Archiwum kategorii: Wierzenia

Zmyślone pogaństwo. Czy nasi słowiańscy przodkowie byli ateistami?

Zmyślone pogaństwo. Czy nasi słowiańscy przodkowie byli ateistami?

04.11.2016 r.,  – redaktor naczelny „Ciekawostek historycznych”, historyk, publicysta i pisarz, spłodził bełkot, jakiego dawno nie widziałem.

Wygląda on na artykuł pisany na zamówienie czarnej mafii watykańskiej. Ciekawe ile srebrników wziął autor za ten anty-słowiański bełkot?

Nie przedrukowuje tego artykułu, bo paw ciśnie mi się na zęby.

Kto chce przeczytać sobie to wiekopomne „dzieło” i nie stracić apetytu. to link jest na górze.

Za to Opolczyk wystawił celną ripostę, pseudo naukofcowi, rodem z UJ:

https://opolczykpl.wordpress.com/2019/01/03/antyhistoria-na-stronie-ciekawostek-historycznych-pl/

Oto ta riposta:

Antyhistoria na stronie „Ciekawostek historycznych.pl”…

Gdy czytałem podrzucony mi przez znajomego, Darka, tekst pt. „Zmyślone pogaństwo. Czy nasi słowiańscy przodkowie byli ateistami?”
https://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/11/04/zmyslone-poganstwo-czy-nasi-slowianscy-przodkowie-byli-ateistami/
.
aż kręciłem głową ze zdziwienia – jak może zawodowy historyk, redaktor naczelny „Ciekawostek historycznych.pl” Kamil Janicki wypisywać takie banialuki i dryndymały. Kto i gdzie uczył go historii? Już pierwsze jego dwa słowa – „Religia Słowian” dyskwalifikują go.
Wiem, że notorycznie wierzenia (Wiara/Wiedza) pogan, nie tylko Słowian, nazywane są „religią”, ale one religią (łac. religare) nie są. W terminie tym występuje owo nieszczęsne„re” czyli ponowne/powtórne – „ligare” – czyli związanie/połączenie się – oczywiście z „bogiem”. Termin ten stosować można tylko do tzw. „religii objawionych”, czyli wymyślonych, opartych na zmyślonym „objawieniu” i skodyfikowanych dogmatach i prawdach wiary. Określają one ściśle w co i jak wyznawcy mają czy wręcz muszą wierzyć. Religia musi mieć spisany kanon. Dobrym przykładem czym jest i jak powstaje religia jest biblijny mit o Abramie/Abrahamie. Wg biblii był Sumerem i żył w chaldejskim mieście Ur, w pogańskim środowisku bałwochwalców, którzy nawet nie wiedzieli, że istnieje jedyny prawdziwy bóg Jahwe. I wtedy tenże dobry bóg Jahwe objawił się mu, nakazał mu opuszczenie rodzinnego kraju, obiecując w zamian rozsławić jego imię po wieczne czasy, a z jego potomstwa uczynić wielki i wybrany naród. Naturalnie pod warunkiem, że Abraham będzie w niego – w Jahwe – wierzył i że będzie mu ślepo posłuszny. I tak się stało. Nastąpiło więc u Abrahama w tej zmyślonej haggadzie ponowne – re – związanie się – ligare – z biblijnym Jahwe, o którym w Ur chaldejskim po potopie zapomniano. Tak wymyśla się, tak powstają, tym są religie – ponownym połączeniem się dzięki wymyślonemu „objawieniu” z wymyślonym „bogiem”. U krystowierców było to ponowne związanie się garstki żydów, a następnie rzymskich pogan, dzięki „objawieniu” Joszue z nim i jego bogiem-ojcem. U muzułmanów było to ponowne związanie się się pogańskich Arabów, dzięki „objawieniu” Mahometa z Jahwe/Allahem.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/03/historia-naturalna-religii-monoteistycznych/
.
A że u Słowian żadnego ponownego związania się z objawionym przez jakiegoś „proroka” bogiem nie było, ich wierzenia nie są religią! Są wierzeniami – Wiarą/Wiedzą.
.
Autor przechodzi po krótkim i załganym wstępie („Rodzimą wiarę wymyślili naukowcy lubiących folgować własnej wyobraźni. I wszystko co o niej wiesz najwyższa pora odesłać do lamusa”) do reakcji pogańskiej, powątpiewając w jej realność. Wg niego dwie krótkie o niej relacje: „Dwie krótkie wzmianki. Łącznie nie więcej niż trzydzieści słów” – „Benedykta” Minoryty i ruskiego autora (Nestora) o niczym nie świadczą. Najdziwniejsze w tym jest to, że Janicki – reklamowany w komentarzach jako „wybitny historyk” – cytuje mało znaną „kronikę” anonimowego franciszkanina z XIV wieku, nazwanego „Benedyktem” (jego rzeczywiste imię jest nieznane) Minorytą, a która to „kronika” była kompilacją kilku starszych kronik, w tym Kosmasa z Pragi, żyjącego ponad dwa wieki wcześniej. Kosmas w jego kronice pisał zaś nie tylko o buncie pogańskim z roku 1032. Pisał o poprzednich buntach w latach 1022 i 1025. A i Nestor pisał o buntach z lat 1022 i 1025. Tyle, że kolejny bunt (powątpiewany przez Janickiego), inaczej niż Kosmas, umieścił w roku 1030. No i przede wszystkim przemilczał Janicki kronikę Galla Anonima opisującego jeszcze inną rebelię antykościelną i antyfeudalną, zaczętą w roku 1034, po śmierci Mieszka II i dojściu do władzy Bolesława II Zapomnianego. Tak pisał o tej rebelii Anonim:
.
„(…) niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc, i jednych na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali, a żony ich pobrali sobie w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa (…). Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką – czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu – podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Bożym i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali (…).”
.
A więc porzucili wiarę katolicką, podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Jahwe i Joszue. I ich pomordowali.  A wybitny historyk Janicki jakoś tak kronikę Galla Anonima przegapił…
.
Co śmieszniejsze i jeszcze bardziej dyskwalifikuje Janickiego to fakt, że Bezpryma, przyrodniego brata Mieszka II przerabia na „apostatę”. A był nim faktycznie Bolesław II, syn Mieszka II, wymazany wolą biskupów z naszej historii.
.
I tutaj rozlegnie się głośne aj waj i towarzyszące mu płacz i zgrzytanie zębów kościelnych, przykościelnych i podkościelnych historyków – to kłamstwo, Bolesław Zapomniany nie istniał! Nie było takiego króla! To wymysł!
Główne „argumenty” tych wszystkich historyków są trzy:

Czytaj dalej:

 

Przy tym artykule warto przeczytać artykuły pod następującymi linkami:

https://slowianiegenetykahaplogrupy.wordpress.com/2016/08/11/slady-slowianszczyzny-zachowane-w-nazwach-miast-i-rzek-i/

https://slowianiegenetykahaplogrupy.wordpress.com/2016/08/11/slady-slowianszczyzny-zachowane-w-nazwach-miast-i-rzek-ii/

https://slowianiegenetykahaplogrupy.wordpress.com/2016/08/11/slady-slowianszczyzny-zachowane-w-nazwach-miast-i-rzek-iii/

Agnimir

Moralność Kalego – pustynnej zarazy

Kali kraść to dobrze, Kalemu ukraść to źle

Profanacja mszy na Paradzie Równości

https://www.wsensie.pl/polska/32803-episkopat-o-profanacji-mszy-sw-na-paradzie-rownosci-wydarzenia-te-maja-znamiona-bluznierstwa

Episkopat o profanacji Mszy św. na Paradzie Równości: „wydarzenia te mają znamiona bluźnierstwa”

Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel Andrianik odniósł się do profanacji podczas warszawskiej Parady Równości polegającej na sparodiowaniu Mszy świętej. „Wydarzenia te mają znamiona bluźnierstwa” – ocenił duchowny.

„W związku z wydarzeniami, które miały miejsce 8 czerwca w Warszawie trzeba podkreślić, że z wielkim niepokojem dowiadujemy się o kolejnych faktach i miejscach, w których dochodzi do obrażania Boga i ludzi wierzących. Wydarzenia te mają znamiona bluźnierstwa. Katechizm Kościoła katolickiego jasno o tym mówi: „Bluźnierstwo sprzeciwia się bezpośrednio drugiemu przykazaniu. Polega ono na wypowiadaniu przeciw Bogu (…) słów nienawiści, wyrzutów, wyzwań, mówieniu źle o Bogu, na braku szacunku względem Niego w słowach, na nadużywaniu Imienia Bożego”

– napisał rzecznik Konferencji Episkopatu Polski

„Tak więc istotą grzechu bluźnierstwa jest nienawiść skierowana przeciw Panu Bogu i temu co święte. Narzędziami w tej walce z Bogiem jest wyśmiewanie prawd wiary jak również naigrawanie się z symboli oraz praktyk religijnych i wykorzystywanie ich do prowokacji”

– podkreślił w komunikacie ks. Rytel-Andrianik.

Zdaniem rzecznika Episkopatu Polski, „w społeczeństwie, w którym jest szacunek dla każdego, nie może być przyzwolenia na obrażanie Boga i ludzi wierzących”.

„Jeśli tak ma wyglądać tolerancja, to przemówienia o tolerancji w takim kontekście nie mają wartości”

– dodał rzecznik Konferencji Episkopatu Polski.

Czytaj dalej:

Bluźnierstwa na Paradzie Równości pod okiem władz Warszawy

https://www.pch24.pl/bluznierstwa-na-paradzie-rownosci-pod-okiem-wladz-warszawy,68831,i.html

„W społeczeństwie, w którym jest szacunek dla każdego, nie może być przyzwolenia na obrażanie Boga i ludzi wierzących. Jeśli tak ma wyglądać tolerancja, to przemówienia o tolerancji w takim kontekście nie mają wartości” – to reakcja rzecznika Konferencji Episkopatu Polski, księdza Pawła Rytel-Andrianika na skandaliczne antykatolickie prowokacje, do których doszło podczas sobotniej Parady Równości w Warszawie.

Komunikat KEP jest reakcją na drwinę z Mszy Świętej, dokonaną przy okazji parady przez aktywistę homoseksualnego Szymona Niemca. Wraz z dwoma asystentami, odczytywał on tekst katolickiej liturgii w scenerii do złudzenia przypominającej posoborowe „ołtarze”, na których niektórzy kapłani sprawują Najświętszą Ofiarę według posoborowego rytu.

Czytaj dalej:

I rozwrzeszczały się wszystkie tuby Kalego (watykańskiej mafii) oraz sługusów wiszących u jego klamki.

Kali czuje się okradziony i sprofanowany? Och, jaki biedny i sfrustrowany jest Kali, gdy mu ktoś zrobi tak, jak Kali ma w swoim zwyczaju działać.

Rozpacza Kali, że to, co się stało na Paradzie Równości, to profanacja i bluźnierstwo. Kali natychmiast się chwyta za Art. 196 kk, wzywając prokuratorów do działania:

„Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”

Jak zwykle złodziej krzyczy: „Łapać złodzieja” i sam ucieka do mysiej dziury, aby kraść dalej.

Jednak Kali nie chce pamiętać, że sam profanował, bluźnił, kradł oraz mordował, a teraz nadal profanuje i kradnie.

Czy to: https://zapomnianalechia.wordpress.com/2019/06/06/oblaci-lapska-precz-od-poganskiej-swietej-lysej-gory/

nie jest bluźnierstwem, kradzieżą i obrazą uczuć religijnych wobec pogan i rodzimowierców?

Czy to: https://zapomnianalechia.wordpress.com/2019/06/08/rzecz-o-rzymsko-katolickiej-rodzimej-wierze/

nie jest blużnierstwem i zawłaszczaniem wobec pogan i rodzimowierców?

Czy zawłaszczanie Ślęży (świętej góry pogan i rodzimowierców), wyrzucenie posągu Świetowida ze Ślęży, zawłaszczanie wielu miejsc świętych dla pogan i rodzimowierców, to nie jest obraza uczuć religijnych?

A jak nazwać to:?

„OD REDAKCJI TENETE TRADITIONES: Wszystko co pogańskie należy unicestwić! Tylko jedna, prawdziwa, Święta Wiara Rzymsko-Katolicka może przynieść tej ziemi pokój, a nasze dusze doprowadzić do wiecznego zbawienia. DEUS VULT !!!
Jak tylko powstanie – spalić!!!”

Jak Kali i jego siepacze potraktowali Indian Ameryki Płn. i Płd.? Siepaczom stawiane są pomniki, wynosi się ich na ołtarze, jako świętych. Kali zaś pławi się w złocie im zrabowanym, wyklejając nim swoje świątynie.

Jak Kali zniszczył kulturę Słowian, czyniąc ich zaczadzonymi, obcymi samym sobie?

Jak nazwać wybryki seksualne Kalego?

Można tak wymieniać bez końca.

Za to wszystko należy się Kalemu wieczna pogarda i pogardę tę otrzymuje z coraz większych kręgów.

Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski:

„Tak więc istotą grzechu bluźnierstwa jest nienawiść skierowana przeciw Panu Bogu i temu co święte. Narzędziami w tej walce z Bogiem jest wyśmiewanie prawd wiary jak również naigrawanie się z symboli oraz praktyk religijnych i wykorzystywanie ich do prowokacji”

A może rzecznik Kalego odniósłby to wszystko do postępowania Kalego wobec innych wiar?

W społeczeństwie, w którym jest szacunek dla każdego, nie może być przyzwolenia na obrażanie Boga i ludzi wierzących.

To mówi i pisze Kali, który gardzi wszystkimi, którzy się jemu nie podporządkowali.

Kali coś mówi o szacunku i obrażaniu Boga? Oczywiście, Kalemu chodzi o szacunek dla chrześcijaństwa i katolactwa oraz nie obrażanie ich Boga. Jednak obrażać Bogów pogan i rodzimowierców katole już mogą. Tym bardziej katole nie muszą mieć szacunek dla pogan i rodzimowierców, a wręcz przeciwnie, powinni nimi gardzić, według Kalego.

Kali, jeśli chcesz mieć szacunek? To sam go wykazuj i nie wpychaj się tam, gdzie ciebie nie zapraszają. Nie zagrabiaj, co nie twoje.

Agnimir

Moja Słowiańska Wolność

To artykuł, który ukazał się tutaj: https://www.salon24.pl/u/monitorpolskislowian/496665,moja-slowianska-wolnosc

w 2013 r., lecz wcale nie stracił na aktualności.

Autorem jest Opolczyk, bloger znany większości słowianofilom.

O to artykuł:

Kilka lat temu, przeglądając internet w poszukiwaniu czegoś ciekawego i inspirującego, natrafiłem na wzmiankę o książce Kaz Dziamka Moja Słowiańska Wolność. Fragment tej książki mocno mnie zaintrygował, rzekł bym nawet że mną wstrząsnął. Zdałem sobie sprawę, że historia moich praprzodków jest zupełnie odmienna od tego czego uczono nas w szkole i co potocznie mówiło się na temat Słowian. Chciałem kupić tą książkę, ale okazało się, że nakład wyczerpany i nigdzie nie można jej dostać. Ostatnio znów natrafiłem na wzmiankę o tej książce. Skoro drugi raz tak się złożyło, że przypadkowo wróciłem do tego tematu, to postanowiłem zadać sobie trochę trudu i zdobyć tę niezwykle rzadką książkę Moja Słowiańska Wolność. Muszę przyznać, że nie było to łatwe. Wydawnictwo nie istnieje i nie ma po nim śladu, w antykwariatach pierwszy raz słyszą o takiej książce i zaczynają szukać jej w internecie. W internecie jej nie znalazłem. Okazało się, że tylko jedna biblioteka w Polsce jest w posiadaniu tego wydania. Udało mi się ściągnąć tą książkę przez moją najbliższą bibliotekę i właśnie mam ją w rękach…

W internecie dostępny był tylko fragment posłowia z Moja Słowiańska Wolność. I teraz zdaję sobie sprawę dlaczego tylko fragment…

Zapraszam do zapoznania się z całością posłowia.

Kaz Dziamka – Moja Słowiańska Wolność

Miejsce i rok wydania: Kielce 2005
Wydawca: Palimpset
Liczba stron: 83
Wymiary: 14×20 cm
ISBN: 83-921122-0-2
Okładka: Miękka
Ilustracje: Nie
Cena: 16,00 zł (bez rabatów)

Posłowie:
WYNOCHA Z NASZYCH GAJÓW DĘBOWYCH!

Publikowany po raz pierwszy, choć użyłem w nim kilka paragrafów z innego artykułu “Słowiański Polak czy polski katolik?” opublikowanego w “Bez Dogmatu”. Był to chyba mój najgorszy artykuł choćby, dlatego że wtedy ciągle jeszcze nie mogłem pozbyć się naiwnego mniemania, że ślepo wierzących można przekonać logicznym argumentem.

Jeszcze nigdy Polska nie była tak skatoliczona (żeby nie powiedzieć zażydzona) jak obecnie. Ponad 90 procent tradycyjnie słowiańskiej Polski modli się do Żyda. Żydówki i żydowskiego boga (zwanego czasami Jehowa albo Jahwe). A teraz również zaczynają się modlić ci polakatolicy do największego, najbardziej skatoliczonego i nieubłagalnego wroga słowiańskiej Polski: Karola Wojtyły, sługi obcego państwa, nie Polski słowiańskiej. I między innymi dlatego ten władca Watykanu wolał być pochowany na obcej ziemi, a nie u siebie w kraju.

Ale to chyba początek końca tego zniewolenia polskiej kultury, które trwa już tysiąc lat. Teraz, kiedy Pan Wojtyła poszedł do nieba, czyli do nikąd, nastąpi może powolny powrót do naszej słowiańskiej kultury, tylko “chwilowo” (…z perspektywy wielu tysięcy lat słowiańskiej historii), przyduszonej skorupą obcej, religijnie rasistowskiej i anty słowiańskiej ideologii.

Niedawno, bo w 1931 roku, katolicy stanowili tylko około 65 procent ludności Polski; w 1791 r. – zaledwie 54 procent. Ponad 200 lat temu Polska była wielokulturową republiką królewską szczycącą się długoletnią tradycją tolerancji religijnej. Jak podkreśla historyk Ray Taras, w roku 1573 Konfederacja Warszawska “oficjalnie ustanowiła tolerancję i równość religijną, co sprawiło, że Polska stała się jednym z najbardziej liberalnych społeczeństw w Europie”. Polska była wtedy znana jako “kraj bez stosów”, jako “miejsce schronienia” dla ofiar prześladowań religijnych, jako “Paradissus Judaeorum” (raj żydowski). Według brytyjskiego historyka Normana Daviesa, Polska była “unikalna w Europie”, ponieważ pozwalała na “pokojowe współistnienie katolicyzmu, prawosławia, ormianizmu, judaizmu i islamu”. Jest znaczącym i mało znanym faktem, jak twierdzi polski historyk Jędrzej Giertych, że “zasada tolerancji religijnej została wprowadzona do ideologii europejskiej przez Polskę”.

Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze to fakt, że przez długie tysiąclecia Polska była słowiańska, nawet tysiąc lat po tym, jak Jezus, Szaweł i inni stworzyli nową religię żydowską, zwaną chrześcijaństwem. Ale setki lat przed i po tych wydarzeniach na Bliskim Wschodzie i w Rzymie, w świętych gajach dębowych, niezliczone pokolenia Słowian wielbiły przez długie wieki słowiańskiego boga Świętowita i stawiały mu czterotwarzowe pomniki z drzewa dębowego. Źródła wody, rzeki i jeziora były otaczane czcią religijną. Za zanieczyszczenie gajów dębowych i źródeł wody groziły ciężkie kary. Takie surowe, słowiańskie przepisy powinny być też teraz stosowane. Proszę zobaczyć, jak teraz wyglądają w Polsce lasy: zaśmiecone, zasrane, zeszpecone, zdewastowane. Nie mówiąc już o świętych gajach dębowych i innych, które zostały doszczętnie zniszczone i wycięte przez hordy niemieckich misjonarzy i polakatolików pozbawionych szacunku i podziwu dla dzikiej natury, która jest dla nas wszystkich na świecie wspólnym ludzkim dobrem i domem.

To bzdura, że historia Polski to historia Polski chrześcijańskiej. Jak argumentował Paweł Jasienica, rok 966 był jedną z najważniejszych dat w historii Polski, ale data ta nie może być uważana za początek polskiej państwowości i kultury. Na bardzo długo przed przyjęciem chrześcijaństwa (co było jedynie manewrem politycznym ze strony Mieszka I) przez tysiąclecia, nasi prawdziwi, słowiańscy pradziadowie, Polanie, byli już wysoko zorganizowani politycznie i gospodarczo. Nasza rdzenna polska kultura i religia prasłowiańska była bliska przezwyciężenia obcej ideologii chrześcijańskiej podczas powstania pogańskiego za Masława, bohaterskiego księcia, który, jak twierdzi Antoni Wacyk, “symbolizuje polską Słowiańszczyznę”. Według Wacyka, katolicyzm „przez wieki całe był religią dworską, do szerokich mas ludności docierał powierzchownie… W XVI wieku zanosiło się nawet na to, że Polacy zerwą zupełnie z katolicyzmem.

Jak wykazuje Zbigniew Sługocki w “Zagubionym posłannictwie”: “Wszyscy uczeni zgadzają się dziś, że ani Mieszko I osobiście, ani jego lud nie miał żadnej duchowej potrzeby zmiany wiary, głównie i przede wszystkim dlatego, że katolickiego Boga nie znali”.

Zarówno Mieszko I jak i książę Lechii Mieczysław I przyjęli chrześcijaństwo ze względów czysto politycznych. Kto wtedy miał możliwość obronić się skutecznie przez morderczą nawałą germańskiej chrystianizacji Pogan? Lepiej “przyjąć” chrześcijaństwo niż zginąć od miecza niemieckiego lub duńskiego imperialisty – chrześcijanina, bez żadnej litości podbijających Słowian w imię Jezusa. Lepiej ugiąć się niż złamać. Lepiej być lisem niż lwem, po to tylko aby przetrwać i mieć nadzieję na powrót kiedyś do własnej religii i kultury, nawet po latach, nawet po setkach lat.

Poza tym, na długo, na bardzo długo, po tzw. “przyjęciu chrześcijaństwa”, nie byliśmy chrześcijanami. Jak wiadomo niektórym z nas, za czasów księcia Masława, wypędzono niemieckich misjonarzy, a kościoły katolickie zniszczono. Oczywiście ani chrześcijańscy imperialiści niemieccy, ani ówczesny papież, nie mieli absolutnie zamiaru pozwolić na załamanie się krucjaty chrześcijańskiej w krajach słowiańskich. I tak to nasi odwieczni wrogowie, Watykan i Niemcy, zorganizowali w porozumieniu ze zdrajcami księciem Kazimierzem i księciem Jarosławem atak na Lechię, w wyniku której słowiański bohater narodu polskiego, książę Masław, został zamordowany, a słowiańska Polska, Lechia, legła w gruzach. Jak mówi “Kalendarz Słowiański na rok 1947″ to może od tej tragedii narodu polskiego, czyli od 1049, należy liczyć “erę chrześcijańską w Polsce” i powolny upadek rodzimej naszej religii słowiańskiej. Powolny, bo oczywiście przez długie lata jeszcze słowiańska religia żyła z dala od dworskich wysp skatoliczonej szlachty. W 1294 roku zmarł ostatni słowiański książę pomorski Mściwój, a w 1434, ostatni polski król pogański, Władysław Jagiełło. Litwa, z której pochodził Jagiełło, nigdy nie straciła całkowicie swej pogańskiej tożsamości i dziś jest jedną z największych nadziei na odrodzenie się przedchrześcijańskich kultur w Europie Środkowej. W niektórych częściach kraju, np. na Śląsku, jeszcze w XV wieku Polacy używali słowiańskiej przysięgi na słońce.

Co wspólnego ma kultura polska z religią jednego z wielu “synów bożych” z basenu Morza Śródziemnego? Dlaczego mimo własnej religii słowiańskiej, ciągle wyznajemy religię jednego z wielu mesjaszów żydowskich, pierwotnie przeznaczoną tylko dla niewykształconego chłopstwa i biedoty żydowskiej z prowincji galilejskiej? Jaką korzyść dla polskiej racji stanu może mieć podpisanie konkordatu i utrzymywanie jakichkolwiek stosunków dyplomatycznych z Watykanem – antydemokratycznym, antysłowianskim, absurdalnie autokratycznym państewkiem katolickim, którego średniowieczna organizacja polityczna, jak wykazał James Madison, ojciec Konstytucji Amerykańskiej, jest “najgorsza z możliwych”?

Co wreszcie może mieć wspólnego z naszą autentyczną, rodzimą, prasłowiańską religią religia obcych nam kulturowo ludów semickich, odległych w czasie i przestrzeni? Dlaczego my Polacy wyrzekliśmy się własnej religii i bałwochwalczo wierzymy w bogów wymyślonych przez inne ludy? Chciałoby się sparafrazować Mikołaja Reja: Niechaj wszystkie narody “znają”, że Polacy nie głupi i swoją religię mają. Mieli, ale nie mają.

Czytaj dalej:

Agnimir

MEGALITY Historia Sprzed 5500 lat – dokument

Ten film mówi sam o sobie, zatem niepotrzebny jest mój komentarz.

Ważnym jest to, że archeolodzy sami mówią, iż ludność kultury naczyń lejkowatych nie przyszła na teren obecnej Polski, lecz tu się tworzyła w cywilizację.

Dokument opowiada o piramidach typu kujawskiego, które są rozsiane po całej Polsce, od Bałtyku po Tatry. Zatem, w ten sposób wyznaczone są przybliżone granice k. naczyń lejkowatych.

Piramidy typu kujawskiego są kilka tysięcy lat starsze od piramid egipskich.

Najmniejszymi „skażeniami” przez inne kultury okazuje się wybrzeże M. Bałtyckiego, gdzie z trudem docierały nowe trendy kulturowe oraz inwazje z kierunku wschodniego, jak w Małopolsce.

Dziwnym jest jednak to, że jak widać w filmie, przy istniejących możliwościach pozyskania materiału genetycznego, nic się nie wspomina o haplogrupie ludności k. naczyń lejkowatych.

Andrzej Niemojewski: Tajemnice hierarchii rzymskiej (Chicago 1919) – Kler wobec idei ludowładztwa

https://bialczynski.pl/2018/12/20/andrzej-niemojewski-tajemnice-hierarchii-rzymskiej-chicago-1919-kler-wobec-idei-ludowladztwa/

Oto jeszcze jeden głos przeciw pustynnej zarazie. Głos jeszcze z 1919 r.

Andrzej Niemojewski, mieszkający w USA, w Chicago, opisuje działania amerykańskiego kościoła katolickiego przeciw powstającym tam szkołom publicznym.

Kościół katolicki miał zawsze aspiracje do zawłaszczania nauczania szkolnego. Zawłaszczanie to było zawsze permanentne, zataczające jak największe kręgi szkolnictwa, od podstawowego do wyższego. Rozumiał on doskonale, że w ten sposób ma pod kontrolą pełną indoktrynację młodych umysłów od najwcześniejszych lat życia młodzieży.

Domenom szkolnictwa w kościele katolickim zajmowali się przede wszystkim Jezuici. W ich kręgu zainteresowania leżały głównie dzieci elit i arystokracji. To właśnie przez nie później miały się rozprzestrzeniać dogmaty i dalsza indoktrynacja społeczeństw.

Kościół katolicki zdobył szkolnictwo na własność i nie do pomyślenia były inne formy/systemy szkolnictwa, zwłaszcza taki „wybryk natury”, jak szkoły publiczne.

We własnych szkołach, kościół katolicki miał pełną kontrolę nad programem nauczania, w szkołach publicznych nie było to już takie łatwe. Tam przecież nauczano darwinowskiej teorii, a nie kreacjonistycznego dogmatu chrześcijańsko – judaistycznego.

Szkoły publiczne były zagrożeniem dla kościoła katolickiego, były zagrożeniem dla całej pustynnej zarazy, bo nauczały zupełnie czegoś innego niż głosiła pustynna zaraza.

Kościół katolicki przedstawiał siebie zawsze, jako kaganek oświaty, bo wiedza biblijna, czyli objawiona, to prawda wszelaka.

Należy jednak zauważyć, że mimo tysięcznego władztwa kościoła katolickiego nad szkolnictwem, nie wyrugował on analfabetyzmu w społeczeństwie polskim. Wręcz przeciwnie, dbał, aby ten analfabetyzm trwał i rozwijał się.

W przeciwieństwie do socjalizmu, którego tak nienawidzimy, to on wykształcił społeczeństwo, które kopnęło go później w dupę.

Kościół katolicki wiedział doskonale, co robi, utrzymując analfabetyzm w społeczeństwach. Czekałby go los, jaki spotkał socjalizm. Świadome społeczeństwa zrzucają kajdany i okowy dogmatów.

Jednak, ta prawda wszelaka zaczęła się sypać dzięki prawdziwej nauce. Ziemia przestała być centrum wszechświata dzięki Giordano Bruno, słońce zaś przestało krążyć wokół Ziemi, a stało się gwiazdą centralną Układu Słonecznego dzięki Kopernikowi.

Kopernik miał szczęcie, że nie spalono go żywcem za głoszenie herezji, jak Giordano Bruno.

Stara wiedza wróciła, którą tłumił kościół katolicki. Dalsze zdobycze nauki i techniki udowodniły niezbicie, że pustynna zaraza kłamała z premedytacją, aby zniewalać społeczności. Wiedzy nie da się długo wstrzymywać, znajdzie swe ujście, wcześniej, czy później. Podobnie, wiedzy o Słowianach, nie da się zamieść pod dywan. Sława i chwała Nasza powróci, z Wielkim Hałasem. I padną mury Watykanu, który próbował ją zniszczyć.

Człowiek poleciał w kosmos, a tam nie było aniołów. Z tym kościół katolicki i jego dogmaty nie potrafiły się uporać. Dalszy rozwój nauki z pewnością wyeliminuje kłamstwa pustynnej zarazy.

Andrzej Niemojewski już na początku XX w. przestrzega Polaków przed działaniami kościoła katolickiego.

Czasy socjalizmu w Polsce nie pozwalały kościołowi katolickiemu panoszyć się w szkolnictwie publicznym. Szkółki katechetyczne istniały tylko w przykościelnych salkach.

Po upadku socjalizmu, kościół katolicki w Polsce rozpanoszył się gdzie tylko się dało, czyli wszędzie, a zwłaszcza w szkolnictwie. Zaczął wręcz wymuszać większą ilość godzin religii niż godzin innych dziedzin. Stał się tak bezczelny, że zaczął się wciskać w każde dziedziny życia Polaków.

Mimo tego wszystkiego uważam, że Polacy zasługują na tego Wielkiego Kopa, bo może wreszcie się obudzą z zaczadzenia pustynną zarazą i zrozumieją, że jest to najgorsza zaraza, jaka spotkała ludzkość, a Polacy byli od zawsze mięsem armatnim kościoła katolickiego.

Ten mafijny twór watykański nie przyniósł Polakom nigdy nic dobrego, lecz zawsze gigantyczne straty.

Jedyna nadzieja w młodzieży, która coraz częściej od lat olewa kościół katolicki i nauki religii, nad czym mafia watykańska bardzo ubolewa. Brak powołań na klechów, zastępy indoktrynerów kościelnych topnieją, stare klechy umierają. Grunt usuwa się spod mafii watykańskiej.

Czytaj dalej:

Agnimir

Gaja.TV – Jak umiejętnie posługiwać się swoją żeńską mocą – Szamanka Aisu

Oto następne wiadomości przekazane przez syberyjską szamankę Aisu.

Wiadomości z pierwszej ręki, a nie od domorosłych badaczy z za biurka, czytających wypociny twórców, na zamówienie założonych tez, aby mydlić oczy.

Dla tych badaczy szamanka, jest kapłanką religii szamanizmu. W ten sposób chcą zrównać Wiarę Przyrody z religiami, a wiedunów z kapłanami – klechami religii.

Szamanki i szamani, to w rozumieniu słowiańskim wiedunowie, wiedzący, wiedźmy. Nie są to pastuchy zaczadzonych baranów – niewolników religii, a szamanizm nie jest religią, lecz wiedzą – wiarą.

Posłuchajcie, co mówi syberyjska szamanka Aisu. Są to wiadomości ważne nie tylko dla kobiet, ale również dla mężczyzn.

Przy okazji można łatwo nauczyć się j. rosyjskiego, bo szamanka Aisu bardzo wyraźnie mówi w tym języku.

Agnimir

Czym jest wiara? Wiara a religia

Wiara a religia

Czym jest wiara?

Wiara to wiedza o świecie. To, co dla jednego jest wiedzą, dla drugiego jest wiarą.

– Czy rozumiesz, w jaki sposób działa samochód, a komputer; czy potrafiłbyś te urządzenia poskładać, gdyby były rozłożone na części?

– Czy rozumiesz, jakie procesy zachodzą pomiędzy naciśnięciem klawisza w jednym telefonie komórkowym, a odezwaniem się dzwonka w drugim?

– Czy potrafisz wyjaśnić, co takiego się dzieje, że jak naciskasz przycisk kontaktu, zapala się żarówka?

Jeśli tak, to jest to dla Ciebie wiedza. Zaś, jeśli nie, wierzysz innym na słowo, że samochód wprawia w ruch praca silnika i poprzez przewody płynie prąd, a telefony działają na zasadzie jakichś nadajników i odbiorników, to jest to dla ciebie wiara.

Wiara / Wiedza

Jest próbą zrozumienia świata, zjawisk i procesów w nim zachodzących. Zajmuje się wszystkim tym, czym zajmuje się nauka oraz wieloma zagadnieniami, jakimi współczesna nauka się nie zajmuje. Takimi, jak np. duchowość (ezoteryka). Wiara w dawnych kulturach agrarnych objaśniała również, kiedy siać, kiedy kosić, bo jest to część wiedzy o świecie, a wiara to wiedza.

Czym różni się wiara od religii?

Cechy wiary:

– Jej celem jest uczynienie świata oraz zjawisk i procesów w nim zachodzących bardziej zrozumiałymi dla człowieka, by w ten sposób ułatwić mu poruszanie się w nim.

– Jest współtworzona przez wielu różnych wiedzących (mędrców) oraz zwyczajnych ludzi, przez zbiorowość na przestrzeni bardzo długiego czasu.

– Każdy może mieć i głosić swoje poglądy.

– Nikt nie twierdzi, że inni mają się go słuchać, bo jakiś bóg go wybrał.

– Ulega naturalnym, bezkonfliktowym przemianom w miarę, jak zmianom ulega wiedza i realia życia wyznawców.

– Światy, materialny i duchowy są ze sobą nierozłączne, oba są szanowane, oba traktowane, jako integralna część życia ludzkiego.

– Szacunek dla przyrody.

– Każdy wierny może odprawiać obrzędy. Na ogół odprawia je najlepiej znająca się na tym osoba w grupie. Jeśli jest w niej wiedzący, to jemu przypadnie ten zaszczyt.

– Nie do pomyślenia jest, aby domagać się wynagrodzenia za odprawianie obrzędów.

– Nie do pomyślenia jest domaganie się wynagrodzenia za pracę z energią, bioenergoterapię, leczenie, przewidywanie przyszłości.

– Wiedzący, szamani – posługując się współczesną nomenklaturą, naukowcy, lekarze, bioenergoterapeuci, fachowcy z różnych dziedzin utrzymują się z pracy rąk własnych.

– Brak warstwy duchownych, żyjących na koszt wiernych.

– Brak osoby założyciela.

– Brak świętych ksiąg, rzekomo podyktowanych przez jakąś istotę nadprzyrodzoną (boga, anioła).

– Częsty zakaz spisywania wiedzy, aby uniknąć fałszerstw.

– Brak dogmatów i sztywnej doktryny.

– Brak nakazów i zakazów, do których wierni mają się stosować. Jest za to przewidywanie skutków swoich działań i ponoszenie ich konsekwencji.

– Nie ma podziału na dobro i zło.

– Brak pruderii w sprawach seksu.

– Powszechny szacunek dla kobiet i wysoka ich pozycja społeczna.

Cechy religii:

– Założyciel: Zaratustra ( Żar Zdusz, Zoroaster), Budda, Mojżesz (Ahmose-ankh), Jezus (Joszua), Mahomet (Muhammad ibn Abd Allah ibn Abd al-Muttalib) i inni.

– Święta księga rzekomo podyktowana przez jakąś istotę nadprzyrodzoną (boga, anioła) wybranemu człowiekowi lub grupie wybrańców.

– Dogmaty.

– System zakazów i nakazów (jak wyznawcy mają żyć).

– Założyciel, święta księga, dogmaty oraz system nakazów i zakazów są fundamentami religii.

– Warstwa duchownych zajmujących się tylko zgłębianiem świętych ksiąg, teologią, modlitwą oraz posługami duchowymi (odprawianiem kapły), żyjących na kosz wiernych.

– Pogląd, iż „kapłani” są niezbędni do pośrednictwa z bogami/bogiem.

– Ofiara jest przeznaczona dla kapłanów.

– Tworzą ją założyciel, prorok/prorocy, uczniowie założyciela oraz węższe bądź szersze grono kapłanów uczonych w piśmie.

– Własne poglądy może mieć i głosić węższe (w katolicyzmie tylko nieomylny papież) lub  szersze (każdy uczony w piśmie – rabin, imam) grono. Pozostali, zwłaszcza zwykli  wyznawcy nie mają takich uprawnień (głoszenie teorii odmiennych niż głosi nieomylny  papież jest herezją).

– Tłumaczenie różnych zjawisk w stylu: „widocznie bóg tak chciał”, „niezbadane są wyroki  boskie”, „tajemnica wiary”.

– Podział świata na dobro i zło.

– Deklarowana pogarda dla świata materialnego.

– Pogarda dla przyrody.

– Pruderia w sprawach seksualnych.

– Negatywny i pogardliwy stosunek do kobiet – „Kobieta zło i pomiot szatana”.

fragment książki pt. „Co każdy Słowianin wiedzieć powinien Zeszyt I” Dragomiry Płońskiej

Ofiara, żertwa, kapła, obiata

Ofiara, żertwa, kapła

Jest darem składanym bogom lub bliskim zmarłym ludziom w podzięce za wyrządzone dobro, opiekę oraz prośbą, aby ta opieka dalej trwała. Są różne rodzaje ofiar. Można składać, jedzenie i przedmioty; można ofiarować czyn lub zaniechanie czynu.

Żertwa i kapła są synonimami pojęcia ofiary.

Ofiarnik składa ofiarę z ofiary.

Żerca składa żertwę z żeru lub żarcia.

Kapłan składa kapłę z kapłona.

Ofiarnik, żerca i kapłan to też synonimy.

Jak widać, najczęściej składano żertwę z jedzenia, skoro słowo żarcie, oznaczające ofiarę, stało się synonimem słowa jedzenie.

Rzeczywiście, najczęstszą formą ofiary składanej przez Słowian była obiata.

Ponieważ niedziela to dzień poświęcony Bogu Słońca, a kogut i kura to ptaki poświęcone również Bogu Słońca, na niedzielną obiatę składano kapłona (czyli kastrowanego, tuczonego koguta) lub kurę, zazwyczaj w postaci ugotowanego z nich rosołu.

Każdy człowiek składający kapłę, żertwę, ofiarę, podczas wykonywania tych czynności jest kapłanem, żercą, ofiarnikiem, bo pełni taką funkcję.

Tak, jak każdy, kto gotuje, pełni funkcję kucharza, jest kucharzem podczas dokonywania czynności gotowania.

U przedchrześcijańskich Słowian, funkcję kapłana (żercy, ofiarnika) mógł pełnić każdy.

Jeśli w danej grupie ludzi był tzw. „wiedzący”, to oczywiście obrządki te czynił ten „wiedzący”, jako osoba, która się na tym najlepiej zna.

Za taką posługę nie mógł pobierać wynagrodzenia, ponieważ za czynności kapłańskie nie wolno brać wynagrodzenia. Ten zakaz jest cechą wspólną wszystkich wiar i odróżnia je od religii. Dlatego dla nas, Rodzimowierców, księża chrześcijańscy, kapłanami nie są.

 

Obiata

Jest rodzajem ofiary. Polega na tym, że ofiarowane jedzenie, darczyńcy spożywają razem z obdarowanymi Bogami lub duchami zmarłych (zależnie, dla kogo jest przeznaczona). Słowianie obiatę składali w południe. Od obiaty pochodzi określenie obiad. Dlatego obiad jadaliśmy w południe, dopóki praca w fabrykach nam tego nie uniemożliwiła.

Skandynawowie, obiatę zwaną u nich dinner (burza, bo ich Bogowie są gwałtowni) składali o godz. 17-tej. Dlatego oni (i kultury, na które mieli wpływ np. Anglicy) obiad – dinner jedzą o godz. 17-tej.

fragmenty książki pt. „Co każdy Słowianin wiedzieć powinien Zeszyt I” Dragomiry Płońskiej

Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju?

https://bialczynski.pl/slowianie-tradycje-kultura-dzieje/dzieje/adam-smolinski-dlaczego-rzymianie-mieli-taki-problem-z-przekroczeniem-dunaju-oraz-linki-do-zmijowego-plemienia-i-sprawy-wawelskiego-smoka/

Adam Smoliński – Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju?

Przy okazji informacji o Wałach Żmijowych pragnę przypomnieć o innym terminie związanym ze Żmijem Ogiennym. Był to rodzaj taktyki walki prowadzonej przez Sławian. Ognisty Smok lub Ognisty Żmij. Jednym ze sposobów walki taktycznej Słowian był nocny atak jazdy konnej z zapalonymi pochodniami. Większość ludów starożytnej Europy, odmiennych od Słowian, swoje bitwy prowadziło w czasie dnia. Atak nocny był dla nich zawsze zaskoczeniem, raczej nie potrafili walczyć w nocy. Słowianie tworzyli specjalne grupy wojowników wytrenowanych tylko do walki w nocy, zadające decydujące uderzenie, kończące bitwę w nocy. Taktyka ta była sławna wśród innych ludów Europy. Była dla nich przerażająca. Atakujący nocą Sławianie jawili się im jako demony, przed którymi nie ma obrony. Może stąd w bajkach i legendach innych ludów zawarta informacja, że smoki zionęły ogniem? Możliwe też, że w bitwie były używane przez Sławian miotacze ognia. Musieli oni znać właściwości ropy naftowej, która występowała w naturalnych kałużach, w Bieszczadach, jeszcze w czasach Łukasiewicza. Może tzw. „ogień grecki”, wcale nie był wynalazkiem Greków? Inną taktyką było symulowanie ucieczki z pola bitwy, a tym samym wciąganie w z góry zaplanowaną zasadzkę. Na ten wybieg Słowian nabierało się wiele armii, nawet jeszcze w XX w. Echa Ognistego Smoka oraz przerażenie, jakie on wywoływał można zobaczyć w filmie „Trzynasty wojownik” – w reżyserii Johna McTiernana – z 1999 r., na podstawie powieści Michaela Crichtona – Zjadacze umarłych. Nie jest to wcale powieść fantasy, to przypomnienie pewnych faktów historycznych. Raczej nieodbywających się nad Morzem Czarnym, lecz gdzieś w północno-zachodniej Europie, na styku Celto-germanów i Słowian – Wenedów (Wądów). Słowianie oczywiście przedstawieni są tu z pozycji propagandy germańskiej. Można tu zobaczyć, z jaką perfidią jesteśmy przedstawieni jako odrażający Wendole. Jak szczury żyjące w norach, zjadające odpadki i trupy własnych członków plemienia – kanibale. Wskazanie kogoś kanibalem zawsze propagandowo przynosi skutek odrazy. Celto-Germanie przedstawieni są oczywiście jako dzielni, cywilizowani bohaterowie, którzy zwyciężają odrażających Wendoli.
Jednak ta wraża propaganda pokazuje jeszcze inny aspekt sprawy, jak bardzo musieli się nas – Sławian, bać, że teraz tak nas opluwają, w zasadzie to normalne. Pomiędzy kłamstwami jest w filmie zawartych kilka prawd. Na przykład figurka Mokoszy przypisana jest Wendolom, czyli Sławianom.
Przy całej dyskusji o historii Europy, między Słowiany, Germany i Romajami; między allochtonistami i autochtonistami, należy zadać jedno podstawowe, długie pytanie. – Jeżeli ci wielce Grecy tworzyli wielkie imperium i zawładnęli Małą Azją i Persją; jeżeli ci wielcy Rzymianie tworząc jeszcze potężniejsze imperium, zajęli północną Afrykę, tereny dzisiejszej Francji, Hiszpanii, Grecji, Małej Azji; dlaczego oni wszyscy nie weszli poza granice Dunaju, Kaukazu i dzisiejszego Afganistanu; na północ? Dlaczego potężni Rzymianie zadali sobie tyle trudu, aby przepłynąć straszną cieśninę i zdobyć mało urodzajną wyspę Brytów? Dlaczego atakowali niby zaprzyjaźnionych Celtów i przyjaznych Germanów? Lecz jakoś nie przeszli Dunaju, a było bliżej?
Wiedzieli przecież, że na północy są zasobne lasy, zielone łąki i uprawne pola. Znali dobrze wartość bursztynu, równającą się często wartości złota. Wiedzieli gdzie ten bursztyn się wydobywa; wiedzieli też, że tam na północ od Dunaju są ogromne zasoby rud cyny, miedzi, ołowiu, żelaza i złota. Zadowolili się tylko kupowaniem tych dóbr. Żadna gorączka nie pognała ani Greków, ani Rzymian, za Dunaj, na północ, aby przyłączyć te tereny do imperium. Pytam dlaczego? Czyżby Dunaj był szeroką rzeką wrzącej lawy, nie do przebycia? Dunaj nazwali limesem – nie przekraczalną granicą. Tylko strach mógł być tą barierą.

Adam Smoliński

Tutaj link do filmu „Trzynasty wojownik” [1999]: https://www.cda.pl/info/trzynasty_wojownik_[1999]

Wiara Przyrody – japońskie Yokai

Dla wyznawców Wiary Przyrody cała natura tętni życiem, ma osobowość, a każda czynność jest przesiąknięta mistycyzmem. „Ich ziemia była świątynią, życie modlitwą” – to o Słowianach. My też niegdyś szukaliśmy kontaktu z bogami w świętych gajach, a nie zimnych kościołach. Dla nas też każde drzewo, jeziorko, czy strumyczek miało swoją istotę nadprzyrodzoną, sprawującą nad nim pieczę. U nas to powoli, na razie jeszcze niszowo, ale wraca. W Japonii przetrwało do czasów obecnych, chociaż i ich nie ominęła laicyzacja, jaka dotknęła cywilizowane społeczeństwa. W XIX i XX w. zdawało się wykształconym ludziom, że laicyzacja to odrzucenie bzdurnych zabobonów. Dziś, w XXI w., coraz więcej ludzi rozumie, że to nie jest zwycięstwo rozumu tylko odrzucenie morza wiedzy, która pomaga nam lepiej ten świat zrozumieć. W naturze są siły, których nowożytna, ciągle jeszcze raczkująca nauka jeszcze nie potrafi zbadać. To, że nie umiemy ich zważyć i zmierzyć, nie oznacza, że ich nie ma, a w mitach jest wiele mądrości.

Posłuchajmy o Yokai, japońskich duchach przyrody i zadumajmy się nad Wiarami Przyrody, jakie jest dla nich miejsce w świecie współczesnym. Myślę, że jest go dużo. Kappa (trochę podobna do naszych utopców) pojawia się w Harrym Potterze, w III tomie; wzorowano na nich żółwie ninja, jest tematem gier komputerowych, anime, powieści fantasy. Postacie ze słowiańskiej mitologii najbardziej rozpropagowała gra Wiedźmin, ale coraz częściej stają się bohaterami innych dzieł artystycznych, książek, gier, grafik, itp. Uważam, że to dobry kierunek. Sztuka i nie tylko może czerpać garściami z różnych odmian Wiary Przyrody, gdyż jest to nieprzebrana kopalnia motywów, postaci, wzorów, archetypów i mądrości życiowej.

Dragomira