządy, udzielać ślubów bez potrzeby ich dodatkowego sankcjonowania przez administrację państwową i nabywać na własność ziemię, na której wznoszą świątynie.

Mogą też liczyć na przyznanie czasu antenowego, prowadzenie ordynariatu w wojsku, ulgi podatkowe i szereg innych przywilejów, jakimi zwykle cieszą się „duże” wspólnoty religijne, w rodzaju paszportów dyplomatycznych dla wysokich rangą duchownych.

Religia młodych i wykształconych

Współczesna Litwa jest znacznie bardziej zróżnicowana wyznaniowo niż Polska. Jej „krajobraz religijny” stanowi wzruszającą pamiątkę po Rzeczypospolitej Wielu Narodów: dzięki protekcji patrona Litwy, św. Kazimierza, rzymskich katolików jest nadal blisko 80 procent, ale drugą co do wielkości grupę wyznaniową stanowią bracia prawosławni obediencji moskiewskiej, trzecią – starowierzy, potem zaś postępują luteranie oraz ewangelicy reformowani, późni dziedzice magnackich protektorów kalwinizmu.

Po nocy komunizmu odrodziły się w tatarskich wioskach nieliczne wspólnoty sunnickie, bliżej granicy z Białorusią czynne są trzy parafie grekokatolickie, każdy zaś, kto po drodze do Wilna przejeżdżał przez Troki, pamięta o Karaimach. W Wilnie i Kownie w piątkowy wieczór jarzą się też światła w sześciu synagogach.

Mimo więc, że ok. jednej dziesiątej populacji nie deklaruje przynależności do żadnej wspólnoty religijnej – wiernych nie brakuje, tym bardziej, że po odzyskaniu wolności w roku 1990 na Litwie pojawili się też entuzjaści buddyzmu i hinduizmu, baptyści, adwentyści i wspólnota chasydzka Chabad Lubawicz.

Przez trzydzieści lat niepodległości tego rodzaju „małych wspólnot religijnych” pojawiło się blisko 900; większość okazała się efemerydami, w rejestrze Ministerstwa Sprawiedliwości znajduje się ich w tej chwili 161. Jak to się jednak stało, że właśnie wspólnota Romuvy, a nie prężne w innych krajach społeczności „drugiej fali reformacji” podjęła starania o uzyskanie wyższego rangą statusu, „zrównanie w prawach” z katolikami czy luteranami – i jest o krok od jego uzyskania?

Odpowiedzią jest po pierwsze dynamika: Romuva jest najszybciej rozwijającą się na Litwie wspólnotą religijną: w chwili jej oficjalnego zarejestrowania w roku 1991 liczyła nieco ponad tysiąc członków, dziś przynależność do niej deklaruje ponad 5 tysięcy. Taki wzrost o 400% sprawił, że liczebnie już dziś konkurują z Karaimami, najmniejszą z dziewięciu „dużych” wspólnot: mają też wszelkie dane na dalszy rozrost, biorąc pod uwagę, że do wspólnoty przystępują ludzie młodzi, stosunkowo zamożni, wykształceni i nierzadko wielodzietni.

 

Czytaj dalej:

Agnimir