Archiwum kategorii: Wiara Przyrody

Rzecz o rzymsko-katolickiej „rodzimej wierze”…

blog polski

https://opolczykpl.wordpress.com/2018/12/11/rzecz-o-rzymsko-katolickiej-rodzimej-wierze/

Tu już bezczelność i grabież pustynnej zarazy w postaci watykańskiej mafii przeszła wszelkie możliwości.

Grabież wszystkiego co możliwe, to podstawowa cecha pustynnej zarazy. Czego nie da się zniszczyć, to mafia watykańska i jej sługusy po prostu kradną.

Ta podłość trwała nie tylko 1000 lat, ale trwa nadal. Nienasycona chciwość władzy KK nie ma granic. Zagrabili wszystkie słowiańskie święta i rytuały. Teraz swoje katolactwo – pustynną zarazę chcą wcisnąć Polakom, jako rodzimą wiarę – „jedyną prawdziwą”.

Koń by się uśmiał. 😀 😀 😀

Już nie wiedzą, co jeszcze wymyślić, aby się ratować z topieli.

Tonący brzytwy się chwyta. 😀

Zobaczyli, że Rodzimowierstwo słowiańskie rośnie w siłę, więc chcą się podszyć pod to Rodzimowierstwo ze swoim podłym katolactwem.

Oto artykuł Opolczyka o tych wrednych działaniach:

Od czasu do czasu zaglądam na turbo-katolicką stronę „Tenete traditiones”. Robię to gdyż jakiś czas temu podżegała do spalenia planowanej we Wrocławiu pogańskiej świątyni:
.
„OD REDAKCJI TENETE TRADITIONES: Wszystko co pogańskie należy unicestwić! Tylko jedna, prawdziwa, Święta Wiara Rzymsko-Katolicka może przynieść tej ziemi pokój, a nasze dusze doprowadzić do wiecznego zbawienia. DEUS VULT !!!
Jak tylko powstanie – spalić!!!”
.
Pisałem o tym:
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/01/01/brawo-watra-pomysl-budowy-poganskiej-swiatyni-jest-swietny-ale-fanatycy-rzymskiej-szubienicy-juz-nawoluja-do-jej-spalenia/
.
Katoliccy piromani z „Tenete traditiones” usunęli ten tekst, gdyż podlegał pod kodeks karny („mowa nienawiści” i nawoływanie do czynu przestępczego). Choć nadal jest tu:
http://kin-rchristusrex.blogspot.com/2016/12/skandal-we-wrocawiu-powstanie-pierwsza.html
.
Gdyby tak jakaś pogańska strona napisała – palić kościoły – pewnie na sucho by jej to nie uszło. No i zaglądam do tych katolików czasami, by sprawdzić , co nowego wpadło tym miłującym bliźniego piromanom do głów. I nie zawiodłem się – trafiłem na tekst pt: „Trzy filary polskości – wiara, kultura, wolność”.
http://tenetetraditiones.blogspot.com/2014/06/trzy-filary-polskosc-wiara-kultura.html
.
Przeglądałem tekst b. pobieżnie, gdyż na pamięć znam wszyskie prawdy inaczej o domniemanej polskości żydo-katolicyzmu, głoszone przez katolików, nawet tych bez czarnych kiecek do kostek. Ale gdy trafiłem na poniższe zdanie, aż mnie zatkało:
.
„Naszą jedyną i Rodzimą Wiarą, jest więc święta Wiara Rzymsko-Katolicka! Innej nie mamy, i nie chcemy mieć!”
.
Dopiero po dłuższej chwili „odetkało” mnie i pomyślałem sobie – a to ci nienażarta rasa, te katolaki (katolak to skrót od katoliko-polak). Mało im, że przywłaszczyli sobie wszystkie pogańskie święte miejsca z Łyśćcem i Ślężą włącznie, przywłaszczyli sobie masę pogańskich świąt, zwyczajów i obrzędów dodając im tylko nadjordańsko-katolicką interpretację, nawet tzw. „wigilijne” zwyczaje, wszystkie w komplecie, są pogańskie,  „wielkanocne” pisanki też. A teraz jeszcze przywłaszczyli sobie nazwę „Rodzima Wiara”:
https://rodzimawiara.org.pl/
https://pl.wikipedia.org/wiki/Rodzima_Wiara
.
Dobrze na szczęście – pomyślałem sobie – że sam nazywam siebie poganinem, a nie rodzimowiercą.
https://opolczykpl.wordpress.com/jestem-poganinem/
.
Bo gdybym pisał o rodzimej wierze Słowian a nie o pogaństwie, to jakiś katolik, który wcześniej czytał w Tenete o „rodzimej rzymsko-katolickiej wierze”, mógłby pomyśleć o mnie – ten opolczyk to swój chłop, rzymski katolik, wyznawca naszej rodzimej rzymsko-katolickej wiary. Dokąd definiuję się jako poganin, nie grozi mi, że Tenete napisze o „naszym pogańskim rzymskim katolicyzmie”. Wszak dla nich poganin to coś najgorszego, gorszego niż komuch, mason, heretyk czy „sodomita”.

Czytaj dalej:

I niech mi ktoś powie, że kościółek jest taki cacy, sama słodycz.

Ale przyjdzie na was czas i na tę waszą pustynną zarazę. Będziemy wszystko pamiętać.

Agnimir

Klasówka z polnych duchów? Neopoganie jak katolicy

Dziwne, że akurat taki artykuł znalazł się na stronie TVP TYGODNIK, pisowskiej, o proweniencji katolickiej. A tu dość rzetelny i ciekawy artykuł o rodzimowiercach litewskich i bliskiej rejestracji związku wyznaniowego Romuva na Litwie.

Autorstwa Wojciecha Stanisławskiego.

Litwini mają szczęście pod tym względem. Chrześcijaństwo narzucono im dopiero w XIV w., a jak się okazuje, nie do końca. Stara wiara przodków przetrwała w Litwinach i teraz się odradza coraz mocniej.

Jednak skatoliczona Polonia litewska próbuje przeciwdziałać odradzaniu się pogaństwa na Litwie. To jest prawdziwy powód konfliktów Litwinów z Polonią. Polscy katole tradycyjnie pchają się z nawracaniem i swoją chorą moralnością, jednocześnie pokazując Litwinom swoją wymyśloną wyższość. Kto długo wytrzyma, gdy mu gość w domu meble przestawia według własnego upodobania?

Wiem to z pierwszej ręki, znajomego Litwina.

Polakom jeszcze daleko do Litwinów, pod tym względem. Jeszcze długo będą klęczeć w syndromie sztokholmskim, zaczadzeni pustynną zarazą. Widać to po ostatnich wyborach do parlamentu euro-kołchozu.

Ale do rzeczy, oto artykuł:

https://tygodnik.tvp.pl/38756036/klasowka-z-polnych-duchow-neopoganie-jak-katolicy

Ignas, Eigintas, przestańcie gadać! Ostatni raz pytam: jak ma na imię bóg mórz, Bankutys czy Praamžius? Egle, pamiętaj: na środę referat o Vakarinė! I uprzedzam całą klasę: będę pytała ze wszystkich duchów polnych, od Nuogalisa do Raudongerklisa, nie myślcie sobie, że przez Zimowe Przesilenie wam się upiecze…

To, co powyżej, to na razie taka trochę political, a trochę pedagogical fiction, „Wspomnienia niebieskiego mundurka” skrzyżowane z Pratchettem. Ale w rozpoczynającym się, a najdalej w przyszłym roku szkolnym można już będzie usłyszeć podobny monolog znużonej nauczycielki w niejednej litewskiej szkole.

Wileński Sejmas czeka tylko na opinię ociągających się trochę komisji, by ostatecznie przegłosować oficjalnie uznanie neopogańskiego związku religijnego Romuva za oficjalnie uznaną wspólnotę religijną. Szanse są duże – podczas debaty w maju tego roku za posunięciem tym opowiedziało się 67 posłów przy 10 głosach sprzeciwu (19 wstrzymało się od głosu).

Od chwili uznania zaś „rodzimowiercy” będą cieszyć się nieporównanie większymi przywilejami niż sto kilkadziesiąt małych związków wyznaniowych, zarejestrowanych przez litewskie Ministerstwo Sprawiedliwości.

Na wniosek rodziców będą mogli prowadzić zajęcia z religii w szkołach państwowych i prowadzonych przez samorządy, udzielać ślubów bez potrzeby ich dodatkowego sankcjonowania przez administrację państwową i nabywać na własność ziemię, na której wznoszą świątynie.

Mogą też liczyć na przyznanie czasu antenowego, prowadzenie ordynariatu w wojsku, ulgi podatkowe i szereg innych przywilejów, jakimi zwykle cieszą się „duże” wspólnoty religijne, w rodzaju paszportów dyplomatycznych dla wysokich rangą duchownych.

Religia młodych i wykształconych

Współczesna Litwa jest znacznie bardziej zróżnicowana wyznaniowo niż Polska. Jej „krajobraz religijny” stanowi wzruszającą pamiątkę po Rzeczypospolitej Wielu Narodów: dzięki protekcji patrona Litwy, św. Kazimierza, rzymskich katolików jest nadal blisko 80 procent, ale drugą co do wielkości grupę wyznaniową stanowią bracia prawosławni obediencji moskiewskiej, trzecią – starowierzy, potem zaś postępują luteranie oraz ewangelicy reformowani, późni dziedzice magnackich protektorów kalwinizmu.

Po nocy komunizmu odrodziły się w tatarskich wioskach nieliczne wspólnoty sunnickie, bliżej granicy z Białorusią czynne są trzy parafie grekokatolickie, każdy zaś, kto po drodze do Wilna przejeżdżał przez Troki, pamięta o Karaimach. W Wilnie i Kownie w piątkowy wieczór jarzą się też światła w sześciu synagogach.

Mimo więc, że ok. jednej dziesiątej populacji nie deklaruje przynależności do żadnej wspólnoty religijnej – wiernych nie brakuje, tym bardziej, że po odzyskaniu wolności w roku 1990 na Litwie pojawili się też entuzjaści buddyzmu i hinduizmu, baptyści, adwentyści i wspólnota chasydzka Chabad Lubawicz.

Przez trzydzieści lat niepodległości tego rodzaju „małych wspólnot religijnych” pojawiło się blisko 900; większość okazała się efemerydami, w rejestrze Ministerstwa Sprawiedliwości znajduje się ich w tej chwili 161. Jak to się jednak stało, że właśnie wspólnota Romuvy, a nie prężne w innych krajach społeczności „drugiej fali reformacji” podjęła starania o uzyskanie wyższego rangą statusu, „zrównanie w prawach” z katolikami czy luteranami – i jest o krok od jego uzyskania?

Odpowiedzią jest po pierwsze dynamika: Romuva jest najszybciej rozwijającą się na Litwie wspólnotą religijną: w chwili jej oficjalnego zarejestrowania w roku 1991 liczyła nieco ponad tysiąc członków, dziś przynależność do niej deklaruje ponad 5 tysięcy. Taki wzrost o 400% sprawił, że liczebnie już dziś konkurują z Karaimami, najmniejszą z dziewięciu „dużych” wspólnot: mają też wszelkie dane na dalszy rozrost, biorąc pod uwagę, że do wspólnoty przystępują ludzie młodzi, stosunkowo zamożni, wykształceni i nierzadko wielodzietni.

 

Czytaj dalej:

Agnimir

„1000 LAT PODŁOŚCI” – Wiesław Glaner

To książka autorstwa Wiesława Glanera.

Jest to znakomita analiza pustynnej zarazy i jej systemowych działań na społeczeństwa oraz pojedynczych ludzi.

Pozycja, którą warto posiadać i przede wszystkim PRZECZYTAĆ – od deski do deski.

Dla systemu judeo – chrześcijańsko – islamskiego, czyli pustynnej zarazy, jest ta książka bardzo nie wygodna, bo przekazuje prawdę o tym systemie.

Tu autor opowiada o swojej książce:

Oto strona Wiesława Glanera: http://glaner.wixsite.com/lektury , gdzie można kupić tę książkę. To tylko 37 zł, a ile bardzo ważnej wiedzy.

Agnimir

Gaja.TV – Jak umiejętnie posługiwać się swoją żeńską mocą – Szamanka Aisu

Oto następne wiadomości przekazane przez syberyjską szamankę Aisu.

Wiadomości z pierwszej ręki, a nie od domorosłych badaczy z za biurka, czytających wypociny twórców, na zamówienie założonych tez, aby mydlić oczy.

Dla tych badaczy szamanka, jest kapłanką religii szamanizmu. W ten sposób chcą zrównać Wiarę Przyrody z religiami, a wiedunów z kapłanami – klechami religii.

Szamanki i szamani, to w rozumieniu słowiańskim wiedunowie, wiedzący, wiedźmy. Nie są to pastuchy zaczadzonych baranów – niewolników religii, a szamanizm nie jest religią, lecz wiedzą – wiarą.

Posłuchajcie, co mówi syberyjska szamanka Aisu. Są to wiadomości ważne nie tylko dla kobiet, ale również dla mężczyzn.

Przy okazji można łatwo nauczyć się j. rosyjskiego, bo szamanka Aisu bardzo wyraźnie mówi w tym języku.

Agnimir

Czym jest wiara? Wiara a religia

Wiara a religia

Czym jest wiara?

Wiara to wiedza o świecie. To, co dla jednego jest wiedzą, dla drugiego jest wiarą.

– Czy rozumiesz, w jaki sposób działa samochód, a komputer; czy potrafiłbyś te urządzenia poskładać, gdyby były rozłożone na części?

– Czy rozumiesz, jakie procesy zachodzą pomiędzy naciśnięciem klawisza w jednym telefonie komórkowym, a odezwaniem się dzwonka w drugim?

– Czy potrafisz wyjaśnić, co takiego się dzieje, że jak naciskasz przycisk kontaktu, zapala się żarówka?

Jeśli tak, to jest to dla Ciebie wiedza. Zaś, jeśli nie, wierzysz innym na słowo, że samochód wprawia w ruch praca silnika i poprzez przewody płynie prąd, a telefony działają na zasadzie jakichś nadajników i odbiorników, to jest to dla ciebie wiara.

Wiara / Wiedza

Jest próbą zrozumienia świata, zjawisk i procesów w nim zachodzących. Zajmuje się wszystkim tym, czym zajmuje się nauka oraz wieloma zagadnieniami, jakimi współczesna nauka się nie zajmuje. Takimi, jak np. duchowość (ezoteryka). Wiara w dawnych kulturach agrarnych objaśniała również, kiedy siać, kiedy kosić, bo jest to część wiedzy o świecie, a wiara to wiedza.

Czym różni się wiara od religii?

Cechy wiary:

– Jej celem jest uczynienie świata oraz zjawisk i procesów w nim zachodzących bardziej zrozumiałymi dla człowieka, by w ten sposób ułatwić mu poruszanie się w nim.

– Jest współtworzona przez wielu różnych wiedzących (mędrców) oraz zwyczajnych ludzi, przez zbiorowość na przestrzeni bardzo długiego czasu.

– Każdy może mieć i głosić swoje poglądy.

– Nikt nie twierdzi, że inni mają się go słuchać, bo jakiś bóg go wybrał.

– Ulega naturalnym, bezkonfliktowym przemianom w miarę, jak zmianom ulega wiedza i realia życia wyznawców.

– Światy, materialny i duchowy są ze sobą nierozłączne, oba są szanowane, oba traktowane, jako integralna część życia ludzkiego.

– Szacunek dla przyrody.

– Każdy wierny może odprawiać obrzędy. Na ogół odprawia je najlepiej znająca się na tym osoba w grupie. Jeśli jest w niej wiedzący, to jemu przypadnie ten zaszczyt.

– Nie do pomyślenia jest, aby domagać się wynagrodzenia za odprawianie obrzędów.

– Nie do pomyślenia jest domaganie się wynagrodzenia za pracę z energią, bioenergoterapię, leczenie, przewidywanie przyszłości.

– Wiedzący, szamani – posługując się współczesną nomenklaturą, naukowcy, lekarze, bioenergoterapeuci, fachowcy z różnych dziedzin utrzymują się z pracy rąk własnych.

– Brak warstwy duchownych, żyjących na koszt wiernych.

– Brak osoby założyciela.

– Brak świętych ksiąg, rzekomo podyktowanych przez jakąś istotę nadprzyrodzoną (boga, anioła).

– Częsty zakaz spisywania wiedzy, aby uniknąć fałszerstw.

– Brak dogmatów i sztywnej doktryny.

– Brak nakazów i zakazów, do których wierni mają się stosować. Jest za to przewidywanie skutków swoich działań i ponoszenie ich konsekwencji.

– Nie ma podziału na dobro i zło.

– Brak pruderii w sprawach seksu.

– Powszechny szacunek dla kobiet i wysoka ich pozycja społeczna.

Cechy religii:

– Założyciel: Zaratustra ( Żar Zdusz, Zoroaster), Budda, Mojżesz (Ahmose-ankh), Jezus (Joszua), Mahomet (Muhammad ibn Abd Allah ibn Abd al-Muttalib) i inni.

– Święta księga rzekomo podyktowana przez jakąś istotę nadprzyrodzoną (boga, anioła) wybranemu człowiekowi lub grupie wybrańców.

– Dogmaty.

– System zakazów i nakazów (jak wyznawcy mają żyć).

– Założyciel, święta księga, dogmaty oraz system nakazów i zakazów są fundamentami religii.

– Warstwa duchownych zajmujących się tylko zgłębianiem świętych ksiąg, teologią, modlitwą oraz posługami duchowymi (odprawianiem kapły), żyjących na kosz wiernych.

– Pogląd, iż „kapłani” są niezbędni do pośrednictwa z bogami/bogiem.

– Ofiara jest przeznaczona dla kapłanów.

– Tworzą ją założyciel, prorok/prorocy, uczniowie założyciela oraz węższe bądź szersze grono kapłanów uczonych w piśmie.

– Własne poglądy może mieć i głosić węższe (w katolicyzmie tylko nieomylny papież) lub  szersze (każdy uczony w piśmie – rabin, imam) grono. Pozostali, zwłaszcza zwykli  wyznawcy nie mają takich uprawnień (głoszenie teorii odmiennych niż głosi nieomylny  papież jest herezją).

– Tłumaczenie różnych zjawisk w stylu: „widocznie bóg tak chciał”, „niezbadane są wyroki  boskie”, „tajemnica wiary”.

– Podział świata na dobro i zło.

– Deklarowana pogarda dla świata materialnego.

– Pogarda dla przyrody.

– Pruderia w sprawach seksualnych.

– Negatywny i pogardliwy stosunek do kobiet – „Kobieta zło i pomiot szatana”.

fragment książki pt. „Co każdy Słowianin wiedzieć powinien Zeszyt I” Dragomiry Płońskiej

Ofiara, żertwa, kapła, obiata

Ofiara, żertwa, kapła

Jest darem składanym bogom lub bliskim zmarłym ludziom w podzięce za wyrządzone dobro, opiekę oraz prośbą, aby ta opieka dalej trwała. Są różne rodzaje ofiar. Można składać, jedzenie i przedmioty; można ofiarować czyn lub zaniechanie czynu.

Żertwa i kapła są synonimami pojęcia ofiary.

Ofiarnik składa ofiarę z ofiary.

Żerca składa żertwę z żeru lub żarcia.

Kapłan składa kapłę z kapłona.

Ofiarnik, żerca i kapłan to też synonimy.

Jak widać, najczęściej składano żertwę z jedzenia, skoro słowo żarcie, oznaczające ofiarę, stało się synonimem słowa jedzenie.

Rzeczywiście, najczęstszą formą ofiary składanej przez Słowian była obiata.

Ponieważ niedziela to dzień poświęcony Bogu Słońca, a kogut i kura to ptaki poświęcone również Bogu Słońca, na niedzielną obiatę składano kapłona (czyli kastrowanego, tuczonego koguta) lub kurę, zazwyczaj w postaci ugotowanego z nich rosołu.

Każdy człowiek składający kapłę, żertwę, ofiarę, podczas wykonywania tych czynności jest kapłanem, żercą, ofiarnikiem, bo pełni taką funkcję.

Tak, jak każdy, kto gotuje, pełni funkcję kucharza, jest kucharzem podczas dokonywania czynności gotowania.

U przedchrześcijańskich Słowian, funkcję kapłana (żercy, ofiarnika) mógł pełnić każdy.

Jeśli w danej grupie ludzi był tzw. „wiedzący”, to oczywiście obrządki te czynił ten „wiedzący”, jako osoba, która się na tym najlepiej zna.

Za taką posługę nie mógł pobierać wynagrodzenia, ponieważ za czynności kapłańskie nie wolno brać wynagrodzenia. Ten zakaz jest cechą wspólną wszystkich wiar i odróżnia je od religii. Dlatego dla nas, Rodzimowierców, księża chrześcijańscy, kapłanami nie są.

 

Obiata

Jest rodzajem ofiary. Polega na tym, że ofiarowane jedzenie, darczyńcy spożywają razem z obdarowanymi Bogami lub duchami zmarłych (zależnie, dla kogo jest przeznaczona). Słowianie obiatę składali w południe. Od obiaty pochodzi określenie obiad. Dlatego obiad jadaliśmy w południe, dopóki praca w fabrykach nam tego nie uniemożliwiła.

Skandynawowie, obiatę zwaną u nich dinner (burza, bo ich Bogowie są gwałtowni) składali o godz. 17-tej. Dlatego oni (i kultury, na które mieli wpływ np. Anglicy) obiad – dinner jedzą o godz. 17-tej.

fragmenty książki pt. „Co każdy Słowianin wiedzieć powinien Zeszyt I” Dragomiry Płońskiej

Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju?

https://bialczynski.pl/slowianie-tradycje-kultura-dzieje/dzieje/adam-smolinski-dlaczego-rzymianie-mieli-taki-problem-z-przekroczeniem-dunaju-oraz-linki-do-zmijowego-plemienia-i-sprawy-wawelskiego-smoka/

Adam Smoliński – Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju?

Przy okazji informacji o Wałach Żmijowych pragnę przypomnieć o innym terminie związanym ze Żmijem Ogiennym. Był to rodzaj taktyki walki prowadzonej przez Sławian. Ognisty Smok lub Ognisty Żmij. Jednym ze sposobów walki taktycznej Słowian był nocny atak jazdy konnej z zapalonymi pochodniami. Większość ludów starożytnej Europy, odmiennych od Słowian, swoje bitwy prowadziło w czasie dnia. Atak nocny był dla nich zawsze zaskoczeniem, raczej nie potrafili walczyć w nocy. Słowianie tworzyli specjalne grupy wojowników wytrenowanych tylko do walki w nocy, zadające decydujące uderzenie, kończące bitwę w nocy. Taktyka ta była sławna wśród innych ludów Europy. Była dla nich przerażająca. Atakujący nocą Sławianie jawili się im jako demony, przed którymi nie ma obrony. Może stąd w bajkach i legendach innych ludów zawarta informacja, że smoki zionęły ogniem? Możliwe też, że w bitwie były używane przez Sławian miotacze ognia. Musieli oni znać właściwości ropy naftowej, która występowała w naturalnych kałużach, w Bieszczadach, jeszcze w czasach Łukasiewicza. Może tzw. „ogień grecki”, wcale nie był wynalazkiem Greków? Inną taktyką było symulowanie ucieczki z pola bitwy, a tym samym wciąganie w z góry zaplanowaną zasadzkę. Na ten wybieg Słowian nabierało się wiele armii, nawet jeszcze w XX w. Echa Ognistego Smoka oraz przerażenie, jakie on wywoływał można zobaczyć w filmie „Trzynasty wojownik” – w reżyserii Johna McTiernana – z 1999 r., na podstawie powieści Michaela Crichtona – Zjadacze umarłych. Nie jest to wcale powieść fantasy, to przypomnienie pewnych faktów historycznych. Raczej nieodbywających się nad Morzem Czarnym, lecz gdzieś w północno-zachodniej Europie, na styku Celto-germanów i Słowian – Wenedów (Wądów). Słowianie oczywiście przedstawieni są tu z pozycji propagandy germańskiej. Można tu zobaczyć, z jaką perfidią jesteśmy przedstawieni jako odrażający Wendole. Jak szczury żyjące w norach, zjadające odpadki i trupy własnych członków plemienia – kanibale. Wskazanie kogoś kanibalem zawsze propagandowo przynosi skutek odrazy. Celto-Germanie przedstawieni są oczywiście jako dzielni, cywilizowani bohaterowie, którzy zwyciężają odrażających Wendoli.
Jednak ta wraża propaganda pokazuje jeszcze inny aspekt sprawy, jak bardzo musieli się nas – Sławian, bać, że teraz tak nas opluwają, w zasadzie to normalne. Pomiędzy kłamstwami jest w filmie zawartych kilka prawd. Na przykład figurka Mokoszy przypisana jest Wendolom, czyli Sławianom.
Przy całej dyskusji o historii Europy, między Słowiany, Germany i Romajami; między allochtonistami i autochtonistami, należy zadać jedno podstawowe, długie pytanie. – Jeżeli ci wielce Grecy tworzyli wielkie imperium i zawładnęli Małą Azją i Persją; jeżeli ci wielcy Rzymianie tworząc jeszcze potężniejsze imperium, zajęli północną Afrykę, tereny dzisiejszej Francji, Hiszpanii, Grecji, Małej Azji; dlaczego oni wszyscy nie weszli poza granice Dunaju, Kaukazu i dzisiejszego Afganistanu; na północ? Dlaczego potężni Rzymianie zadali sobie tyle trudu, aby przepłynąć straszną cieśninę i zdobyć mało urodzajną wyspę Brytów? Dlaczego atakowali niby zaprzyjaźnionych Celtów i przyjaznych Germanów? Lecz jakoś nie przeszli Dunaju, a było bliżej?
Wiedzieli przecież, że na północy są zasobne lasy, zielone łąki i uprawne pola. Znali dobrze wartość bursztynu, równającą się często wartości złota. Wiedzieli gdzie ten bursztyn się wydobywa; wiedzieli też, że tam na północ od Dunaju są ogromne zasoby rud cyny, miedzi, ołowiu, żelaza i złota. Zadowolili się tylko kupowaniem tych dóbr. Żadna gorączka nie pognała ani Greków, ani Rzymian, za Dunaj, na północ, aby przyłączyć te tereny do imperium. Pytam dlaczego? Czyżby Dunaj był szeroką rzeką wrzącej lawy, nie do przebycia? Dunaj nazwali limesem – nie przekraczalną granicą. Tylko strach mógł być tą barierą.

Adam Smoliński

Tutaj link do filmu „Trzynasty wojownik” [1999]: https://www.cda.pl/info/trzynasty_wojownik_[1999]