Archiwum kategorii: Mitologia Słowian

Zmyślone pogaństwo. Czy nasi słowiańscy przodkowie byli ateistami?

Zmyślone pogaństwo. Czy nasi słowiańscy przodkowie byli ateistami?

04.11.2016 r.,  – redaktor naczelny „Ciekawostek historycznych”, historyk, publicysta i pisarz, spłodził bełkot, jakiego dawno nie widziałem.

Wygląda on na artykuł pisany na zamówienie czarnej mafii watykańskiej. Ciekawe ile srebrników wziął autor za ten anty-słowiański bełkot?

Nie przedrukowuje tego artykułu, bo paw ciśnie mi się na zęby.

Kto chce przeczytać sobie to wiekopomne „dzieło” i nie stracić apetytu. to link jest na górze.

Za to Opolczyk wystawił celną ripostę, pseudo naukofcowi, rodem z UJ:

https://opolczykpl.wordpress.com/2019/01/03/antyhistoria-na-stronie-ciekawostek-historycznych-pl/

Oto ta riposta:

Antyhistoria na stronie „Ciekawostek historycznych.pl”…

Gdy czytałem podrzucony mi przez znajomego, Darka, tekst pt. „Zmyślone pogaństwo. Czy nasi słowiańscy przodkowie byli ateistami?”
https://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/11/04/zmyslone-poganstwo-czy-nasi-slowianscy-przodkowie-byli-ateistami/
.
aż kręciłem głową ze zdziwienia – jak może zawodowy historyk, redaktor naczelny „Ciekawostek historycznych.pl” Kamil Janicki wypisywać takie banialuki i dryndymały. Kto i gdzie uczył go historii? Już pierwsze jego dwa słowa – „Religia Słowian” dyskwalifikują go.
Wiem, że notorycznie wierzenia (Wiara/Wiedza) pogan, nie tylko Słowian, nazywane są „religią”, ale one religią (łac. religare) nie są. W terminie tym występuje owo nieszczęsne„re” czyli ponowne/powtórne – „ligare” – czyli związanie/połączenie się – oczywiście z „bogiem”. Termin ten stosować można tylko do tzw. „religii objawionych”, czyli wymyślonych, opartych na zmyślonym „objawieniu” i skodyfikowanych dogmatach i prawdach wiary. Określają one ściśle w co i jak wyznawcy mają czy wręcz muszą wierzyć. Religia musi mieć spisany kanon. Dobrym przykładem czym jest i jak powstaje religia jest biblijny mit o Abramie/Abrahamie. Wg biblii był Sumerem i żył w chaldejskim mieście Ur, w pogańskim środowisku bałwochwalców, którzy nawet nie wiedzieli, że istnieje jedyny prawdziwy bóg Jahwe. I wtedy tenże dobry bóg Jahwe objawił się mu, nakazał mu opuszczenie rodzinnego kraju, obiecując w zamian rozsławić jego imię po wieczne czasy, a z jego potomstwa uczynić wielki i wybrany naród. Naturalnie pod warunkiem, że Abraham będzie w niego – w Jahwe – wierzył i że będzie mu ślepo posłuszny. I tak się stało. Nastąpiło więc u Abrahama w tej zmyślonej haggadzie ponowne – re – związanie się – ligare – z biblijnym Jahwe, o którym w Ur chaldejskim po potopie zapomniano. Tak wymyśla się, tak powstają, tym są religie – ponownym połączeniem się dzięki wymyślonemu „objawieniu” z wymyślonym „bogiem”. U krystowierców było to ponowne związanie się garstki żydów, a następnie rzymskich pogan, dzięki „objawieniu” Joszue z nim i jego bogiem-ojcem. U muzułmanów było to ponowne związanie się się pogańskich Arabów, dzięki „objawieniu” Mahometa z Jahwe/Allahem.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/03/historia-naturalna-religii-monoteistycznych/
.
A że u Słowian żadnego ponownego związania się z objawionym przez jakiegoś „proroka” bogiem nie było, ich wierzenia nie są religią! Są wierzeniami – Wiarą/Wiedzą.
.
Autor przechodzi po krótkim i załganym wstępie („Rodzimą wiarę wymyślili naukowcy lubiących folgować własnej wyobraźni. I wszystko co o niej wiesz najwyższa pora odesłać do lamusa”) do reakcji pogańskiej, powątpiewając w jej realność. Wg niego dwie krótkie o niej relacje: „Dwie krótkie wzmianki. Łącznie nie więcej niż trzydzieści słów” – „Benedykta” Minoryty i ruskiego autora (Nestora) o niczym nie świadczą. Najdziwniejsze w tym jest to, że Janicki – reklamowany w komentarzach jako „wybitny historyk” – cytuje mało znaną „kronikę” anonimowego franciszkanina z XIV wieku, nazwanego „Benedyktem” (jego rzeczywiste imię jest nieznane) Minorytą, a która to „kronika” była kompilacją kilku starszych kronik, w tym Kosmasa z Pragi, żyjącego ponad dwa wieki wcześniej. Kosmas w jego kronice pisał zaś nie tylko o buncie pogańskim z roku 1032. Pisał o poprzednich buntach w latach 1022 i 1025. A i Nestor pisał o buntach z lat 1022 i 1025. Tyle, że kolejny bunt (powątpiewany przez Janickiego), inaczej niż Kosmas, umieścił w roku 1030. No i przede wszystkim przemilczał Janicki kronikę Galla Anonima opisującego jeszcze inną rebelię antykościelną i antyfeudalną, zaczętą w roku 1034, po śmierci Mieszka II i dojściu do władzy Bolesława II Zapomnianego. Tak pisał o tej rebelii Anonim:
.
„(…) niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc, i jednych na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali, a żony ich pobrali sobie w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa (…). Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką – czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu – podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Bożym i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali (…).”
.
A więc porzucili wiarę katolicką, podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Jahwe i Joszue. I ich pomordowali.  A wybitny historyk Janicki jakoś tak kronikę Galla Anonima przegapił…
.
Co śmieszniejsze i jeszcze bardziej dyskwalifikuje Janickiego to fakt, że Bezpryma, przyrodniego brata Mieszka II przerabia na „apostatę”. A był nim faktycznie Bolesław II, syn Mieszka II, wymazany wolą biskupów z naszej historii.
.
I tutaj rozlegnie się głośne aj waj i towarzyszące mu płacz i zgrzytanie zębów kościelnych, przykościelnych i podkościelnych historyków – to kłamstwo, Bolesław Zapomniany nie istniał! Nie było takiego króla! To wymysł!
Główne „argumenty” tych wszystkich historyków są trzy:

Czytaj dalej:

 

Przy tym artykule warto przeczytać artykuły pod następującymi linkami:

https://slowianiegenetykahaplogrupy.wordpress.com/2016/08/11/slady-slowianszczyzny-zachowane-w-nazwach-miast-i-rzek-i/

https://slowianiegenetykahaplogrupy.wordpress.com/2016/08/11/slady-slowianszczyzny-zachowane-w-nazwach-miast-i-rzek-ii/

https://slowianiegenetykahaplogrupy.wordpress.com/2016/08/11/slady-slowianszczyzny-zachowane-w-nazwach-miast-i-rzek-iii/

Agnimir

Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju?

https://bialczynski.pl/slowianie-tradycje-kultura-dzieje/dzieje/adam-smolinski-dlaczego-rzymianie-mieli-taki-problem-z-przekroczeniem-dunaju-oraz-linki-do-zmijowego-plemienia-i-sprawy-wawelskiego-smoka/

Adam Smoliński – Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju?

Przy okazji informacji o Wałach Żmijowych pragnę przypomnieć o innym terminie związanym ze Żmijem Ogiennym. Był to rodzaj taktyki walki prowadzonej przez Sławian. Ognisty Smok lub Ognisty Żmij. Jednym ze sposobów walki taktycznej Słowian był nocny atak jazdy konnej z zapalonymi pochodniami. Większość ludów starożytnej Europy, odmiennych od Słowian, swoje bitwy prowadziło w czasie dnia. Atak nocny był dla nich zawsze zaskoczeniem, raczej nie potrafili walczyć w nocy. Słowianie tworzyli specjalne grupy wojowników wytrenowanych tylko do walki w nocy, zadające decydujące uderzenie, kończące bitwę w nocy. Taktyka ta była sławna wśród innych ludów Europy. Była dla nich przerażająca. Atakujący nocą Sławianie jawili się im jako demony, przed którymi nie ma obrony. Może stąd w bajkach i legendach innych ludów zawarta informacja, że smoki zionęły ogniem? Możliwe też, że w bitwie były używane przez Sławian miotacze ognia. Musieli oni znać właściwości ropy naftowej, która występowała w naturalnych kałużach, w Bieszczadach, jeszcze w czasach Łukasiewicza. Może tzw. „ogień grecki”, wcale nie był wynalazkiem Greków? Inną taktyką było symulowanie ucieczki z pola bitwy, a tym samym wciąganie w z góry zaplanowaną zasadzkę. Na ten wybieg Słowian nabierało się wiele armii, nawet jeszcze w XX w. Echa Ognistego Smoka oraz przerażenie, jakie on wywoływał można zobaczyć w filmie „Trzynasty wojownik” – w reżyserii Johna McTiernana – z 1999 r., na podstawie powieści Michaela Crichtona – Zjadacze umarłych. Nie jest to wcale powieść fantasy, to przypomnienie pewnych faktów historycznych. Raczej nieodbywających się nad Morzem Czarnym, lecz gdzieś w północno-zachodniej Europie, na styku Celto-germanów i Słowian – Wenedów (Wądów). Słowianie oczywiście przedstawieni są tu z pozycji propagandy germańskiej. Można tu zobaczyć, z jaką perfidią jesteśmy przedstawieni jako odrażający Wendole. Jak szczury żyjące w norach, zjadające odpadki i trupy własnych członków plemienia – kanibale. Wskazanie kogoś kanibalem zawsze propagandowo przynosi skutek odrazy. Celto-Germanie przedstawieni są oczywiście jako dzielni, cywilizowani bohaterowie, którzy zwyciężają odrażających Wendoli.
Jednak ta wraża propaganda pokazuje jeszcze inny aspekt sprawy, jak bardzo musieli się nas – Sławian, bać, że teraz tak nas opluwają, w zasadzie to normalne. Pomiędzy kłamstwami jest w filmie zawartych kilka prawd. Na przykład figurka Mokoszy przypisana jest Wendolom, czyli Sławianom.
Przy całej dyskusji o historii Europy, między Słowiany, Germany i Romajami; między allochtonistami i autochtonistami, należy zadać jedno podstawowe, długie pytanie. – Jeżeli ci wielce Grecy tworzyli wielkie imperium i zawładnęli Małą Azją i Persją; jeżeli ci wielcy Rzymianie tworząc jeszcze potężniejsze imperium, zajęli północną Afrykę, tereny dzisiejszej Francji, Hiszpanii, Grecji, Małej Azji; dlaczego oni wszyscy nie weszli poza granice Dunaju, Kaukazu i dzisiejszego Afganistanu; na północ? Dlaczego potężni Rzymianie zadali sobie tyle trudu, aby przepłynąć straszną cieśninę i zdobyć mało urodzajną wyspę Brytów? Dlaczego atakowali niby zaprzyjaźnionych Celtów i przyjaznych Germanów? Lecz jakoś nie przeszli Dunaju, a było bliżej?
Wiedzieli przecież, że na północy są zasobne lasy, zielone łąki i uprawne pola. Znali dobrze wartość bursztynu, równającą się często wartości złota. Wiedzieli gdzie ten bursztyn się wydobywa; wiedzieli też, że tam na północ od Dunaju są ogromne zasoby rud cyny, miedzi, ołowiu, żelaza i złota. Zadowolili się tylko kupowaniem tych dóbr. Żadna gorączka nie pognała ani Greków, ani Rzymian, za Dunaj, na północ, aby przyłączyć te tereny do imperium. Pytam dlaczego? Czyżby Dunaj był szeroką rzeką wrzącej lawy, nie do przebycia? Dunaj nazwali limesem – nie przekraczalną granicą. Tylko strach mógł być tą barierą.

Adam Smoliński

Tutaj link do filmu „Trzynasty wojownik” [1999]: https://www.cda.pl/info/trzynasty_wojownik_[1999]

Wiara Przyrody – japońskie Yokai

Dla wyznawców Wiary Przyrody cała natura tętni życiem, ma osobowość, a każda czynność jest przesiąknięta mistycyzmem. „Ich ziemia była świątynią, życie modlitwą” – to o Słowianach. My też niegdyś szukaliśmy kontaktu z bogami w świętych gajach, a nie zimnych kościołach. Dla nas też każde drzewo, jeziorko, czy strumyczek miało swoją istotę nadprzyrodzoną, sprawującą nad nim pieczę. U nas to powoli, na razie jeszcze niszowo, ale wraca. W Japonii przetrwało do czasów obecnych, chociaż i ich nie ominęła laicyzacja, jaka dotknęła cywilizowane społeczeństwa. W XIX i XX w. zdawało się wykształconym ludziom, że laicyzacja to odrzucenie bzdurnych zabobonów. Dziś, w XXI w., coraz więcej ludzi rozumie, że to nie jest zwycięstwo rozumu tylko odrzucenie morza wiedzy, która pomaga nam lepiej ten świat zrozumieć. W naturze są siły, których nowożytna, ciągle jeszcze raczkująca nauka jeszcze nie potrafi zbadać. To, że nie umiemy ich zważyć i zmierzyć, nie oznacza, że ich nie ma, a w mitach jest wiele mądrości.

Posłuchajmy o Yokai, japońskich duchach przyrody i zadumajmy się nad Wiarami Przyrody, jakie jest dla nich miejsce w świecie współczesnym. Myślę, że jest go dużo. Kappa (trochę podobna do naszych utopców) pojawia się w Harrym Potterze, w III tomie; wzorowano na nich żółwie ninja, jest tematem gier komputerowych, anime, powieści fantasy. Postacie ze słowiańskiej mitologii najbardziej rozpropagowała gra Wiedźmin, ale coraz częściej stają się bohaterami innych dzieł artystycznych, książek, gier, grafik, itp. Uważam, że to dobry kierunek. Sztuka i nie tylko może czerpać garściami z różnych odmian Wiary Przyrody, gdyż jest to nieprzebrana kopalnia motywów, postaci, wzorów, archetypów i mądrości życiowej.

Dragomira

Rodzimowiercy, Turbosłowianie, Odtwórcy – rozróżnienie pojęć

Rodzimowiercy

Są to wyznawcy wierzeń słowiańskich. Przy okazji podkreślam, że wiara Słowian współcześnie nazywana Rodzimowierstwem, Słowianowierstwem lub Wiarą Przyrody nie jest religią. Cechy religii to:

– założyciel,

– święta księga,

– system nakazów i zakazów regulujących życie wiernych,

– warstwa duchownych żyjących na koszt wiernych,

To uproszczony, skrócony opis, dokładniej wyjaśniam to w mojej książce: „ Co każdy Słowianin wiedzieć powinien – Zeszyt I „.

Religiami są na pewno Zaratustrianizm, Mitrianizm, Judaizm, Chrześcijaństwo i Islam.

Większość ludów, przez większość czasów wyznawała Wiary. Wiara jest to wiedza o świecie. To, co dla jednego jest wiedzą, bo to rozumie dla drugiego jest wiarą, bo nie zna się na tym, nie rozumie tego, więc wierzy komuś na słowo. Wiedza/wiara dotyczy każdej sfery zycia ludzkiego, wszystkiego, co go zainteresuje. Istnieją też kulty przez jednych zaliczane do religii, przez innych do wiar. Dzieje się tak dlatego, iż są niejednoznaczne, mają pewne cechy religii, ale nie wszystkie. Są to m.in. Hinduizm i Buddyzm. Buddyzm, tak właściwie jest filozofią, która tak, jak religia obrosła warstwą duchownych. Wiara towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów, od początków człowieczeństwa, od kiedy człowiek rozumny zaczął próbować zrozumieć ten świat i zaczął filozofować nad nim. Religie natomiast w skali dziejów ludzkości są ewenementem, który trwa dość krótko.

Neopoganie

Zbiorcza nazwa, używana przez chrześcijan na określenie współczesnych wyznawców wiar, na wyznawców kultów niebędących religiami. Określenie, przez wielu „pogan”, uznawane za obraźliwe. Przedrostek „neo” ma podkreślać nowość tych kultów, brak ich związków z pierwowzorami. Chrześcijanie często podnoszą argument, iż ciągłość wyznań (piszę w liczbie mnogiej, gdyż nazwą „neopoganie” określani są wyznawcy wiar: skandynawskich, celtyckich, bałtyjskich i innych, nie tylko słowiańskich) etnicznych (pogańskich) została przerwana przez chrześcijaństwo. Ludzie ci rozumują we właściwy sobie sposób, niechcący obnażając prawdę o religiach, że są zmyślone. Religiom, które opierają się na świętych księgach oraz innych tekstach teologicznych i zawartych w nich wymysłach, fantazjach tudzież fobiach istotnie zaszkodziłoby, gdyby te księgi zostały by zniszczone, a ciągłość przekazu ustnego została przerwana. Wówczas religie byłyby nie do odtworzenia. Z wiarami jest jednak inaczej. One są opisem rzeczywistości, jaka nas otacza. Wiedzą o prawach rządzących tym światem. Świat cały czas istnieje, dlatego nadal można go badać i zgłębiać. Nam, wyznawcom Wiedzy nic nie jest w stanie przerwać ciągłości.

Ciągłość nie została przerwana. Wiele przetrwało w naszych zwyczajach, tradycjach. Część z nich przyswoiło chrześcijaństwo. Jeszcze więcej zostało zachowane na wschodzie Europy i w Azji. Prawosławie było mniej agresywne w stosunku do Wiary Przyrody, dlatego tam, gdzie ono funkcjonowało, przetrwało z niej więcej. Pod panowaniem Mongołów jeszcze więcej uchowało się Wiary Przyrody, gdyż Mongołowie nie ingerowali w wiarę ani religię. Sami byli wyznawcami Wiary Przyrody. Dziś najbardziej powszechnym wśród Mongołów jest buddyzm tybetański, który przyszedł do nich dość próżno, w XIII w. po podboju Chin.

Zaś nasza mitologia zachowała się w baśniach legendach i podaniach ludowych.

Mała dygresja dla badaczy mitologii – bez znajomości fizyki, astronomii i ezoteryki, nigdy nie zrozumiecie mitologii, bo mitologia, to ubaśniowiona wersja tych dziedzin wiedzy oraz kilku innych.

Turbosłowianie

Ludzie bardzo zainteresowani dziejami Słowian, uważnie śledzący wyniki badań z dziedziny genetyki populacyjnej, odkrycia archeologiczne, badania językoznawców, studiujący kroniki itp.

Nazwa została wymyślona przez krytyków Turbosłowian. Konkretnie chyba po raz pierwszy użyta została w Gazecie Wyborczej. Jednym Turbosłowianom ona nie odpowiada i mówią, że są po prostu Słowianami. Drudzy sami jej używają argumentując, iż nie ma nic obraźliwego w określaniu kogoś mianem „przyśpieszony Słowianin”.

Odtwórcy

Osoby biorące udział w inscenizacjach, odtwarzaniu słowiańskich obrzędów, toczonych przez dawnych Słowian bitew oraz scen z ich życia codziennego.

 

Nie mylmy tych pojęć. Odtwórca może być chrześcijaninem i germanofilem. Może być Rodzimowiercą i germanofilem. O dziwo, wcale niemało jest takich. Turbosłowianin może być chrześcijaninem i zupełnie nie interesować się odtwórstwem. Większość Turbosłowian jest właśnie taka. Rodzimowierca nie musi być ani odtwórcą, ani Turbosłowianinem. Mnóstwo Rodzimowierców nie ma nic wspólnego z odtwórstwem. Większość Rodzimowierców nie interesuje się zbytnio historią Słowian. Ich poziom wiedzy o historii Słowian jest taki, że szanujący się Turbosłowianin sklasyfikował by ich wręcz, jako germanofilii.

Ja jestem Rodzimowiercą (Rodzimowierczynią?) i Turbosłowianką. Z odtwórstwem nie mam nic wspólnego, bo nie odczuwam potrzeby przebierania się. Gdy chcę zobaczyć, jak wygląda Słowianka, wystarczy, że spojrzę w lustro.

Dragomira

Zeszyt I został już wydany

Ukazała się już moja książka pt. „ Co każdy Słowianin wiedzieć powinien – Zeszyt I „.

Można ją kupić w sklepie internetowym „Armoryka”.

W internecie pojawiły się już pierwsze recenzje, ale najpierw odniosę się do recenzji p. Czesława Białczyńskiego, która została opublikowana w książce, jako wprowadzenie do niej.

„Wprowadzenie

Na wstępie tej krótkiej mojej opinii na temat książki Dragomiry Płońskiej „Co każdy Słowianin wiedzieć powinien” odniosę się do samego pomysłu napisania cyklu zbiorów wiadomości (kompendiów wiedzy) na temat Słowian i Słowiańszczyzny.

Uważam ten pomysł za bardzo dobry, wyjątkowo trafiony z kilku powodów. Wymienię tylko dwa z nich.

Po pierwsze mamy czas, kiedy Polacy poszukują wiedzy na temat swoich korzeni i takie wydawnictwo spełnia to zapotrzebowanie.

Po drugie żyjemy w czasach, kiedy nowe odkrycia naukowe przeobrażają gwałtownie dotychczasowe wyobrażenia historyczne o ludach i narodach oraz ich dziejach ukształtowane głównie w okresie formowania się zasady poznawczej zwanej metodą naukową, co miało miejsce na przełomie XVIII i XIX wieku.

Postęp nauki jest obecnie tak szybki, że dziesięć lat w danej dziedzinie powoduje postęp wiedzy odpowiadający dawnemu stuleciu. Dotyczy to wszystkich dziedzin nauki. Każdego dnia niemal dokonywane są nowe odkrycia nie tylko w dziedzinie technologii, medycyny czy astronomii, ale także archeologii, genetyki, językoznawstwa, antropologii czy historii.

Stąd dosyć częste korekty tej wiedzy naukowej powodują wręcz przymus publikacji okresowych podsumowań stanu owej wiedzy na dzisiaj. Że wiedza o starożytności, o pochodzeniu i życiu Słowian w starożytności i organizacji tego życia przyrasta gwałtownie, nie trzeba chyba nikogo przekonywać.

Spektakularne są tutaj przewartościowania naszego pojęcia o własnych korzeniach Polaków czy choćby długotrwałym zadomowieniu się ludu słowiańskiego nad Dunajem, Dnieprem, Bugiem, Wisłą, Odrą i Łabą, dokonane przez odkrycia genetyki genealogicznej. W ostatnich trzech latach archeologia przyniosła również w tym względzie odkrycia przełomowe np. kamienny gród i fortyfikacje sprzed około 4000 lat na Górze Zyndrama w Maszkowicach (Małopolska), czy mnogo usłane ciałami wojowników pole bitewne nad rzeką Tollensee (dawniej Dołęża) w dzisiejszych Niemczech, na dawnym słowiańskim Połabiu/Pomorzu Przednim, mniej więcej z tego samego okresu. Naukowcy porównują bitwę nad Tollensee do bitew toczonych w tym samym czasie między Imperium Hetytów a Egiptem faraonów. Wyniki badań wskazują jednoznacznie, ze w bitwie tej brali udział wojownicy o cechach genetycznych niemalże identycznych, jak mieszkańcy dzisiejszej Polski. Stosując uznaną powszechnie w procesach prawnych zasadę dziedziczenia, możemy ich w pełni uznać za naszych przodków, naszych pradziadów i czuć się ich pełnoprawnymi spadkobiercami. Konkludując tę część recenzji – w pełni popieram pomysł i zasadę wydawania po za grubymi podręcznikami aktualnej wiedzy, popularyzatorskich zeszytów tejże wiedzy stanowiących przegląd wiadomości z różnych dyscyplin nauki zgromadzonych wokół wiodącego tematu – tutaj Słowian i ich korzeni oraz życia w przeszłości.

Zeszyt Dragomiry Płońskiej, jak pisze sama Autorka we wstępie, nie pretenduje do bycia kompletną wiedzą o Słowianach ani nie udaje, dogmatycznego obiektywizmu. Jest to bardzo cenne, gdyż takie jest nasze obecne naukowe podejście do wiedzy – nic w niej nie jest stałe i nic nie jest niepodważalne, wręcz odwrotnie, główną zasadą obecnej nauki jest ciągłe podważanie utartych poglądów i poszukiwanie nowych rozwiązań, czy głębszych reguł rządzących mechanizmami Rzeczywistości. Tak zwany obiektywizm został zakwestionowany nawet w matematyce i fizyce, czyli w dziedzinach wybitnie ścisłych.

Autorka nie ukrywa, więc, że jest to jej własna wiedza, jaką czerpie z obserwacji odkryć naukowych i nie sili się na bycie wyrocznią we wszystkich poruszanych zagadnieniach, których jest tutaj całe mnóstwo. Na niektóre przedstawione zagadnienia można mieć odmienny pogląd (np. przedstawione etymologie, wciąż dyskutowane koncepty drogi Ario-Słowian z Azji do Europy itp.), niektóre chciałoby się głębiej rozwinąć (np. kosmogonię czy mityczny świat Słowian i jego powiązanie z kalendarzem i astronomią), inne być może potraktować bardziej skrótowo (np. zagadnienia związane z odżywianiem się Słowian), ale Autor ma prawo do dokonania własnej systematyzacji i skupienia się na wybranych przez niego, a nie przez czytelnika, zagadnieniach, a także do własnej interpretacji faktów naukowych. Ogólnie uważam przedstawioną tutaj wizję tematu Słowiańszczyzny starożytnej i jej ewolucji do czasów historycznych oraz mitologii, obrzędowości i innych zagadnień związanych z tym tematem, za poprawną.

Zeszyt ten musi być traktowany jako najogólniejszy, gdyż jest wstępem do bardzo rozległej dziedziny wiedzy. Potraktowano więc tutaj zarówno zagadnienia historyczne, lingwistyczne czy religioznawcze bardzo ogólnie. Jest to zrozumiałe nie tylko z tego powodu, że dzieło popularyzatorskie nie może być zbyt dogłębne i hermetyczne, ale też przez to, że musi ono być napisane w miarę potocznym językiem. Podoba mi się zwłaszcza zastosowana tutaj zasada stawiania popularnych pytań i udzielania na nie konkretnych odpowiedzi. Widać, że Autorka nie unika żadnej tematyki, nie ma dla niej zagadnień tabu i tak być powinno. Rozumiem też jako oczywiste, że wiedza dzisiaj będzie rozwijana w miarę nowych odkryć w kolejnych Zeszytach II, III, IV – a także będzie w nich uzupełniana o tematykę szczegółową np. archeologiczną, wiedzę duchową czy materialną, czy też o temat historycznego rozwoju Słowiańszczyzny.

Książka ta jest rodzajem przeglądu encyklopedycznego w wybranych obszarach i jako taka spełnia dobrze zadanie popularyzacji aktualnej wiedzy o Słowianach. Mogę ją z pełnym przekonaniem polecić zarówno Wydawcy, jak i Czytelnikom.

Wiedza na temat własnych korzeni kulturowych jest potrzebna każdemu z nas. Szczególnie jednak młode pokolenie Polaków, w dobie unifikacji i globalizacji powinno mieć dostęp do najnowszej wiedzy, która pomoże im zrozumieć dzieje ich narodu i miejsce, jakie on zajmuje pośród innych ludów Ziemi oraz rolę, jaka faktycznie odegrał w rozwoju cywilizacji od starożytności do współczesności. Drzewo bez Korzeni nie wyda nigdy Pełnych Kwiatów i Zdrowych Owoców.

Młode pokolenia Polaków są właśnie takim naszym Kwiatem i Owocem, owocem Prastarego Słowiano-Aryjskiego Drzewa, które rośnie już, od co najmniej dwudziestu tysięcy lat.

Czesław Białczyński”

Mitologia i kosmogonia słowiańska oraz ogólna wiedza ezoteryczna będą jeszcze rozwijane. W planach jest, aby jako element pojawiały się w każdym zeszycie. Zeszytów na ten moment zaplanowanych jest pięć, ale być może będzie ich więcej. Natomiast kwestia żywienia się Słowian, myślę, że w tej serii została już wyczerpana w pierwszym zeszycie. W kolejnych zeszytach znajdzie się wiedza o broni, wojskowości, konstrukcjach rolniczych, genetyce, archeologii, językoznawstwie i wszystko, co dotyczy dawnych Słowian.

Informacja o książce pojawiła się także na blogu p. Czesława Białczyńskiego.

Tak Joanno, tabele, słuszna uwaga. O wychowaniu i edukacji dzieci oraz młodzieży, w kolejnych zeszytach, na pewno będzie więcej. Słynna słowiańska równowaga pomiędzy wolnością jednostki, a wpólnotowością, niewątpliwie będzie się przewijała przez cały cykl, gdyż dotyczy prawie każdego zagadnienia związanego ze społecznością słowiańską.

Swoją opinię wyraził również Skryba. Odpowiadam na to w komentarzach na Jego stronie.

Lechosław Siewierski także opublikował na swoim blogu powiadomienie o wydaniu Zeszytu I.

Dragomira