Archiwa tagu: Słowianie

Słowianie – organizacja społeczna

Nagrałam wykład na temat demokracji wiecowej i demokracji wojennej, czyli ustroju społecznego dawnych Słowian. Zapraszam do obejrzenia.

Dopisek: W filmie pojawia się (około 40’stej sekundy) zdjęcie domku, do którego na chwilę wyszedł sołtys. 😀 Życzę dużo radości podczas oglądania. 😀 😀

Dragomira

Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju?

https://bialczynski.pl/slowianie-tradycje-kultura-dzieje/dzieje/adam-smolinski-dlaczego-rzymianie-mieli-taki-problem-z-przekroczeniem-dunaju-oraz-linki-do-zmijowego-plemienia-i-sprawy-wawelskiego-smoka/

Adam Smoliński – Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju?

Przy okazji informacji o Wałach Żmijowych pragnę przypomnieć o innym terminie związanym ze Żmijem Ogiennym. Był to rodzaj taktyki walki prowadzonej przez Sławian. Ognisty Smok lub Ognisty Żmij. Jednym ze sposobów walki taktycznej Słowian był nocny atak jazdy konnej z zapalonymi pochodniami. Większość ludów starożytnej Europy, odmiennych od Słowian, swoje bitwy prowadziło w czasie dnia. Atak nocny był dla nich zawsze zaskoczeniem, raczej nie potrafili walczyć w nocy. Słowianie tworzyli specjalne grupy wojowników wytrenowanych tylko do walki w nocy, zadające decydujące uderzenie, kończące bitwę w nocy. Taktyka ta była sławna wśród innych ludów Europy. Była dla nich przerażająca. Atakujący nocą Sławianie jawili się im jako demony, przed którymi nie ma obrony. Może stąd w bajkach i legendach innych ludów zawarta informacja, że smoki zionęły ogniem? Możliwe też, że w bitwie były używane przez Sławian miotacze ognia. Musieli oni znać właściwości ropy naftowej, która występowała w naturalnych kałużach, w Bieszczadach, jeszcze w czasach Łukasiewicza. Może tzw. „ogień grecki”, wcale nie był wynalazkiem Greków? Inną taktyką było symulowanie ucieczki z pola bitwy, a tym samym wciąganie w z góry zaplanowaną zasadzkę. Na ten wybieg Słowian nabierało się wiele armii, nawet jeszcze w XX w. Echa Ognistego Smoka oraz przerażenie, jakie on wywoływał można zobaczyć w filmie „Trzynasty wojownik” – w reżyserii Johna McTiernana – z 1999 r., na podstawie powieści Michaela Crichtona – Zjadacze umarłych. Nie jest to wcale powieść fantasy, to przypomnienie pewnych faktów historycznych. Raczej nieodbywających się nad Morzem Czarnym, lecz gdzieś w północno-zachodniej Europie, na styku Celto-germanów i Słowian – Wenedów (Wądów). Słowianie oczywiście przedstawieni są tu z pozycji propagandy germańskiej. Można tu zobaczyć, z jaką perfidią jesteśmy przedstawieni jako odrażający Wendole. Jak szczury żyjące w norach, zjadające odpadki i trupy własnych członków plemienia – kanibale. Wskazanie kogoś kanibalem zawsze propagandowo przynosi skutek odrazy. Celto-Germanie przedstawieni są oczywiście jako dzielni, cywilizowani bohaterowie, którzy zwyciężają odrażających Wendoli.
Jednak ta wraża propaganda pokazuje jeszcze inny aspekt sprawy, jak bardzo musieli się nas – Sławian, bać, że teraz tak nas opluwają, w zasadzie to normalne. Pomiędzy kłamstwami jest w filmie zawartych kilka prawd. Na przykład figurka Mokoszy przypisana jest Wendolom, czyli Sławianom.
Przy całej dyskusji o historii Europy, między Słowiany, Germany i Romajami; między allochtonistami i autochtonistami, należy zadać jedno podstawowe, długie pytanie. – Jeżeli ci wielce Grecy tworzyli wielkie imperium i zawładnęli Małą Azją i Persją; jeżeli ci wielcy Rzymianie tworząc jeszcze potężniejsze imperium, zajęli północną Afrykę, tereny dzisiejszej Francji, Hiszpanii, Grecji, Małej Azji; dlaczego oni wszyscy nie weszli poza granice Dunaju, Kaukazu i dzisiejszego Afganistanu; na północ? Dlaczego potężni Rzymianie zadali sobie tyle trudu, aby przepłynąć straszną cieśninę i zdobyć mało urodzajną wyspę Brytów? Dlaczego atakowali niby zaprzyjaźnionych Celtów i przyjaznych Germanów? Lecz jakoś nie przeszli Dunaju, a było bliżej?
Wiedzieli przecież, że na północy są zasobne lasy, zielone łąki i uprawne pola. Znali dobrze wartość bursztynu, równającą się często wartości złota. Wiedzieli gdzie ten bursztyn się wydobywa; wiedzieli też, że tam na północ od Dunaju są ogromne zasoby rud cyny, miedzi, ołowiu, żelaza i złota. Zadowolili się tylko kupowaniem tych dóbr. Żadna gorączka nie pognała ani Greków, ani Rzymian, za Dunaj, na północ, aby przyłączyć te tereny do imperium. Pytam dlaczego? Czyżby Dunaj był szeroką rzeką wrzącej lawy, nie do przebycia? Dunaj nazwali limesem – nie przekraczalną granicą. Tylko strach mógł być tą barierą.

Adam Smoliński

Tutaj link do filmu „Trzynasty wojownik” [1999]: https://www.cda.pl/info/trzynasty_wojownik_[1999]

SWAR Festiwal Słowian pod Slężą

Mamy Państwa zaszczyt serdecznie zaprosić na festiwal SWAR, który organizujemy w Sobótce 6-8 lipca 2018 r.
To wyjątkowa okazja, aby poznać swoją kulturę, która sięga jeszcze naszych pra pra pra… dziadków.
Czego możecie się spodziewać po SWAR Festiwal Słowian pod Slężą?

Atrakcje tylko dla odważnych wojowników! 
Wspaniałe, ręcznie wykonane stroje, miecze wykute w najprawdziwszym ogniu siłą własnych mięśni!

Więcej: http://jawia.pl/swar-festiwal-slowian-pod-sleza/

Do nowoprzybyłych miłośników Słowiańszczyzny

SłAktualnie mamy 13 państw słowiańskich: Polska, Białoruś, Ukraina, Rosja, Słowacja, Czechy, Słowenia, Chorwacja, Serbia, Bośnia, Czarnogóra, Macedonia i Bułgaria. Wspólnie zajmują ponad połowę terytorium Europy i 1/3 terytorium Eurazji. Dla ponad 279 mln. ludzi, któryś z dialektów j. słowiańskiego jest językiem ojczystym (w te 279 mln. nie wliczałam licznych w Federacji Rosyjskiej mniejszości etnicznych). Ponad 279 mln. ludzi na świecie czuje się Słowianami.

Dla ciężko myślących wkładam łopatą – To Jest Potęga!!!

Taki kawał świata, tak duża grupa etniczna, a tak mało o niej wiadomo. Dlaczego? Jak i kiedy zajęli takie terytorium? Jak i kiedy tak się namnożyli? Od XVIII – XIX w. do niedawna obowiązywała wersja historii, według, której Słowianie w V w. n.e. powyłazili z bagien Prypeci, bądź Dniepru. Zajęli ziemię opuszczoną przez Sarmatów, Hunów, Celtów, Germanów oraz Wenedów. Względnie zasymilowali ich. Następnie najechali Bizancjum, zajęli Bałkany i Peloponez. Wydali też wojnę Frankom oraz opanowali Bałtyk.

Fajnie! Tyle, że to się kupy nie trzyma.

Jak ludek tak mały, iż mógł się pomieścić na prypeckich bagnach mógł się tak szybko namnożyć, aby opanować tak duże terytorium? Gdzie się podzieli ich poprzedni mieszkańcy? Jakim cudem Słowianom udało się ich tak szybko zasymilować?

Tak, jak wyżej napisałam, ta narracja pojawiła się dopiero w drugiej połowie XVIII w. i już zaczyna zanikać. Ta dziewiętnastowieczna wersja historii została napisana na uczelniach pruskich, na polityczne zamówienie. Dwanaście, z dzisiejszych trzynastu państw słowiańskich nie było wtedy nawet na mapach, a jedynym, które wówczas istniało, Rosją rządziła niemiecka dynastia. Nie było, komu z nimi polemizować, tym bardziej, że ówczesne uczelnie pruskie uchodziły za najlepsze na świecie. Przez lata szydło w postaci nietrzymających się kupy bredni wyłaziło z worka, tam i ówdzie. Kto doskonale zna historię starożytnej i średniowiecznej Europy oraz Azji, ten dostrzega, że prawda historyczna musiała być zupełnie inna. Dlatego problem rozwiązywano bardzo wybiórczym jej nauczaniem w szkolnictwie. Szczególnie starannie pomijając dzieje Europy Środkowej i Wschodniej. Językoznawstwo, nawet tylko slawistyka, także zadaje kłam pruskiej propagandzie, bo nasza historia zapisała się w języku. Tylko, iż do tego trzeba poznać parę lingwistycznych reguł i chcieć zadać sobie umysłowy wysiłek. Genetyka, dziewiętnastowieczną narrację historyczną po prostu rozkłada na łopatki. Co więcej, jako nauka ścisła nie poddaje się interpretacjom, a wyniki jej badań może zrozumieć każdy. Nie potrzeba do tego mieć wielkiej wiedzy z tej dziedziny, ani specjalnie nadwyrężać mózgownicy. Dlatego wraz z publikacjami kolejnych wyników badań z genetyki, mleko rozlewało się coraz bardziej. Ponadto prawo nakazujące, przed robotami budowlanymi, przeprowadzić badania archeologiczne, spowodowało liczne odkrycia archeologiczne na terenie Polski. No, to się porobiło! Ileż prac naukowych napisanych na podstawie wyssanych z brudnego palucha propagandysty, bredni pójdzie na śmietnik? Przez lata, jeden przepisywał po drugim, bo przecież nikt nie obroni pracy sprzecznej z publikacjami jego promotora. Potem powtarzał, bo przecież nikt nie napisze pracy, która obaliłaby jego poprzednią pracę naukową. W ten sposób to się reprodukowało. Dłużej się już jednak nie da tego robić.

Pierwsze jaskółki już są:

  1. W okolicy Rydna odkryto ogromną kopalnię odkrywkową hematytu, z którego wytwarzano czerwoną ochrę. Kopalnia pochodzi z ok. 9000 lat p.n.e. Wokół kopalni odkryto wiele prehistorycznych stanowisk osadniczych. Kopalnie eksploatowano przez ok. 6 tys. lat. Ochrę, Słowianie stosowali jako mazidło rytualne.
  2. W Brześciu Kujawski, Miechowicach, Wolnicy Nowej, Smólsku, Starym Nakonowie, Ludwinowie odnaleziono specjalne cedzaki ceramiczne ze śladami sera z ok. 5500 lat p.n.e. Jest to najstarsza produkcja sera na świecie.
  3. W miejscowości Dzielnica pod Opolem archeolodzy odkryli uprawę żyta z ok. 5000 lat p.n.e. Jest to najstarsza uprawa żyta w Europie. Uprawiano tam też jęczmień, pszenicę i len.
  4. W miejscowości Złota k. Sandomierza odkryto odlewnictwo i kucie rodzimej miedzi z ok. 4100 lat p.n.e. Kiedy cała Europa żyła w epoce kamienia, tereny k. Vincza i obecnej Polski były już w epoce miedzi.
  5. W Wieliczce odkryto najstarsze ślady produkcji soli w Europie, z ok. 4000 lat p.n.e. Otrzymywano ją odparowując solankę czerpana ze słonych źródeł.
  6. W Krzemionkach Opatowskich odkryto kopalnie krzemienia, które eksploatowano w czasie ok. 3900 – 1600 lat p.n.e. Znajdowały tu się warsztaty produkujące z krzemienia: siekiery i noże sprzedawane w całej Europie.
  7. W Bronocicach archeolodzy odkryli wielka osadę neolityczną z czasu ok. 3700 lat p.n.e. W osadzie tej budowano piętrowe domy drewniane z okrągłymi oknami. Jednak największą sensacją było odkrycie wazy z najstarszym wizerunkiem wozu czterokołowego na świecie. Dowodzi to, że pojazdy kołowe były znane w Europie Środkowej, od co najmniej 6000 lat.
  8. W krakowskiej Nowej Hucie odkryto ślady tkanin pochodzących z ok. 3500 lat p.n.e. Bardzo delikatny splot tkaniny tworzyły nitki o grubości dziesiątek części milimetra i ciasno przylegały do siebie. Nasi przodkowie potrafili, więc wytwarzać delikatne tkaniny, które na pewno nie przypominały stereotypowe zgrzebne worki.
  9. W Wietrzychowicach odkryto gigantyczne grobowce w kształcie trapezu, z ok. 3500 lat p.n.e. Grobowce mają długość 100 – 150 m. Składają się z warstw ziemi otoczonej głazami o wadze po kilka ton. Są starsze od piramid egipskich o przeszło 1000 lat. Wśród szczątków ciał odnaleziono czaszkę ze śladami przeprowadzenia pozytywnej trepanacji za pomocą narzędzi kamiennych.
  10. W Słonowicach odnaleziono unikatowe w skali europejskiej stanowisko archeologiczne obejmujące zespół wielkich grobowców megalitycznych z ok. 3000 lat p.n.e. Znalezisko jest starsze o 1500 lat od tych z Teb w Egipcie. Jest to kolejne potwierdzenie rozwoju cywilizacji w naszym rejonie Europy.
  11. Trzcinicy odkryto najstarszą w Polsce osadę obronna, zwaną też Karpacką Troją. Była ona zamieszkiwana przez okres 2100 – 1350 lat p.n.e. oraz we wczesnym średniowieczu. Gród w Trzcinicy był bardzo dobrze ufortyfikowany, stojąc przy stromych zboczach. Odkryto tam m.in. gliniane figurki dzikich zwierząt oraz gliniane miniatury wozów kołowych.
  12. W Bruszczewie odkryto ośrodek produkcji brązu. Był on największym na północ od Alp. Datowany na wczesna epokę brązu, lata 2000 – 1700 p.n.e. Znaleziono kamienna formę odlewniczą, dysze tygle, siekierki, sztylety. Jest to ewenement na skale Europy. Domy w osadzie były już zbudowane za pomocą narzędzi brązowych.
  13. W Maszkowicach, na Górze Zyndrama odkryto gród warowny z ok. 1740 – 1690 lat p.n.e. Jest to jedyna tak stara, umocniona murem kamiennym warownia obronna w Europie Środkowej, w której żyło około 200 ludzi przez ok. 500 lat. Budowla jest współczesna czasom Hammurabiego oraz kulturze mykeńskiej. Gród w Maszkowicach jest starszy o 3000 lat od wszystkich kamiennych budowli w Europie. Jest on nazywany Karpackimi Mykenami.
  14. W miejscowości Szczepidło odnaleziono warsztat odlewnictwa brązu z ok. 1500 lat p.n.e. Odkryto gotowe wyroby: groty, pręty, szpile i inne ozdoby stroju. Wyroby noszą ślady kucia, szlifowania i polerowania.
  15. W miejscowościach: Milanówek, Falęcin, Brwinów, Kanie, Parzniew, Pęcice odkryto największe w Europie zagłębie hutnicze żelaza z II w. p.n.e. Przez cały okres pracy Mazowieckiego Centrum Metalurgicznego (II w. p.n.e. – IV w. n.e.) działało w nim ok. 1150 tys. pieców hutniczych. Produkowano głównie broń. Podobne centrum hutnicze działało w tym czasie w Górach Świętokrzyskich. Osady wiąże się z Wandalami.
  16. Na Górze Grójec w Żywcu odkryto osadę założoną ok. 2500 lat temu. Znaleziono tam ślady po warsztacie szklarskim sprzed ponad 2000 lat. Jest to najstarszy warsztat szklarski w Polsce.
  17. W rejonie Gór Świętokrzyskich odkryto ogromne centrum metalurgii żelaza z czasów I – V w. n.e. Przyjmuje się, ze działało tam ponad 550000 pieców dymarskich, które wyprodukowały ok. 10000 ton żelaza.
  18. Na terenie Niemiec, między Odra a Łabą, odkryto około 100 budowli drewniano – ziemnych, o podstawie owalnej, tzw. rondeli. Oszacowano je na ok. 5000 lat p.n.e. Jednak od 1997 r., wzdłuż wschodniego brzegu Odry zaczęto odkrywać budowle typu rondel – obwar. Były to miejscowości: Bodzów i Rapice, Pietrowice Wielkie, Wenecja koło Biskupina, Oława i w 2017 r. w Nowym Objezierzu. Jest sześć odkrytych rondeli w Polsce, które są starsze od rondeli w Niemczech, bo oceniane są na 7000 lat p.n.e. Istnieją poważne przesłanki, że koło Strzegowa, niedaleko Wolina istniał siódmy rondel – obwar.
  19. Na otwarciu muzeum w Suchej Beskidzkiej, w którym zgromadzono artefakty ze stanowiska Świnna Poręba, prof. Walde Nowak z UJ mówił o obecności Słowian w tym regionie Europy od czasów łowców mamutów, 15000 lat temu.

Amatorzy, którzy zaczęli zgłębiać ten temat, kilka lat temu posiedli już większą wiedzę i obecnie rozmawiają na stronach internetowych żargonem w stylu: R1a, kultura lejkowa itp. Ciągle jednak pojawiają się nowi ludzie zainteresowani Słowiańszczyzną. Jest ich coraz więcej. Siłą rzeczy nie rozumieją oni, ani tych pojęć, ani ogólnie, o co chodzi i to ich zniechęca. Dla nich oraz przyszłych zainteresowanych tematem będę na tym blogu opisywać wszystko od podstaw. Tak, jakbym pisała dla siebie z przed kilku lat. Tylko, że dla mnie nikt tego, kilka lat temu nie opisał, ale dochodzenie do tej wiedzy samodzielnie było pasjonującą przygodą, więc nie żałuję. Był czas, że mówiłam „to jest fantastyka”. Potem mówiłam „to już nie jest fantastyka, to jest herezja”. Teraz już chyba nic mnie nie zdziwi w dziedzinie Słowian i ich zakłamanej historii.

Dragomira

Organizacja społeczna Słowian

Organizacją społeczną Słowian, w czasie pokoju, była demokracja wiecowa. W czasie wojny lub innych wydarzeń wymagających szybkiego reagowania, i związaną z tym niemożnością uprzedniego przedyskutowania każdej decyzji, przechodzono na tryb zarządzania zwany demokracją wojenną.

Podstawową komórką społeczeństwa była rodzina zamieszkującą razem w jednej chałupie. Składała się przynajmniej z pary, małżeństwa oraz ich dzieci. Bywała też bardziej rozbudowana, np. para rodziców lub mąż i jego żony, ich dzieci, które jeszcze nie pozakładały własnych rodzin oraz najstarszy syn z żoną, bądź żonami i dziećmi. Mogli tam jeszcze być dziadek z babcią albo babciami, a także inne osoby wymagające opieki z racji wieku lub kalectwa, wdowy, sieroty. Większość młodych, gdy zakładała rodzinę budowała sobie własną chałupę, w czym pomagało im cale sioło. Z rodzicami, zostawał najstarszy syn albo najmłodsze dziecko. Stare panny, starzy kawalerowie, osoby, którym kalectwo fizyczne bądź umysłowe nie pozwalało na samodzielne życie także pozostawali w rodzicielskim domu. Osierocone dzieci, bezdzietne wdowy, starsi niedołężni ludzie, jeśli mieszkali sami, przeprowadzali się do najbliższych krewnych. Starsi do własnych dzieci, jeśli je mieli, albo któryś wnuk przeprowadzał się do nich.

Obowiązywała bezwzględna zasada pomocy każdemu, kto jej potrzebował. Jeżeli człowiek potrzebujący pomocy nie posiadał bliskich krewnych, zobowiązanych do pomocy, to w siole wyznaczano rodzinę, która ten obowiązek przejmowała. Dlatego starożytni kronikarze z Zachodu zauważają, że wśród Słowian nie ma żebractwa, ani bezdomności, tym bardziej kradzieży. Wśród Słowian nie znano kufrów zamykanych na klucz. Były niepotrzebne. Domy były otwarte i każdy mógł tam wejść, oczywiście szanując domostwo. Słowianie wręcz dziwili się takim zamknięciom, co również zauważają kronikarze zachodni.

Gospodarstwem zarządzał mężczyzna, domem kobieta. Mogli się siebie radzić, jeśli chcieli, jeśli nie, to nie wtrącali się sobie do decyzji. Relacje pomiędzy ojcem a tym synem, czy zięciem, który będzie jego następcą, bywały różne. Na ogół, gdy syn był już gotowy, aby zostać gospodarzem, ojciec przekazywał mu zarząd, a sam tylko doradzał i pomagał. Jeśli nie, to syn pomagał ojcu, a zarząd gospodarstwem przejmował dopiero po jego śmierci. Domem kierowała najlepiej się do tego nadająca kobieta. Zazwyczaj była to matka męża albo najstarsza z żon. Gdy się zestarzała, przekazywała stery młodszej, którą wcześniej sama do tego przyuczyła. Synowe chętnie uczyły się od teściowych (właściwie to świekr1), ponieważ wiedziały, że im więcej się nauczą, tym lepszymi będą w przyszłości gospodyniami. Gospodarz rozdzielał zajęcia dla mężczyzn, pod względem ich umiejętności i możliwości, a gospodyni tak samo dla kobiet.

Najczęściej kilkanaście, czasem mniej, czasem więcej chałup, stanowiło sioło2. Mieszkańcy sioła byli zazwyczaj ze sobą spokrewnieni3 lub spowinowaceni4. Wszystkie decyzje dotyczące całego sioła, mieszkańcy podejmowali na wiecu, na który mógł przyjść każdy dorosły członek osady. Zgromadzenie wybierało sołtysa, który był wykonawcą woli wiecu, oraz doradzającą mu radę starszych. W radzie starszych zasiadali zarówno mężczyźni, jak i kobiety, mogli być też ludzie młodzi, ale częściej byli to ludzie starsi, doświadczeni. Kilka lub kilkanaście nawet siół stanowiło ród. Ród decyzje podejmował również na odpowiednim wiecu, w którego obradach mógł uczestniczyć każdy dorosły członek rodu. Wybierano głowę rodu, osoba ta była wykonawcą woli wiecu, nadzorowała, rozdzielała zadania, tak aby postanowienia zgromadzenia zostały zrealizowane, oraz doradzającą jej radę starszych, starszyznę rodową. Głową rodu mógł zostać tak samo mężczyzna, jak i kobieta. Gdy sprawa dotyczyła jeszcze większego obszaru i jeszcze większej liczby ludzi, mniejszy wiec wybierał swojego reprezentanta, na większy wiec, przekazywał on, jakie decyzje zostały podjęte przez jego ród czy sioło. Jeśli sprawa była jeszcze szersza, to ten wiec, po uchwaleniu postanowień, wybierał i posyłał swojego reprezentanta, na obrady zgromadzenia obejmującego jeszcze większe terytorium. W ten sposób mogły się dogadywać i współpracować wielkie masy ludzi, zajmujące olbrzymie obszary. Każdy wiec, czyli władza ustawodawcza, wybierał swojego wodza, władzę wykonawczą, oraz radę starszych, organ doradczy, rekrutujący się na ogół z ludzi, którzy już kiedyś pełnili funkcje przywódcze. Sądy w sprawach oczywistych, jeśli dotyczyły sioła, sprawował sołtys, jeśli rodu, głowa rodu, itd. W sytuacjach niejednoznacznych, sądy sprawowała rada. Gdy sprawa dotyczyła sioła, rada starszych sioła, gdy rodu, starszyzna rodowa, itd. Kary śmierci były bardzo rzadkie, generalnie najwyższą karą było wygnanie lub chłosta.

Każdy gród miał swojego starostę, a każdy gród warowny, oprócz niego, jeszcze kasztelana. Kasztelan pełnił funkcje militarną i niejako policyjną. Był dowódcą garnizonu wojskowego. Natomiast starosta zajmował się sprawami administracyjnymi, gospodarczymi, np. naprawą murów. Był jakby sołtysem grodu. Dobrze ufortyfikowane i obsadzone załogami wojska warownie, stawiano zwłaszcza przy granicach i szlakach handlowych. Po za tym Słowianie często swoje osady obwarowywali wałami, konstrukcjami ziemno-drewnianymi, zza których, w razie ataku można się było bronić. Większość słowiańskich osad, grodów pełniła wiele funkcji: handlowe, kultowe, oraz w czasie napaści, obronne.

W świętym miejscu, miejscu mocy zakładano gród. Ponieważ w święta gromadzili się tam wierni, to osoby chcące wymienić jakieś towary, przywoziły je tam, w tym czasie. Jeśli osada była obwarowana, to w przypadku zagrożenia szukano tam schronienia. Niektóre grody były tak przygotowane, że mogły pomieścić wielokrotnie większą liczbę ludzi, niż przebywała tam na stałe. Z kolei, zdarzały się osady handlowe, które nabierały takiej rangi, iż, podobnie jak w świętych miejscach, nie wolno w nich było przelewać krwi. W tych miejscach wymieniano i wykupywano jeńców, godzono zwaśnione rody i plemiona, zawierano traktaty pokojowe po klanowych i plemiennych wojnach. Tu, ci, co z najdzikszą rozkoszą pozabijaliby się nawzajem, musieli broń trzymać schowaną, gdyż wierzono, że przelanie krwi ściągnęłoby karę bogów na winowajcę. Co zadziwiające, niektóre z takich miejsc cieszyły się taką estymą, iż przestrzegali tego nawet jeszcze w średniowieczu, do tego chrześcijanie i to niebędący Słowianami. Najbardziej znanym takim świętym grodem handlowym był Rorik.

Na czas wojny wybierano wodzów. Najwyższy rangą dowódca nazywany był kaganem, czyli oświeconym. Tą funkcję przydzielano wybitnym strategom, którzy nie raz, piastując niższe stanowiska, pokazali już swój geniusz przywódczy. Kagan miał do pomocy kaganboka. Zajmował się on zwykle sprawami wiary, był właściwie kapłanem, ale i zastęp kagana pod jego nieobecność. Niższych rangą dowódców nazywano wojewodami (ponieważ wiedli oddziały wojów do boju). Wodzowie w czasie wojny zyskiwali szczególne uprawnienia. Mogli samodzielnie, bez wiecu podejmować decyzje. Mogli je podejmować nawet jednoosobowo, bez swoich doradców, których zawsze im dodawano. Jednak po zakończeniu działań wojennych musieli się oni ze wszystkich swoich decyzji, wytłumaczyć przed wiecem. Jeśli ten uznał że nadużyli swojej władzy, byli za to karani. Gdy wojna kończyła się, wybrani wodzowie stawali się normalnymi ludźmi i wracali do swych domów oraz dawnych zajęć. Nikt nie mógł zostać wodzem na zawsze, a tym bardziej czerpać z tej funkcji jakieś przyszłe zyski. Przysługiwała mu jedynie sława za odniesione dzięki niemu zwycięstwa. Sława i chwała zaś dla Słowian była najważniejsza. Sławę i chwałę nie przynosił jeno bój z wrogiem, ale i trud oraz praca codzienna.

Przypisy:

1Rodzice męża w staropolszczyźnie nazywani byli świekrą i świekrem. Natomiast żony cieścią i cieściem, później przekształciło się to w teściową i teścia.

2Miano sioło pochodzi od słowa koło, albowiem wieś słowiańska była zwykle rozmieszczona na planie koła, zupełnie podobnie jak grody słowiańskie. W rdzeniach miana sołtys jest również rdzeń „sioło” oraz „tyrs”. Są one specjalnie skrócone do prostszej formy „soł oraz „tys”. Rdzeń „soł – sioło” oznacza wieś o kształcie koła, zaś rdzeń „tyrs – tys” jest starosłowiańskim określeniem wodza lub zarządcy.

3Krewni to ludzie, którzy maja wspólnego przodka, lub jeden z nich jest przodkiem dla drugiego.

4Powinowaci to ludzie, którzy mają wspólnego krewnego, krewnych, ale nie są krewnymi dla siebie. Istnieje też, zarówno w polskim obyczaju, jak i prawie, powinowactwo przez małżeństwo, np. szwagierki, szwagrowie, teściowie z zięciem czy synową są spowinowaceni przez małżeństwo.

Dawne źródła historyczne łączące Wenedów, Wandalów i Słowian

Autorskie słowo wstępne do artykułu „Dawne źródła historyczne łączące Wenedów, Wandalów i Słowian” :

Jak już informowały portale „Białczyński”, „Skribh” i „Zapomniana Lechia” Dragomiry w dniu 19 stycznia br. odbyło się spotkanie promujące czwarty numer Rocznika Polskiego Towarzystwa Historycznego – Oddział w Gorzowie Wielkopolskim pt. „Forum Historyczno-Społeczne”. Po raz pierwszy w Roczniku tym znalazł się artykuł mojego autorstwa. To wielkie wyróżnienia i szansa na dotarcie z zatajoną najstarszą historią ziem polskich do szerszego, zupełnie nowego grona odbiorców, w tym do muzeów, szkół, bibliotek czy nauczycieli historii.

Spotkanie odbyło się w zaplanowanym terminie w siedzibie Muzeum Lubuskiego im. Jana Dekerta w Gorzowie Wielkopolskim przy ul. Warszawskiej 35. Przybyło na nie ponad 70 osób, w tym radna miasta Gorzowa, dyrektor Archiwum Państwowego w Gorzowie, pracownicy naukowi, pasjonaci historii. Gospodarzami spotkania byli: Wojciech Popek – dyrektor Muzeum Lubuskiego im. Jana Dekerta oraz Paweł A. Leszczyński – doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie, prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego – Oddział w Gorzowie Wielkopolskim, prywatnie mój kuzyn.

Numer 4 Rocznika posiada aż 230 stron i składa się z czterech rozdziałów:

– Z kart historii dalekiej i bliskiej

– Państwo, bezpieczeństwo i prawo w relacjach międzynarodowych

– Życiorysy utrwalone w pamięci

– Recenzje i omówienia

Każdy z rozdziałów zawiera cztery artykuły, jedynie ostatni „Recenzje i omówienia” zawiera ich trzy. Podczas spotkania każdy z autorów miał możliwość przedstawienia swojego artykułu i jego omówienia podczas kilkuminutowego wystąpienia. Ponieważ mój artykuł znalazł się pierwszy w Roczniku, to jako pierwszemu spośród autorów przypadł mi zaszczyt omówienia artykułu.

Po spotkaniu miało miejsce zdarzenie, które mnie zaskoczyło. Podeszło do mnie łącznie 5 osób, wszyscy przedstawili się, jako czytelnicy blogu Czesława Białczyńskiego, którzy o spotkaniu dowiedzieli się właśnie z tegoż blogu. Wywiązała się między nami dyskusja na temat historii, pochodzenia Słowian, nowych badań i odkryć. Rozmowa była na tyle długa, że nie zauważyliśmy, iż po jakimś czasie nasza sześcioosobowa grupka pozostała jako jedyna na sali. Później, gdy już salę zaczęto sprzątać, nasza rozmowa przeniosła się na główny hall muzeum, które mieści się w przedwojennej willi landsberskiego fabrykanta. Stąd obecna nazwa pochodząca od jego nazwiska – „Willa Schrödera”.

W tym miejscu chciałbym podziękować tym przybyłym specjalnie na spotkanie osobom, zwłaszcza tym którzy do Gorzowa przebyli drogę 60, a nawet 100 kilometrów. Zatem dziękuję: pani Małgorzacie i panu Teofilowi z Torzymia, panu Tomkowi spod Krosna Odrzańskiego oraz panu (o ile dobrze pamiętam imię) Danielowi i jego córeczce Łucji z Gorzowa. Specjalne podziękowania kieruje do Dragomiry, która wpadła na pomysł poinformowania o spotkaniu na swoim blogu i poprosiła panów Białczyńskiego i Skribhę, aby podobną informację zamieścili na swoich blogach. Za to dziękuję również im. Na koniec chciałbym podziękować mojemu kuzynowi dr hab. Pawłowi A. Leszczyńskiemu, który znając moją pasję związaną z historią Słowian sam zaproponował mi opublikowanie artykułu na ten temat w Roczniku PTH, czym mnie mocno i zarazem mile zaskoczył.

Artykuł „Dawne źródła historyczne łączące Wenedów, Wandalów i Słowian” jest kompilacją moich dwóch artykułów, które opublikowałem wcześniej na portalu taraka.pl : „Wenedowie, Wandalowie i Słowianie” oraz „Źródła pisane o pochodzeniu Słowian i Polaków”. Jednak w przeciwieństwie do nich, artykuł z Rocznika PTH zawiera nowe informacje na ten temat i jest bardziej uporządkowany. Zdecydowanie mniej jest w nim moich komentarzy, które jednak wstawiłem na początku i w konkluzji na końcu tekstu.

Życząc miłej lektury, przedstawiam poniżej skany artykułu z Rocznika PTH.

Adrian Leszczyński

fhs-1

fhs-2

fhs-3

fhs-4

fhs-5

fhs-6

fhs-7

fhs-8

fhs-9

fhs-10

fhs-11

fhs-12

fhs-13

fhs-14

fhs-15

fhs-16

fhs-17

fhs-18

fhs-19

fhs-20

fhs-21

fhs-22

fhs-23

fhs-24

fhs-25

fhs-26