Archiwum kategorii: Wierzenia

Imieniny – prastary obyczaj

W siódmą wiosnę życia słowiańskiemu dziecku wyprawiano kosopleciny jeśli było dziewczynką lub postrzyżyny, jeśli było chłopcem. Była to bardzo ważna uroczystość. Nadawano mu wtedy imię, wcześniej używano przezwiska. Przydzielano też wtedy piastunkę i piastuna. Od tej pory dziewczynkę, matka i piastunka zaczynały uczyć zajęć kobiecych, a chłopca, ojciec i piastun, zajęć męskich. Uroczystości kosoplecin i postrzyżyn odbywały się w Jare Gody w dniach 22 – 25 marca. Później, co roku człowiek ten obchodził rocznicę nadaniu mu imienia, czyli imieniny. Cztery główne święta coroczne były kilkudniowymi pasmami uroczystości. Ba, nawet na jednym przyjęciu świętowano z wielu powodów. Np. postrzyżyn jednej z osób i imienin pozostałych. Dziecięcych lub później w dorosłości nabytych przezwisk Słowianie nierzadko używali do końca życia. Postępowali tak szczególnie wojownicy, prawdziwe imię zachowując tylko dla wiadomości bliskich. Wynikało to z przekonania, iż znając prawdziwe imię człowieka można uzyskać nad nim władzę i mu zaszkodzić.

Gdy na tereny współczesnej Polski przyszło chrześcijaństwo, starało się wyplenić słowiańskie imiona, zastępując je „chrześcijańskimi”. Spotkało się to z dużym oporem rycerstwa, które przeforsowało nadawanie synom słowiańskich imion rodowych, powtarzających się w rodzinie. Chłopi kombinowali. Nadawali słowiańskie miano, którego w rzeczywistości używano oraz miano chrześcijańskie, którym chrzczono. Potem wmawiali chrześcijańskim duchownym, iż miano słowiańskie jest zdrobnieniem od chrześcijańskiego. Długo, np. nie mogli się zdecydować, czy Jaśko jest zdrobnieniem od Jana, czy Jakuba. Co ma wspólnego Jaś z Janem? Jan zdrobniale, to przecież Janek.

Ponieważ w Polsce trudno było wyplenić obyczaj obchodzenia rocznicy nadania imienia, kościół wmówił wiernym, iż imieniny to dzień świętego patrona. Tu kłania się chrześcijańska zasada skromności, która w Średniowieczu prowadziła nawet do tego, że autorzy nie podpisywali się pod swoimi dziełami. chrześcijańska skromność nakazywała uczcić dzień poświęcony świętemu, a nie obchodzić dzień własnej rocznicy, własnego, ważnego wydarzenia. Oczywiście chrześcijanie w zamian za to spodziewali się opieki takiego świętego patrona. Zawsze byli ludzie, którzy nie mieli świętego patrona związanego z imieniem od chrztu. Doktryna chrześcijańska nie narzuca czczenia patrona od chrztu, można patrona od bierzmowania. Nie narzuca też szczególnego kultu jakiegokolwiek świętego, gdyż wszechmocny jest jedynie Bóg w trójcy jedyny prawdziwy. Chrześcijanin nie ma obowiązku obchodzenia imienin. Zwyczaj imienin jest kultywowany głównie w Polsce.

Upowszechnienie się kalendarza oraz laicyzacja społeczeństwa spowodowały dodawanie do kalendarza imion spoza grona chrześcijańskich świętych. Gdy w dwudziestoleciu międzywojennym rozwijał się ruch rodzimowierczy i prasłowiański, słowianofile wzorując się na znanych im zwyczajach, zaczęli tworzyć kalendarz imion słowiańskich. Te znane im zwyczaje były kalką obyczajów już chrześcijańskich.

Co ma zrobić współczesny człowiek?

Co chce, jak widać jest wiele możliwości?

Jak wszystko inne najlepiej zacząć od zastanowienia się, kim się jest, kim chce się być, dokąd zmierza, co chce osiągnąć?

Przykładny chrześcijanin polski najczęściej będzie adorować swojego patrona, chrześcijańskiego świętego, wybranego mu przez rodziców (imię o chrztu), bądź przez siebie samego (imię od bierzmowania), w przypisany mu dzień, obchodząc imieniny. Może też obchodzić dzień św. patrona swojego zawodu lub uderzyć w wysokie chrześcijańskie tony: wszechmocny jest jedynie Bóg, a kult świętych i przypisywanie im szczególnych mocy zalatuje pogaństwem i wielobóstwem.

Umiarkowani, laicy także mogą postępować rozmaicie. Obchodzić imieniny, bo to polska tradycja. Nie ma w kalendarzu Twojego imienia? To wybierz sobie dowolny dzień, który Ci odpowiada. Świętować urodziny, bo taka moda od jakiegoś czasu płynie z zachodu. Co chce? Chcesz urządzić przyjęcie? Pretekst zawsze się znajdzie. Nie chcesz? Mów, ze nie obchodzisz. To takie proste.

Rodzimowierca także nie jest skazany na jedna opcję. Myślę, że nie ma „obowiązku” urządzania kosoplecin i postrzyżyn w Jare Gody. Jednak dzieciom urządzałabym je właśnie wtedy, niedługo po 21 marca. Dlatego, że na naszej szerokości geograficznej jest to energetyczny początek dla całej przyrody. Jest to najlepszy czas dla rytuału przejścia, którym jest uroczystość oznaczająca rozpoczęcie wieloletniego procesu przechodzenia od dzieciństwa do dorosłości. Ludzie to czują. Zastanówcie się, jak odbieracie ten czas? Czy nie jest to czas, nowego, początku, odnowy?

Do bycia Rodzimowiercą nie jest niezbędne, ani słowiańskie imię, ani przejście jakichkolwiek rytuałów.

Jeśli ktoś jednak chce, to przecież w każdym wieku może wyprawić sobie obrzęd nadania słowiańskiego, prawdziwego imienia. W jakim dniu? W takim, jaki czuje, że jest do tego odpowiedni. To, iż mamy już imię w dokumentach, nadane niedługo po urodzeniu, w niczym nie przeszkadza. Tak, jak wcześniej pisałam, Słowianie nierzadko przez całe życie używali przezwiska (nadanego im w różnych okresach życia), a prawdziwe imię, nadane podczas kosoplecin lub postrzyżyn, zachowywali tylko dla bliskich, rodziny i przyjaciół. Pozostali znali jedynie ich przezwisko, przydomek, pseudonim. My, współcześni Rodzimowiercy możemy uznawać imię nadane po urodzinach za przezwisko, pseudonim, którym posługujemy się w kontaktach z obcymi, a prawdziwe słowiańskie imię przyjąć później i używać w gronie tych, którym ufamy, których lubimy. Właśnie tak mamy zamiar postąpić ja i Adam. Urządzić sobie kosopleciny/postrzyżyny i nadać sobie imiona. Dotychczasowe miana uważamy za przezwiska.

Jak widać, możliwości jest wiele. Do wyboru, do koloru. 🙂

Dragomira

Rodzimowiercy, Turbosłowianie, Odtwórcy – rozróżnienie pojęć

Rodzimowiercy

Są to wyznawcy wierzeń słowiańskich. Przy okazji podkreślam, że wiara Słowian współcześnie nazywana Rodzimowierstwem, Słowianowierstwem lub Wiarą Przyrody nie jest religią. Cechy religii to:

– założyciel,

– święta księga,

– system nakazów i zakazów regulujących życie wiernych,

– warstwa duchownych żyjących na koszt wiernych,

To uproszczony, skrócony opis, dokładniej wyjaśniam to w mojej książce: „ Co każdy Słowianin wiedzieć powinien – Zeszyt I „.

Religiami są na pewno Zaratustrianizm, Mitrianizm, Judaizm, Chrześcijaństwo i Islam.

Większość ludów, przez większość czasów wyznawała Wiary. Wiara jest to wiedza o świecie. To, co dla jednego jest wiedzą, bo to rozumie dla drugiego jest wiarą, bo nie zna się na tym, nie rozumie tego, więc wierzy komuś na słowo. Wiedza/wiara dotyczy każdej sfery zycia ludzkiego, wszystkiego, co go zainteresuje. Istnieją też kulty przez jednych zaliczane do religii, przez innych do wiar. Dzieje się tak dlatego, iż są niejednoznaczne, mają pewne cechy religii, ale nie wszystkie. Są to m.in. Hinduizm i Buddyzm. Buddyzm, tak właściwie jest filozofią, która tak, jak religia obrosła warstwą duchownych. Wiara towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów, od początków człowieczeństwa, od kiedy człowiek rozumny zaczął próbować zrozumieć ten świat i zaczął filozofować nad nim. Religie natomiast w skali dziejów ludzkości są ewenementem, który trwa dość krótko.

Neopoganie

Zbiorcza nazwa, używana przez chrześcijan na określenie współczesnych wyznawców wiar, na wyznawców kultów niebędących religiami. Określenie, przez wielu „pogan”, uznawane za obraźliwe. Przedrostek „neo” ma podkreślać nowość tych kultów, brak ich związków z pierwowzorami. Chrześcijanie często podnoszą argument, iż ciągłość wyznań (piszę w liczbie mnogiej, gdyż nazwą „neopoganie” określani są wyznawcy wiar: skandynawskich, celtyckich, bałtyjskich i innych, nie tylko słowiańskich) etnicznych (pogańskich) została przerwana przez chrześcijaństwo. Ludzie ci rozumują we właściwy sobie sposób, niechcący obnażając prawdę o religiach, że są zmyślone. Religiom, które opierają się na świętych księgach oraz innych tekstach teologicznych i zawartych w nich wymysłach, fantazjach tudzież fobiach istotnie zaszkodziłoby, gdyby te księgi zostały by zniszczone, a ciągłość przekazu ustnego została przerwana. Wówczas religie byłyby nie do odtworzenia. Z wiarami jest jednak inaczej. One są opisem rzeczywistości, jaka nas otacza. Wiedzą o prawach rządzących tym światem. Świat cały czas istnieje, dlatego nadal można go badać i zgłębiać. Nam, wyznawcom Wiedzy nic nie jest w stanie przerwać ciągłości.

Ciągłość nie została przerwana. Wiele przetrwało w naszych zwyczajach, tradycjach. Część z nich przyswoiło chrześcijaństwo. Jeszcze więcej zostało zachowane na wschodzie Europy i w Azji. Prawosławie było mniej agresywne w stosunku do Wiary Przyrody, dlatego tam, gdzie ono funkcjonowało, przetrwało z niej więcej. Pod panowaniem Mongołów jeszcze więcej uchowało się Wiary Przyrody, gdyż Mongołowie nie ingerowali w wiarę ani religię. Sami byli wyznawcami Wiary Przyrody. Dziś najbardziej powszechnym wśród Mongołów jest buddyzm tybetański, który przyszedł do nich dość próżno, w XIII w. po podboju Chin.

Zaś nasza mitologia zachowała się w baśniach legendach i podaniach ludowych.

Mała dygresja dla badaczy mitologii – bez znajomości fizyki, astronomii i ezoteryki, nigdy nie zrozumiecie mitologii, bo mitologia, to ubaśniowiona wersja tych dziedzin wiedzy oraz kilku innych.

Turbosłowianie

Ludzie bardzo zainteresowani dziejami Słowian, uważnie śledzący wyniki badań z dziedziny genetyki populacyjnej, odkrycia archeologiczne, badania językoznawców, studiujący kroniki itp.

Nazwa została wymyślona przez krytyków Turbosłowian. Konkretnie chyba po raz pierwszy użyta została w Gazecie Wyborczej. Jednym Turbosłowianom ona nie odpowiada i mówią, że są po prostu Słowianami. Drudzy sami jej używają argumentując, iż nie ma nic obraźliwego w określaniu kogoś mianem „przyśpieszony Słowianin”.

Odtwórcy

Osoby biorące udział w inscenizacjach, odtwarzaniu słowiańskich obrzędów, toczonych przez dawnych Słowian bitew oraz scen z ich życia codziennego.

 

Nie mylmy tych pojęć. Odtwórca może być chrześcijaninem i germanofilem. Może być Rodzimowiercą i germanofilem. O dziwo, wcale niemało jest takich. Turbosłowianin może być chrześcijaninem i zupełnie nie interesować się odtwórstwem. Większość Turbosłowian jest właśnie taka. Rodzimowierca nie musi być ani odtwórcą, ani Turbosłowianinem. Mnóstwo Rodzimowierców nie ma nic wspólnego z odtwórstwem. Większość Rodzimowierców nie interesuje się zbytnio historią Słowian. Ich poziom wiedzy o historii Słowian jest taki, że szanujący się Turbosłowianin sklasyfikował by ich wręcz, jako germanofilii.

Ja jestem Rodzimowiercą (Rodzimowierczynią?) i Turbosłowianką. Z odtwórstwem nie mam nic wspólnego, bo nie odczuwam potrzeby przebierania się. Gdy chcę zobaczyć, jak wygląda Słowianka, wystarczy, że spojrzę w lustro.

Dragomira

Jacy byśmy byli, gdyby pozostała u nas Wiara Przyrody?

Jacy byśmy byli, gdyby pozostała u nas Wiara Przyrody?

Coś może nam o tym powiedzieć wiara i kultura Japonii.

Jest to bardzo cywilizowany kraj. Wysoko rozwinięta gospodarka. Na marginesie – jest to gospodarka w znacznej mierze zbieracko – łowiecka, bo jej główna gałęzią jest rybołówstwo. Zaraz po niej jest elektronika.

Wiara Przyrody (NIE RELIGIA), jaką jest Shinto (szintoizm), przetrwała tutaj w stanie niemal nienaruszonym, kształtując specyficzną mentalność Japończyków. Od VI w. n.e. nakłada się na nią powłoka buddyzmu, ale ponieważ buddyzm jest filozofią, a nie religią (wiarą też nie), to wręcz wzbogacił szintoizm, nie niszcząc jego istoty.

Gdy Wiara Przyrody mocno tkwi w świadomości człowieka ma on szacunek do przyrody oraz zdrowsze podejście do życia, śmierci i tragedii życiowych. U nas stosunek do śmierci bardzo zmieniło chrześcijaństwo, które epatuje śmiercią, łącząc ja z karą piekła.

Poniżej, najbardziej znana japońska świątynia, po której terenie spacerują jelenie i łanie (łania  to samica jelenia, a samiec to byk; sarna to osobny gatunek, gdzie samica to sarna, a samiec to kozioł; samica łosia to klępa, samiec to byk, a cielak w zależności od płci to łoszka lub łoszak).

Zapisane papierki, które Japończycy zostawiają w świątyniach, to odpowiednik naszych wstążek prośbowych (bajorków).

Dragomira

Cztery warstwy duchowości człowieka

Wiara Słowian jest zarówno monoteistyczna, jak i politeistyczna. Monoteistyczna, ponieważ jest bóg najwyższy, Świętowit, czyli święty stworzyciel, demiurg, który stworzył świat. Politeistyczna, ponieważ Świętowit rozszczepia się na innych bogów, którzy są jego częściami składowymi, emanacjami różnych jego cech i sił przyrody. Przed nim była tylko Nicość, Nica, Nyja, czyli czarna materia i czarna energia. Świętowit był pierwszą formą istnienia, jaka się z niej wyłoniła. To wydarzenie fizyka nazywa wielkim wybuchem, początkiem wszechświata.

Pierwszą formą istnienia, nieistnienia, w ogóle, jest czarna materia, antymateria, nadal stanowi jej większość, gdyż wszechświat składa się przede wszystkim z niej. To, co zmaterializowało się w materii, zawsze najpierw zaistniało w antymaterii, czarnej materii, w nicości, a tylko ułamek antymaterii zmaterializował się. Nicość to bezkresne źródło wszelkiego istnienia. W niej się wszystko rodzi i umiera. To możliwość zaistnienia wszystkiego, co tylko zaistnieć może. Matryca, całość, chaos. Źródło i praprzyczyna wszystkiego. Wszystko, co powstało, powstało z nicości. Każda forma istnienia, powstała z nieistnienia, bo nieistnienie jest możliwością zaistnienia. To jakby negatyw naszej, rzeczywistości ale to raczej my jesteśmy negatywem jej. Nicość jest inspiracją każdego działania, każdej myśli. Cząstkę nicości nosimy w sobie. Podobnie jak światło Świętowita.

Człowiek składa się z czterech ciał, warstw. Jednym z nich jest dusza, świadomość, światło, jaźń. Tu mieści się nasza prawdziwa natura, głębsze dobro. Stąd pochodzi kreatywność, tu rozpoczyna się każdy nasz kreatywny akt. Stąd pochodzi impuls do każdego twórczego działania. Tu mamy w sobie cząstkę nicości i cząstkę boskiego światła. To światło wygląda jak gwiazda, dlatego bywa nazywana gwiazdą rdzenia.

Dusza, świadomość wytwarza intencję, wolę, to jest następne ciało. Ta warstwa to moc, siły życiowe i intencje. Na tym poziomie określamy swoje intencje, głębokie duchowe cele, zadania życiowe, czyli takie, których wypełnienie jest celem tej naszej inkarnacji. Tej, ponieważ to tu, rozpoczyna się to nasze konkretne wcielenie. Dusza, świadomość, gwiazda rdzenia inkarnuje się wiele razy, natomiast następne, pochodne od niej ciała, są przynależne tylko do tego jednego fizycznego wcielenia. Z ciała mocy wypływa motywacja do wypełniania zadań i celów życiowych, dla których pojawiliśmy się na planie ziemskim. W nim znajduje się magazyn wszelkich naszych intencji. Przez nie odczuwamy pragnienie robienia tego, co powinniśmy w życiu robić. Z niego czerpiemy wolę życia. Ono czerpie energię z duszy oraz z ziemi, jeśli na niej żyje w ciele fizycznym (w tym akurat jest wyraźna różnica pomiędzy płciami, kobiety z racji budowy narządów płciowych wydajniej pobierają energię ziemi). Jest takim naszym generatorem mocy. Mistrzowie sztuk walki, swoje ciosy wyprowadzają aż z tego poziomu, dlatego odnoszą tak spektakularne efekty. Ta warstwa jest też odpowiedzialna za kształty ciała astralnego i fizycznego, to ona utrzymuje ich formę.

Intencja płynąca z ciała mocy tworzy energię, z której zbudowane jest kolejne ciało, ciało astralne. Ciało astralne bywa też określane duchem, aurą, polem aurycznym, polem energetycznym, polem bioenergetycznym. Jest to siedlisko naszej osobowości. Mieszczą się w nim nasze doznania fizyczne, emocje, racjonalny umysł, relacje z innymi, wola. Składa się z siedmiu poziomów, warstw, odpowiadających siedmiu poziomom doświadczenia życiowego. Jest to energia otaczająca i przenikająca nasze ciało fizyczne, które z niej powstało na jej obraz i podobieństwo. W aurze już są widoczne poszczególne narządy, a nawet choroby. Ba, nawet te choroby, które się jeszcze nie pojawiły w ciele fizycznym.

Materia to też energia, tylko o bardzo wolno poruszających się i ciasno upakowanych cząsteczkach. Im wolniej się poruszają, wirują, drgają i im ciaśniej są upakowane, tym materia jest twardsza.1 Właśnie tym jest nasze ciało fizyczne. Materią, czyli energią naszych ciał aurycznych, tylko, że o bardzo ciasno upakowanych i bardzo wolno poruszających się cząsteczkach.

Na Jawi, czyli w ciele fizycznym, żyjemy po to, aby się uczyć, rozwijać, a przede wszystkim, zbierać doświadczenia. Nie tylko dla nas samych, ale i dla Bogów. Bogowie nie posiadają ciał fizycznych, dlatego doświadczenia związane z materią, mogą pozyskiwać tylko przez nas i nasze doświadczenia życiowe.

Gdy umieramy, pozostałe, wyższe ciała odłączają się od ciała fizycznego, a ono ulega rozpadowi, ponieważ nie jest mu dostarczana energia. Bywa ze dusza i ciało mocy oddzielają się od ciała astralnego od razu, bywa ze pozostają połączone jeszcze przez dziesiątki lat. Do póki się nie oddzielą, nie mogą pójść do Nawi, gdyż ciało astralne zawsze pozostaje na Ziemi, na Jawi, tylko w innym wymiarze, w innej rzeczywistości. Zarówno samo ciało astralne, jak i połączone z ciałem mocy i duszą, ale oddzielone już od ciała fizycznego, nazywamy duchem.

Tym właśnie są duchy. W dzisiejszym zateizowanym, pozbawionym wiedzy ezoterycznej (duchowej) świecie, wiele takich form istnienia, jeszcze długo po śmierci swojego ciała fizycznego, nie rozumie, że nie żyje. „Przecież po śmierci miało być nic, a ja dalej istnieję, myślę, czuję”. Jeżeli nawet rozumie, że nie żyje, to nie wie gdzie ma pójść. Dokoła jest ciemno. Tę ciemność rozjaśniamy zapalając im znicze. Każdy ogień byle w ich intencji. Liczy się intencja. Można go nawet im zapalać mentalnie, nie zapalając nic fizycznie, tylko sobie wyobrażając, wizualizując zapalanie komuś ognia i jak wokół niego robi się jasno. Zwykle po umarłe dusze przychodzą przewodnicy, rodzina, dziadowie, lecz nie po wszystkich ktoś wychodzi. Nie po wszystkich komuś chce się wyjść, tak jak w życiu, bo nie wszyscy są tego warci. Zmarli często nie wiedzą że należy wezwać przewodnika, chcieć żeby się ktoś pojawił, poprosić o to. Tym przewodnikiem najczęściej jest wcześniej zmarła bliska osoba. Ludzie o bardzo wysokiej świadomości i wiedzy duchowej nawet tego nie potrzebują, wiedzą dokąd powinni się udać. Bywa, że w tzw. podróżach szamańskich, odwiedzają to miejsce świadomie za życia. Nieświadomie odwiedzamy je wszyscy podczas snu. W świecie astralnym przemieszczanie się jest bardzo łatwe, wystarczy o jakimś miejscu pomyśleć i natychmiast przenosimy się do niego, tylko trzeba wiedzieć, gdzie chcę się udać, żeby tam trafić, dlatego tych, co nie wiedzą, ktoś musi tam zaprowadzić.

Duchy przez większość czasu przebywają jakby we śnie, z którego czasem coś je wybudza. Wybudzają je zwłaszcza sprawy jakie były dla nich ważne za życia, zwłaszcza te niedokończone. Szczególnie interesuje ich, jak się dalej potoczyły. Potrzebują tej wiedzy. Mogą ją uzyskać od ludzi, którzy coś o tych sprawach wiedzą. Dlatego rzadko interesują ich dzieci. Wchodzą w kontakt z ciałami astralnymi, duchami, żywych ludzi, aby pozyskać cenne dla nich informacje. Wybudzają ich też intensywne myśli o nich, zwłaszcza te nacechowane emocjami, szczególnie, jeśli płyną ze strony osób, z którymi byli bardzo związani emocjonalnie. Sprawami, jakie ich ciekawią są też, oczywiście, dalsze losy ludzi, którzy byli dla nich ważni za życia.

Gdy ciało mocy razem z duszą, oddzielą się od ducha, ciała astralnego, to razem idą do Nawii, na Welę. Tam są sądzone przez Welesa. Oceniane są przede wszystkim ich intencje w czasie życia. Dwa rodzaje dusz, jeśli nie rokują nadziei na poprawę, są unicestwiane. Są to dusze zwyrodnialców, np. seryjnych morderców ze szczególnym okrucieństwem oraz takich ludzi, którzy konsekwentnie odmawiają wszelkiego rozwoju i gromadzenia doświadczeń. Te dwa rodzaje dusz są rozpraszane w Nicy. W Nicości, która podczas osądu stoi za plecami Welesa. Jeśli ciało mocy, intencji oraz dusza, świadomość zostaną zniszczone, duch, ciało astralne, bez czerpanej od nich energii, szybko blednie i znika. Gdy osąd jest pozytywny, dusza przechodzi do Wyraju, siedziby Jasnych Bogów. Po jakimś czasie pobytu tam, przemyślenia dotychczasowego życia, zaplanowania następnego, ponownie wytworzy nową intencję, a ta stanie się mocą sprawczą dla nowej inkarnacji ludzkiej. W jej efekcie powstanie nowy człowiek, dusza powraca do Jawi, aby na nowo iść ścieżką życia i doświadczeń. Natomiast ciało mocy, intencji, zostaje w Nawi, królestwie Welesa.

Nawia to wręcz bajeczny świat. Są tam rozlegle łąki i trawniki. Roślinność jest soczyście zielona. Istnieją w niej olbrzymie świątynie, m.in. sztuk i nauk, gdzie artyści dalej tworzą, a naukowcy dalej badają. Te perłowe, fosforyzujące budowle, mienią się różnymi pastelowymi kolorami. Również i w tej rzeczywistości bardzo szybko można się przemieszczać. Olbrzymie trawniki, korytarze gigantycznych gmaszysk, przebywamy w oka mgnieniu. To tam jest indiańska Kraina Wiecznych Łowów. W tym świecie dalej się rozwijamy, spędzając wieczność na robieniu tego, co nas interesuje. Z tego wymiaru przynosimy na Jawię wszystkie wynalazki. Ciała intencjonalne naukowców, które tam przebywają, pracują nad technologiami, które pojawią się w przyszłości na Ziemi. Wszyscy to miejsce odwiedzamy we śnie. Na ogół nic nie pamiętając później, abyśmy za dużo wiedzy stamtąd nie przenieśli na ten świat.

Za życia, pomimo, że każde z poszczególnych ciał funkcjonuje w innej rzeczywistości, w innym wymiarze, to do puki jesteśmy w stanie czuwania, są w sobie mocno zakotwiczone, tzn. cześć ciała wyższego, znajduje się w niższym. Najniższe jest fizyczne. Gdy natomiast śpimy, wyższe ciała, niemalże odłączają się od fizycznego, większość ich energii odchodzi, zostaje tylko cienka nic życia, łącząca je ze śpiącym. To, co zostaje, materialnie ciało fizyczne, jest trochę jak zombie. Nie odczuwa emocji, nie myśli, nie ma tego, co nazywamy człowieczeństwem. Posiada jedynie programy, odpowiedzialne za podtrzymywanie podstawowych funkcji życiowych, takich jak oddychanie, działanie serca i innych organów. Taki „autopilot”. Na tym „autopilocie”, także chodzimy, pływamy, mówimy językiem ojczystym lub innym, w którym myślimy, prowadzimy samochód, jeździmy na rowerze, nartach, konno. Oczywiście, jeśli tak dobrze opanowaliśmy te umiejętności, że wykonujemy je mechanicznie. „Autopilot” potrafi upilnować ciało fizyczne przed bytami fizycznymi, gdy się do niego zbliżą lub zaczną coś z nim robić. Alarmuje on wtedy ciała wyższe, aby wróciły. Nazywamy to czujnością. Powrót ciał wyższych do ciała materialnego skutkuje zwykle jego przebudzeniem. Jednak „autopilot” nie potrafi obronić ciała przed atakiem bytów z innych wymiarów, bo nie oddziałuje na tych płaszczyznach. Byty te mogą przerwać nić życia łącząca ciało materialne z ciałami wyższymi, a wtedy ciało umrze. Podobnie jest wtedy, gdy ktoś świadomie „wychodzi z ciała”, aby odbywać podróże szamańskie. Ci, którzy to robią, na ogół zakładają mocne bariery ochronne. Dlatego, paradoksalnie, „wychodzenie z ciała” jest bezpieczniejsze niż zwyczajne spanie, jeśli ktoś umie to robić prawidłowo. Im więcej zbłąkanych duchów gdzieś przebywa, tym spanie tam jest mniej bezpieczne. Takimi miejscami są np. szpitale. Zwłaszcza dla osłabionych chorobą.

Ciała astralne, mają bardzo ograniczoną zdolność do oddziaływania na materię, wymaga to od nich wiele wysiłku i energii, której nie posiadają zbyt wiele do działania w świecie materialnym. Nie mogą też na planie fizycznym czynić zła, natomiast na poziomie astralnym już mogą. Dlatego dobre duchy starają się chronić swoich bliskich, a nawet zupełnie obcych ludzi. Ochraniają ich w astralu przed duchami złymi albo po prostu niekontrolującymi swojej energii. Dobre duchy przebywają m.in. w szpitalach pilnując chorych. Czasem przysyłają silniejsze od siebie duchy znajomych, aby przeciwstawić się zagrożeniu. Znajomych, nie tylko ze swojego życia, po śmierci też zawiera się znajomości. Dobre duchy często oddają swoją energię ciałom astralnym żywych (bo właściwie tylko z nimi mogą wchodzić w bezpośredni kontakt), ponieważ mają jej w nadmiarze, czerpiąc bezpośrednio ze źródła świetlistej energii, jednak mogą ją wykorzystywać tylko do działania na płaszczyźnie astralnej.

Siła ducha zależy od siły jego osobowości, jaką miał za życia. Jednak najważniejszą jest chwila śmierci. Dlatego bardzo silne są duchy samobójców, bo samobójstwo wymaga ogromnej odwagi lub desperacji. Bohaterska śmierć też jest pewnym rodzajem samobójstwa, bardzo szlachetnego, czyni z człowieka silnego i dobrego ducha. Niestety, ludzie, którzy zmarli w wielkich cierpieniach, np. byli torturowani, często stają się wściekłymi na cały świat, złymi duchami. Generalnie, dobrzy ludzie stają się dobrymi duchami, źli złymi. Takie dobre duchy potrafią nawet obcych ludzi nakrywać kołderką, żeby nie zmarzli, kiedy się odkryją w nocy. Przede wszystkim, alarmują żywych, gdy dzieje się coś złego – „Coś kazało mi spojrzeć w górę i zobaczyłem, że dach się pali.” oraz przeganiają od nich złe duchy.

Przypisy:

1Stąd mamy postaci materii: plazmę, lotną, ciekłą, stałą i bezpostaciową (sadza – węgiel bezpostaciowy).